Nasza zastawa, moja obstawa

Nasza zastawa, moja obstawa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroba. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 stycznia 2016

Franek i jego złamana ręka

Jak to nigdy nic nie wiadomo...Budzisz się, wstajesz a spać kładziesz się w gipsie...
Tak tak życie pełne niespodzianek jest nie koniecznie tych radosnych.
Co w gipsie?
Lewa ręka Frania.
A czemu?
bo złamana w łokciu. Bez przesunięcia, nawet mu nie spuchła, twierdził, że bolała go tylko jak opierał się na dłoni lub trzymał coś mocno w pięści no i coś "przeskakiwało" gdy zginał rękę.
Stało się to w czwartek późnym popołudniem, w piątek rano próbowałam prześwietlić go i ewentualnie założyć gips u Nas w mieście ale odsyłali Nas zewsząd do stolicy. I w końcu Franio z tatą wylądowali w szpitalu dziecięcym przy ulicy Żwirki i Wigury 63A (bo tam zajmują się urazami u dzieci).
Prześwietlenie i gips na trzy tygodnie. Ręka złamana...

Lewa ręka Frania w gipsie

Ech Franio bardzo dzielny. Najważniejsze, że z gipsem da się wykąpać i przebrać bo o te czynności martwił się najbardziej. Ba z ręką w gipsie mój Franek gra nawet na Xbox-ie. Dla chcącego nic trudnego ;-)
Zahaczymy gipsem o pierwszy tydzień ferii, jak na złość spadły tony wyczekiwanego przez dzieci śniegu...
Daffi na spacerze

Tak czasami bywa...
Dobrej i spokojnej niedzieli!
M

wtorek, 29 grudnia 2015

Jakie plany Sylwestrowe?

Stało się, Janek właśnie dostał receptę na swój pierwszy antybiotyk...
Dziś mija siódmy dzień od kiedy ma wirusa, gorączka jak była tak jest bardzo wysoka. Lekarz podjął decyzje o antybiotyku...
Teraz dziecina śpi...niech odpoczywa...
Najgorsze jest to, że ja czuję się coraz bardziej niewyraźnie...Zapalenie obu spojówek nie daje o sobie zapomnieć...Dobrze że Tobrex był w szafce...
Nie wiem jak to się dzieje, że co roku chorujemy właśnie w okresie świąteczno-noworocznym.
Cóż zapowiada się interesujący Sylwester ;-)
Już nie pierwszy raz, pewnie nie ostatni spędzimy noc sylwestrową na "balu dziennikarzy"
...z gazetą w łóżku ;-)
Ech postaram się przynajmniej o ciekawą lekturę ;-P


A jak tam Wasze plany Sylwestrowe?

Pozdrawiam

niedziela, 27 grudnia 2015

Świąteczna gorączka... dosłownie!

Zaczęło się w Wigilię Bożego Narodzenia.
Janek zagorączkował ale że zdarzało mu się już nie raz (zazwyczaj od zębów) daliśmy Nurofen i ruszyliśmy głosić dobrą nowinę.
I tak jest cały czas, żadnych innych objawów, po prostu na wieczór dostaje wysokiej gorączki (nawet ponad 40 stopni).
Widział go lekarz...
Diagnoza - wirus.
Dostaliśmy krople L52, pijemy dużo witaminy C i wapna, zbijamy gorączkę...
Czekamy aż wirus da spokój i sobie pójdzie... Bo przecież nie ma skutecznego lekarstwa na wirusy...


Ech niech ustąpi już ta gorączka, ile można męczyć trzylatka...


Wyjazd na Sylwestra też odwołany... chociaż Daffi wywieziona do rodziców... 

A jakie Wy macie plany sylwestrowe w tym roku?
Pozdrawiam poświątecznie...

M

sobota, 12 grudnia 2015

Ile witaminy C w witaminie C czyli jak chronić się przed atakami wirusów

Witamina C? 
Wszędzie jej pełno, to w żelkach, w syropkach, rozpuszczalna...
Franek pije taką jaką mu podam, z Jankiem mam problem, nie przyjmuje żadnej...
Wypluwa, krzyczy  "fuja" chowa się pod kocem, udaje że śpi...

Sok z Aceroli? 
Słyszeliście?

"Owoce Aceroli są niezwykle bogate w witaminę C, co czyni acerolę prawdziwą olimpijką wśród pozostałych, powszechnie znanych, naturalnych i nienaturalnych jej źródeł (nawet do 4000 mg na 100g świeżej masy, przeciętnie jednak około 1500 mg czyli ok. 30 razy więcej niż cytryna). Zawiera ona również wiele innych substancji, takich jak :
  • witamina A (bardzo dużo, nawet  1000-9500 μg w 100 g),
  • witamina B1,
  • witamina B2,
  • niacyna PP,
  • białka,
  • żelazo (ułatwiające przyswajanie witaminy C),
  • fosfor,
  • wapń,
  • magnez,
  • mangan i kwas jabłkowy
Naturalna witamina C jest dwa razy silniejsza, a tym samym skuteczniejsza niż ta dostępna w aptekach w formie tabletek. Produkowany w Brazylii naturalny sok z Aceroli, jest niezwykle popularny, a jednocześnie owoc jest wykorzystywany do uzupełniania składu żywności dla dzieci i niemowląt jako najlepszej jakości źródło witaminy C. Powszechnie dostępne są informacje o niebezpieczeństwie niedoboru witaminy C, choćby znany z opowieści pierwszych marynarzy szkorbut (zdrowi mężczyźni, pomimo wystarczającego zaopatrzenia statków pożywienie i wodę, tracili uzębienie i łatwo dosięgały ich inne choroby)." źródło 

Tak wiec krzywią się ale piją sok z aceroli. Nie mają wyjścia. 
Piją codziennie ;-) po jednej dużej łyżce soku. Kwaśny mętny, bardzo gesty, jego smak na początku wykręca buzię ale po chwili łagodnieje...


Sok z aceroli

U Nas już się zadomowił ;-)

Pozdrawiam
M

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Babeszjoza u psa, objawy i leczenie

Pisałam niedawno o kleszczach, o tym, że Daffi znosi ich do domu tysiące, że trzeba uważać bo są wszędzie. Jednego takiego kleszcza niestety znalazłam u niej już wbitego i napitego (mimo obroży i zakroplenia) było to około trzy tygodnie temu (idealny czas aby choroba mogła się "wykluć"). Wykręciliśmy go w wierze, że nic jej nie będzie... pomyliliśmy się...

Kleszcz w ciele psa

W nocy z soboty na niedzielę Daffi wylądowała w szpitalu dla zwierząt z podejrzeniem Babesziozy. Ja do tej pory myliłam tą chorobę z Boreliozą ale okazuje się, że to zupełnie coś innego...i wiem, że już nigdy jej z niczym nie pomylę...
Babeszioza to choroba bardzo groźna, która zignorowana doprowadzi do śmierci waszego pupila w męczarniach...

Jak się zarazić Babeszjozą?

"Kleszcz przyssany do zwierzęcia wprowadza do jego krwiobiegu chorobotwórcze pierwotniaki babeszjozy, które atakują krwinki czerwone. Pierwotniaki te przenikają do wnętrza zaatakowanej komórki, gdzie ma miejsce ich gwałtowne rozmnażanie. W efekcie dochodzi do rozerwania krwinki i pasożyt atakuje kolejne krwinki czerwone. W wyniku tego procesu dochodzi do reakcji łańcuchowej, która prowadzi do zniszczenia znacznej części krwinek czerwonych i tym samym do anemii. Dochodzi do znacznego uszkodzenia narządów wewnętrznych, w szczególności nerek i wątroby. Dodatkowo mogą wystąpić silne zaburzenia pracy układu krążenia, a także żółtaczka. Nieleczona babeszjoza najczęściej prowadzi do śmierci zwierzęcia."
(źródło Wikipedia)



Jak się zorientowaliśmy, że coś jest nie tak?

Jeszcze rano sunia wyszła jak zawsze na spacer, ale od południa stawała się coraz bardziej osowiała, popołudniowy spacer był bardzo krótki. W domu leżała cały czas na posłaniu, nie wstawała nawet przy dźwięku otwieranej lodówki, co w jej wypadku świadczyło, że jest bardzo źle... Miała mętne i zaspane oczy położyła się na posłaniu i już nie chciała wyjść na spacer po 20.00. Ginęła w oczach... Gdy uspałam dzieci podjęliśmy decyzje, że nie należy czekać do rana, mąż zniósł Dafii do auta (pies nie miał siły chodzić, nawet się podnieść) i pojechałyśmy do kliniki weterynaryjnej.
W klinice okazało się, że pies ma wysoką temperaturę (ponad 41 stopni), Pani doktor podłączyła jej kroplówkę z płynami fizjologicznymi i lekiem przeciwgorączkowym.


Golden Retriever pod kroplówką w klinice weterynaryjnej

Pani doktor zrobiła badania krwi, okazało się, że na 300 czerwonych krwinek, które pies powinien mieć w próbce przeznaczonej do badania Nasza Daffi ma zaledwie 34. 
Daffi została w klinice pod kroplówkami do niedzieli rano (wtedy ją odebraliśmy) ale wczoraj wieczorem odwieźliśmy psa z powrotem na całą noc na kroplówki...
Gdy była w domu dwa razy wstała, żeby się napić, ugotowałam jej mięsa, żeby cokolwiek zjadła bo sucha karma nie wchodziła w grę... Na siusiu wyszłyśmy dwa razy, resztę dnia Daffi spędziła na posłaniu przed wieczorem dysząc bardzo głośno (pewnie z powodu gorączki, która powróciła). Teraz gdy piszę tego posta Nasza sunia jest w klinice, mam ją odebrać ok. godziny 9.00

Daffi w domu

Czy jest jakiś skuteczny środek przeciwko kleszczom?
Przeciwko chorobom przenoszonym przez te pajęczaki?
Słyszałam o tabletkach doustnych raz w miesiącu, że podobno są skuteczne, ale muszę się dopytać...
Coś ktoś?
Musimy coś zrobić z kleszczami (może powinniśmy powrócić do wypalania traw!!!) bo to pasożyty, które teraz zjadają Nasze psy ale później wezmą się za Nas... 

Pozdrawiam
M


poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Bańki bezogniowe, Nasz sprzymierzeniec w walce z chorobą

Wielkanoc spłynęła deszczem i pognał ją wiatr...Zostały po niej dwa dodatkowe kilogramy i ciasta nie do przejedzenia...

Teraz już będzie tylko cieplej ;-) oby do majówki ;-)
Ostatni weekend był tak ciepły, że Franek biegał w krótkim rękawku i dzisiaj został w domu z potwornym kaszlo-katarem! Zatoki...Grrrrrrrrrrrrrrrrrrrr....skąd wiedziałam, że tak będzie?!

Postawiłam mu właśnie bańki bezogniowe (Nasz zaprzyjaźniony Lekarz Pediatra, twierdzi, że to najlepszy sposób na pobudzenie organizmu do walki z różnymi paskudztwami) i coś w tym jest bo bańki stawiamy sobie nawzajem gdy tylko któreś z Nas poczuje się gorzej. Łatwo szybko i wygodnie. Na początku moczyłam bańki w gorącej wodzie ale zaczęły rdzewieć, dlatego teraz smaruję plecy chorego oliwką stawiam na nich bańkę i zasysam pompką (bez grzania baniek w wodzie). Tak jest łatwiej, nie trzeba kombinować z wodą, moczyć a później wycierać każdą z osobna ;-P

Bańki bezogniowe postawione Franiowi

Ślady po bańkach (stały na plecach Frania 3 minuty)



Zestaw bezogniowych baniek lekarskich

Bańki nie zaszkodzą, uwierzcie, że nie raz pomogły ;-)

Dobrej nocy

M




piątek, 13 lutego 2015

Walentynki w przedszkolu

- "Mamo pani powiedziała, że w piątek chłopcy mogą dać dziewczynkom Walentynki" - powiedział wczoraj Franio.
- "Dobrze to zrobimy, a ilu dziewczynkom chcesz dać Walentynkę?"- spytałam.
- "Dwóm, Martynce i Gabrysi, chociaż Gabrysia ma już chłopaka Oliviera (tu zrobiłam wielkie oczy) więc tylko Martynce"
- "No dobrze, to choć zrobimy Walentynki ;-)"

I robiliśmy Walentynki, skromne bo Franio nie chciał w środku żadnych wierszyków ani wyznań miłosnych (ma dopiero 5,5 roku) ale za to od serca...

Franio podpisuje się na Walentynkach dla dziewczynek

Gotowe Walentynki dla dziewczynek w przedszkolu

Dziś przed przedszkolem Franio stwierdził, że chyba nie da Walentynek dziewczynkom, ale wziął je ze sobą, na wszelki wypadek ;-P ...

Walentynkowe wspomnienia matki...
Pierwszą Walentynkę dostałam w szkole podstawowej, nie pamiętam dokładnie ale na pewno potrafiłam już czytać i pisać, więc musiała to być druga albo trzecia klasa... kartkę pocztową z pieskiem i czerwonym serduchem podpisaną "Twój Walenty"...;-) a tu, przedszkolaki rysują serca, mają dziewczyny... świat pędzi strasznie szybko...

Miłego piątku trzynastego ;-) 
Jesteście przesądni ?


M

niedziela, 25 stycznia 2015

Jak wyglądają kamienie nerkowe?

Kamienie w swoim ciele miałam dwa. Powstały nie wiadomo kiedy i nie wiadomo skąd, z tego co zrozumiałam to są ludzie którym kamienie tworzą się częściej, moją do tego predyspozycje i 'lepsze warunki" i tacy którzy po prostu mało piją, wtedy osad z filtrowanych płynów wytrąca się i łączy powoli, powoli w kamień... Mój mąż, który wypija hektolitry płynów, zielonej herbaty i piwa wieczorem zapewne nie ma się czym martwić, kamienie mu nie groźne ;-P kochanie od dzisiaj codziennie piję jedno piwko ;-P, spokojnie, gdy już dzieci pójdą spać... ;-P

A tak na poważnie, lekarz zalecił mi spożywanie dużo większej niż dotychczas ilości płynów, szczególnie tych na bazie żurawiny o właściwościach zakwaszających organizm. Jest to istotne w profilaktyce i leczeniu chorób dróg moczowych, a w szczególności zakażeń i kamicy układu moczowego (abym tylko nie zapomniała, bo o preparatach żurawinowych przypominam sobie zazwyczaj wtedy gdy o profilaktykę już zbyt późno).

A jak wyglądają kamienie? 
Pierwszy rozkruszył się podczas zabiegu, drugi nienaruszony dostałam w pojemniczku. Wygląda jak płatek śniadaniowy wzięty prosto z pudełka czekoladowych płatków na mleko dla dzieci. 


Kamień usunięty z moczowodu metodą URSL

Taki mały a tyle zachodu...

Dobrej nocy...

M

wtorek, 13 stycznia 2015

Coś co się dobrze zaczyna nie zawsze dobrze się kończy

Fantastyczny dzień miałam wczoraj...Sama ze sobą w centrum Warszawy włóczyłam się to tu to tam...
A dzieci?
Janek w żłobku, Franek w przedszkolu...
A ja?
Oprócz tego, że pojechałam zrobić badanie RTG układu moczowego, bo wciąż walczę z drugim kamieniem, to spotkałam się z własnymi myślami przy cudownej kawie ze spienionym mlekiem, później zwiedziłam chyba wszystkie sklepy w dawnym Warsie i Sawie aż w końcu zjadłam ulubionego naleśnika ze szpinakiem w moim ulubionym Green barze przy ulicy Szpitalnej...
Nachodziłam się jak głupia, ale to właśnie lubię, lubię przyglądać się ludziom, ich strojom, patrzeć jak się śmieją, rozmawiają lub po prostu mijają mnie w milczeniu, miastu, które tak wspaniale w ciągu tych moich piętnastu lat w Warszawie się zmieniło, można by powiedzieć nie do poznania... 

Miasto zbudowane z klocków

Wieczorem aby nie było zbyt pięknie złapał mnie okropny ból związany z kamieniem, chyba się przeforsowałam w tej Warszawie ;-) byłam dziś rano u mojego lekarza prowadzącego, okazało się, że kamień, który schodzi moczowodem utknął i nie może się ruszyć więc nie ma szans na to, że go "urodzę" a przy tym boli jak cholera! Zostałam zakwalifikowana do kolejnego zabiegu URSL, oby udało się wykonać go jak najszybciej... ból cały czas promieniuje....


Trzymajcie kciuki.

Dobrej nocy

M

wtorek, 18 listopada 2014

Kamień w moczowodzie usunięty metodą URSL

Żyję!
Chociaż jeszcze w nocy miałam wrażenie, że umrę z bólu... Wczoraj miałam zabieg URSL udany bo kamień rozkruszony i już nie blokuje mojego moczowodu ;-) HURRRA!!! Sam zabieg ...nie pamiętam bo szczęśliwie spałam, odczuwam cały czas lekki dyskomfort przy oddawaniu moczu ale to pestka w porównaniu z tym co zgotowała mi moja prawa nerka ...
Mam założony cewnik JJ, dzięki któremu mój moczowód powinien szybko dojść do siebie jednak on nie podoba się mojej nerce, która reaguje na intruza bólem... Ten kto kiedykolwiek miał kamice nerkową zrozumie o czym mówię... To tak jakbym miała jeden z tych średnich skurczy porodowych bez szans na to, że ustąpi...po prostu boli tępym bólem cały czas, promieniuje na nogę i plecy i jest nie do wytrzymania...
O 3.00 w nocy wskoczyłam do wanny pełnej gorącej wody, nałykałam się No-Spy i dzięki temu przysnęłam na chwilkę... Rano zadzwoniłam do szpitala aby skonsultować z lekarzem, który mnie operował to co odczuwam i wiecie co... po rozmowie z doktorem nerka przestała mnie boleć... ;-) tak po prostu, sama z siebie...
Cudownie...
Jak dobrze wracać do normalności...
Za dwa tygodnie będę miała kruszony metodą ESWL drugi kamień, w tej bolącej nerce ... nie mogę się doczekać ;-/

PS. korona z głowy przed moim mężem, który przez ostatnie dwa dni opiekował się całą Naszą gromadką ;-* właśnie odsypia na kanapie ;-)

Tata, Franek i głowa Janka, Nasza Daffi i Kik (pies moich rodziców), lato 2014

Pozdrawiam

M

piątek, 7 listopada 2014

Grypa żołądkowa zbiera plony

Minął prawie tydzień od czasu kiedy na grypę zachorował Franio, Jasiek przez ten cały czas robi luźne  prawie płynne kupy a mojego męża ścięło wczoraj z nóg.
Wyszedł rano pobiegać z psem, odwiózł Frania do przedszkola, wrócił coś porobił i nagle dostał drgawek, gorączki i mówił, że go wszystko boli. Generalnie nie może się ruszać i wymiotuje. Podobno gdy mąż jest chory najlepiej się spakować i gdzieś wyjechać bo chory mąż to upierdliwy mąż, marudny i nie do wytrzymania ale jak go zostawić kiedy jest taki bezradny i obolały ... Mój instynkt opiekuńczy nie pozwala mi na tego typu manewry, nie wspomnę o sumieniu.
Ciekawe kiedy mnie dopadnie?
Daję sobie jeszcze dwa dni, mam nadzieję, że do tego czasu mój mąż wyzdrowieje na tyle aby przejąć dzieci i psa ;-) inaczej będzie słabooooo...

Janek i duży miś

Najgorsze jest to, że musieliśmy odmówić Naszych Gdańskich przyjaciół, którzy mieli do Nas przyjechać na ten weekend...;-(
nic nie można sobie zaplanować...

Miłego dnia

M

sobota, 1 listopada 2014

Jelitówka czyli grypa żołądkowa popsuła Nam plany

Cały wczorajszy dzień w biegu, zakupy, sprzątanie, Judo, żłobek, przedszkole a w międzyczasie wizyta cioci N z małą dzidzią. Przed wieczorem gdy już prawie było wszystko gotowe a mąż zajął się gotowaniem (chwała mu za to) Franio przebrał się za koszmarka i pobiegł z dziećmi zbierać cukierki i inne łakocie (Halloween). Wrócił z całkiem niezłym zapasem słodyczy...

Halloweenowe zbiory Franka

i to by było na tyle bo później było już tylko gorzej... Frania nagle zaczął boleć brzuch i to bardzo (zazwyczaj wtedy mówimy mu aby spróbował zrobić kupkę ale tym razem to nie była kupka...) Franek "chlusnął" górą i to dwa razy po czym gdy ogarnęliśmy sytuacje "chlusnął" trzeci raz i czwarty... Nie ma tego złego, przy okazji zobaczyliśmy czym karmią Nasze dziecko w przedszkolu ;-P
Zrobił się blady jak ściana. Przebraliśmy chłopaka w piżamkę, podaliśmy smectę i położyliśmy w salonie aby mieć go pod kontrolą... W nocy wstał już tylko raz aby "chlusnąć", dziś wygląda o niebo lepiej i mówi, że brzuszek nie boli, może przyszło i poszło (oby). Pije cały czas wodę, uzupełnia płyny z wczoraj... jeszcze nie wie, że później dostanie szklankę rozgazowanej Coca-Coli ;-)
A na śniadanie i obiad będzie dziś rosołek.
UFFFF...

Franio dostał wysokiej gorączki i zasnął po Nurofenie

Boje się o Janka bo przecież nie da się izolować jednego od drugiego, to niemożliwe... Ale póki co Janek się trzyma, pozostaje obserwacja i nadzieja, że będzie dobrze...(jak ja się cieszę, że szczepiliśmy chłopaków na rotawirusy ;-)
Oczywiście wyjazd na cmentarz i rodzinny obiad u Nas w Dzień Wszystkich Świętych (dzisiaj) został odwołany... (na groby pojedzie sam tata, no może z Jankiem) tym samym mamy żarcia na następne dwa tygodnie bez gotowania ;-) i cały gar żuru, który mój mąż robił dzielnie pól nocy (zresztą najlepiej na świecie...)

***

Uważajcie dziś na siebie, Dzień Wszystkich Świętych to piękne święto ale z autopsji wiem, że bardzo nerwowe, szczególnie na drogach...

Polski grób na Cmentarzu Łyczakowskim, Nasza wycieczka na Ukrainę, lato 2008


Pozdrawiam

M

poniedziałek, 20 października 2014

Do lekarza, prywatnie czy państwowo?

Po ponad roku od wykrycia kamienia w nerce jestem zdiagnozowana, dobrze prowadzona i wybieram się na zabieg URSL. Nerkę mam konkretnie powiększoną a moczowód wygląda raczej jak gruba kiełbaska... bo odpływ moczu blokuje jedno centymetrowy kamień, który zapewne siedzi w moczowodzie od dłuższego czasu... Dziwne bo do urologów ostatnimi czasy chodziłam częściej niż do kościoła.... wszystkiego tego dowiedziałam się dopiero w piątek na prywatnej wizycie w prywatnym szpitalu urologiczno-ginekologicznym, który znajduje się na Ursynowie w Warszawie (co najlepsze, wizyta wcale nie musiała być prywatna, mogłam zgłosić się tam ze skierowaniem i byłabym tak samo dobrze i fachowo potraktowana jak to odbyło się prywatnie). Z nerką nie jest najgorzej ale mogłoby być lepiej. Zabieg muszę mięć wykonany szybko bo nerka jest już znacznie zmieniona, pochodziłabym jeszcze z rok bujając się od lekarza do lekarza i byłoby po nerce...

Rysunek mojej nerki i tego co się w niej dzieje narysowany przez mojego lekarza urologa

Zabieg będę miała wykonany w ramach NFZ, ale będzie on  zrobiony w prywatnym szpitalu bez kolejek i długiego oczekiwania. Po tym co ostatnio przeżyłam w państwowej służbie zdrowia teraz oddycham z ulgą i się nie stresuję. Polecam wszystkim Tym, którzy mają problemy urologiczne bądź ginekologiczne, szpital ma podpisany kontrakt z NFZ i może przyjmować ubezpieczonych pacjentów. Nie wiem czym te kolejki są spowodowane, mam wrażenie, że ludzie po prostu nie wiedzą gdzie się leczyć, uważają, że prywatne przychodnie są zbyt drogie, że nie dla nich, że gorsze?! tymczasem większość z nich ma kontrakty z NFZ, w większości z nich czas oczekiwania na wizytę w ramach funduszu jest o wiele krótszy niż w placówkach państwowych, a co najważniejsze pacjentów się tu leczy a nie odsyła do następnego lekarza...może kolega się zajmie ;-)
Tą całą sytuację skwituję jednym zdaniem...
Trzeba mieć zdrowie aby leczyć się w państwowej służbie zdrowia...

M

wtorek, 14 października 2014

Urografia, jak się do niej przygotować?

Parę dni przed porodem mojego drugiego dziecka (luty 2013) miałam krwinkomocz (dla niewtajemniczonych, siusiałam na czerwono), raz nawet myślałam, że zaczęłam przedwcześnie rodzić ale alarm okazał się fałszywy. To co się stało (i moja Pani doktor) zmusiła mnie do zrobienia USG jamy brzusznej. Okazało się wtedy, że mam całkiem spory kamień w nerce prawej (nic nie czułam, nie miałam żadnych objawów). Gdyby nie ciąża pewnie nic bym o tym kamieniu nie wiedziała...
Niedawno (1 września) zostałam umówiona do szpitala MSWiA na rozkruszenie kamienia; okazało się, że lekarz urolog nie zlecił mi Urografii i zabieg nie był możliwy do zrobienia (tak powiedział mi lekarz kwalifikujący do zabiegu). Umówiłam się więc na kolejny termin aby rozbić kamień (14 października) w międzyczasie miałam uzupełnić listę badań potrzebnych do zabiegu rozbicia kamienia w nerce, a są to:
- badanie ogólne moczu,
- posiew (powinien być jałowy),
- morfologia,
- układ krzepnięcia,
- urografia
(koszt urografii to o zgrozo 300 złotych, należy również doliczyć koszt kontrastu, którego podawana ilość w zależności od wagi pacjenta też kosztuje niemało; w moim przypadku przy wadze 64 kg zapłaciłam 180 złotych, czy naprawdę nie można tego badania wykonać na NFZ? Szukałam ale nie znalazłam informacji gdzie mogłabym zrobić urografię na Fundusz Zdrowia.
Dwa dni przed badaniem niczego nie jadłam oprócz kaszki dla dziecka rozrabianej na wodzie i ryby wędzonej, dużo piłam, dzień przed badaniem przyjęłam środek przeczyszczający, ale powiem szczerze, że wiele mi on nie pomógł, musiałam się zmusić do...,
do badania zgłosiłam się szczuplejsza o dwa i pół kilo ;-)

Przygotowanie do Urografii


bez tych badań nie zostaniecie zakwalifikowani do zabiegu, ale jak się dzisiaj okazało, mając te badania i uważając, że wszystko jest ok też możecie się nie zakwalifikować ;-)
Cóż nie zrobiono mi zabiegu, bo jak się okazało (na Urografii), mam najprawdopodobniej kolejny kamień w moczowodzie i najpierw ten musi zejść aby następnie można było ruszyć kamień w nerce. Jak to możliwe, ze mając kamień w moczowodzie od ponad roku nic nie czuję? Że nikt z badających mnie na USG tego kamienia nie zauważył, że mój urolog kwalifikował mnie dwa razy na rozbijanie kamienia wiedząc, że w moim przypadku będzie to niemożliwe...
Cały czas jestem na silnych antybiotykach aby posiew wychodził jałowy bo to co znajduje się w moczowodzie "rozsiewa" bakterie po całym układzie moczowym. Nie wspomnę już nawet o moim przyblokowanym moczowodzie, który na urografii wyszedł gruby jak parówka i nerce z zastojem... Przepraszam, że tak o tym pisze ale jestem zła i zawiedziona, bo kamień w nerce miałam zdiagnozowany w lutym 2013 a teraz dopiero lekarz uświadomił mi, że nie kwalifikuje się do zabiegu do którego inni mnie wysyłali i ja się przygotowywałam ale do zabiegu zupełnie innego...URSL
Jutro jadę się diagnozować, mam nadzieję, że coś się wyjaśni... bo czuje się jak dziecko we mgle...

Dobrej nocy

M

wtorek, 7 października 2014

Wspomnienie Anny Przybylskiej...

Wiesz... nie napisałabym już dzisiaj niczego, gdyby nie zabawka Jaśka, której muzyczka włączyła się bez powodu w środku nocy... Obudziłam się w ubraniu leżąc obok najmłodszego w rodzinie.
Nic nie dzieje się bez przyczyny, zabawka włączyła się bo Daffi czekała na wieczorny spacer (mojemu mężowi też przysnęło się kładąc najstarszego ;-).
Szybko wzięłam zaległy antybiotyk (dlaczego, o tym w jednym z kolejnych postów) ubrałam się i wyszłam z Daffi...
...a teraz mam chwilę ...
Wczoraj wieczorem zmarła aktorka Anna Przybylska... przepiękna i mądra kobieta, wspaniała matka... zmarła na raka trzustki w wieku zaledwie 35 lat...

...

....;*(
xxx

M


poniedziałek, 23 czerwca 2014

To nie ząbki, to wirus Bostoński!!!

Wielkie nieba, zwariowałam, już sama nie wiem komu wierzyć...tzn. wiem ale dlaczego lekarz który widział malca w czwartek nie zorientował się, że to wcale nie ząbki a wirus Bostoński (na szczęście nie groźny...). Może dlatego, że Janek oprócz gorączki nie zdradzał żadnych innych objawów... nic...

Wiecie jak się zaczęło, maluch gorączkował i nie chciał nic jeść, tak było od środy wieczór do soboty. Lekarz wskazywał na zęby bo mały bardzo się ślinił i nie miał innych objawów oprócz tego że kupa zielona i brak chęci jedzenia (tzn. chęci może i były ale możliwości żadnych).  Gorączka ustała w sobotę rano, Janek obudził się już z normalną temperaturą ciała. W sobotę po kąpieli zauważyłam na paluszkach u nogi dziwne pęcherze ale pomyślałam, że dużo malec chodził w butach więc pewnie paluszki obtarł ale gdy obejrzałam jego rączki i zobaczyłam to samo wtedy zaczęłam się niepokoić.

Skąd białe pęcherze na paluszkach Janka? Jakby małe poduszeczki podskórne wypełnione powietrzem albo płynem.

Stopka Janka z widocznymi pęcherzykami (Wirus Bostoński)

Byliśmy dzisiaj u pediatry, pani doktor spojrzała na pęcherze obejrzała nóżki Janka i postawiła diagnozę: WIRUS BOSTOŃSKI na którego to lekarstwa brak, musimy przeczekać i leczyć objawowo tzn. gorączkę zbijać lekami przeciwgorączkowymi  a pęcherzyki smarować gencjaną albo pudodermem (przecież jak mu wysmaruję paluchy pudodermem to je zje!!!) Zupełnie jak ospa ;-) Pęcherze mogą pojawiać się na palcach u nóg, rąk, na kolanach bądź w buzi (dlatego płakał gdy próbował cokolwiek zjeść albo wypić) Wszystko się wyjaśniło...
Podobno choroba ta jest bardzo zaraźliwa więc czekam z Nurofenem na Franka ;-)

Byliśmy ostatnio na tzw. kulkach i pamiętam jak powiedziałam do męża: "wiesz, gdy Franek był mały i zabierałam go na kulki, to zawsze trzy/cztery dni po tym  był chory ;-) Mam nadzieję, że tym razem się nie pochorują..."

Janek na bujanym koniku 

Franek na ściance wspinaczkowej

Masz babo placek...

M

sobota, 21 czerwca 2014

Bolesne ząbkowanie

Jak żyć???!!! Jest długi weekend a my kiblujemy w domu...
Zaczęło się w nocy ze środy na czwartek, Jasio dostał gorączki...  gdzie jechać co począć w Boże Ciało z dzieckiem cierpiącym? Przecież wszyscy świętują, wszystko zamknięte... Zadzwoniłam do Naszego zaprzyjaźnionego pediatry, On pracował... przyjechał tak szybko jak to było możliwe i  przebadał wszystkich (kompleksowo). U Jasia stwierdził ząbkowanie (ile można ząbkować?) Janek ma szesnaście miesięcy i pełną buzię ząbków... Każdy nowy to zapowiedź nieprzespanej nocy ale tak jak przez ostatnie dwa dni jeszcze nie było. Janek miał temperaturę ok. 40 stopni, nie chciał jeść, (każda próba zjedzenia czegokolwiek kończyła się pluciem i rykiem w niebogłosy), przelewał się przez ręce i wył z bólu. Przestał działać Nurofen i Paracetamol... dopiero po Nurofenie w czopku dziecko poczuło ulgę a my złapaliśmy chwilę aby odetchnąć.
Ząbkujący Janek leży na tacie

Cały wczorajszy dzień Janek spędził na rękach u taty i mamy, nie dał się też w nocy odłożyć więc dwie ostatnie noce spałam razem z nim. Aby go nie faszerować lekami przeciwgorączkowymi (gorączka spadła wczoraj wieczorem) podałam mu homeopatyczny czopek Viburcol i po tym maluch się naprawdę wyciszył. Dziś od rana jakby lepiej (mogę w końcu usiąść i coś napisać). Jasio choć głodny (domaga się jedzenia) cały czas pluje tym co weźmie do buzi i płacze, ale przynajmniej pije mleczko ;-) Jest lepiej, Jasio właśnie śpi (z tatą), Franio leczy zwierzątka (na tablecie) a ja mam chwilę aby coś napisać, ugotować obiad i posprzątać ...
c'est la vie ;-)

Powiem Wam, że żeby nie słuchać tego jego płaczu mogłabym nawet rowy kopać...

A jak ząbkowały Wasze dzieci?

...i jak sobie z tym ząbkowaniem radziliście? 
Co zrobić aby nie zwariować?

M

piątek, 6 czerwca 2014

Bóle brzuszka i brzydkie kupy po zmianie mleka na Bebiko

Jak to jest z tymi małymi brzuszkami? Do niedawna (marzec 2014) Jasio wychowywał się na mleku mamy (moim) ale pech a może zrządzenie losu sprawiło, że mama musiała wyrwać ząb (zrobiono mi to w taki sposób, że konieczne było podanie silnego antybiotyku). Dopytywałam się Naszego zaprzyjaźnionego pediatry czy rzeczywiście nie mogę karmić Janka piersią?  Usłyszałam tylko: "Pani Magdo Janek już jest duży, odstawić, mąż się ucieszy ;-)"Z tym argumentem nie polemizowałam... Doktor miał racje, kiedy jak nie teraz?, Franka karmiłam ponad dwa lata, nie chciałam powtarzać tego scenariusza z Jankiem...

Trudno mi było, psychicznie, laktacja po zakończeniu karmienia trwała jeszcze dwa tygodnie, za to Janek (ku mojemu zdziwieniu) tą zmianę przyjął bez mrugnięcia okiem. Od tej pory dostaje dwie butelki mleka dziennie, rano tuż po przebudzeniu około 6.00  i około godziny 18.00. 

Jakie mleko piją Wasze maluchy? Nie wiedziałam, że to jakie mleko pije maluch ma tak duże znaczenie, że może szkodzić brzuszkowi i powodować bolące biegunki. Przekonałam się niedawno, gdy kupiłam Bebiko dla dzieci po pierwszym roku. Do tej pory Janek pił Bebilon  i Hipp na zmianę, postanowiłam spróbować z tańszym mleczkiem. Po pierwszej butelce nic maluchowi nie było, poszedł grzecznie spać, ale rano gdy wypił drugą butelkę mleka zaczął marudzić, robił zielone kupy śmierdziuchy a przy tym przeskakiwał z nogi na nogę. Na początku nie pomyślałam o mleku, myślałam, że to może od zębów (bo cały czas wychodzą) albo może od czegoś co zjadł... zaparzyłam rumianek, podałam dobre bakterie (acidolac baby), ale nic się nie zmieniało. Janek nie chciał jeść, był rozdrażniony i marudny... Wtedy przeszło mi przez myśl, że gdy zmieniłam ostatnio karmę Daffi (z dnia na dzień zaczęłam podawać jej inną sucha karmę) sunia miała problemy żołądkowe czego następstwem było bieganie co godzina na dwór i gotowanie kurczaka z ryżem przez cztery dni...
Czy to możliwe? Czy biegunka i bóle brzuszka były spowodowane zmianą mleka? Wpisałam w Google dręczący mnie temat i spotkałam się z wieloma wypowiedziami matek, które miały ten sam problem... 
Były też wypowiedzi pozytywne, ale najwidoczniej Nasz brzdąc należy do tych dzieci, które nie reagują na Bebiko zbyt dobrze...
Mleko natychmiast odstawiłam, rano Janek zamiast butli z mlekiem Bebiko zjadł kaszkę manną na mleku krowim a mąż popędził po przetestowany już Bebilon. Wszystko minęło...

A eksperymentować... to ja będę ale tylko w kuchni ;-)

Janek w misce z piłeczkami

M


poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Bez paniki to tylko ospa!

W poprzednim poście wspomniałam o ospie wietrznej, która panoszyła się w Naszym domu przez ostatni miesiąc i teraz mam wrażenie, że nie dokończyłam wątku...

Jak to wszystko się zaczęło?

Ospa pojawiła się niespodziewanie, nie zwiastowała jej gorączka ani złe samopoczucie u któregoś z chłopców. Po prostu nagle pojawiły się krostki u Franka a dopiero później (trzeciego dnia od pierwszych wykwitów) przedszkolaka zmogła wysoka gorączka.

 UWAGA!!!
Ważne aby podczas ospy nie podawać dziecku Nurofenu ale jedynie PARACETAMOL!

Gorączka trwała trzy doby, później krostki zaczęły się goić pod grubą warstwą Pudodermu. Po dwóch tygodniach od pierwszych krostek Franek wyglądał już całkiem przyzwoicie, przyzwoicie na tyle, że mógł wychodzić na dwór i bez obaw bawić się z dziećmi. Wtedy na ciele młodszego pojawiły się pierwsze krosteczki (a cały czas miałam nadzieje, ze się nie zaraził...;-/). Wykwity u Janka pojawiały się co pare minut, trzeciego dnia był już tak zsypany, że...płakać mi się chciało. Scenariusz bardzo podobny jak u Franka z tym, że Janek miał tych krosteczek sto razy więcej. Jedna na drugiej, do tego szły mu zęby więc ślinił się jak opętany (Janek ma rok i dwa miesiące). Buźka jak u biedronki (polecam Fenistil w kropelkach, dzięki temu maluch się nie drapał ;-). Minęły kolejne dwa tygodnie (w sumie cztery od kiedy nie wychodzę z domu ;-). Czy wariuję? Nie, skąd taki pomysł...?

Na szczęście ktoś wymyślił zakupy przez Internet z dostawą do kuchni, gdyby nie to... poumieralibyśmy z głodu ;-)

Janek chory na ospę

Ps. ani Franek ani Janek nie byli szczepieni na ospę. Nie żałuję...