Nasza zastawa, moja obstawa

Nasza zastawa, moja obstawa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czas wolny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czas wolny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 lipca 2016

Janek i dinozaury

Nie pamiętam aby Franka interesowały dinozaury. Ciągle były tylko samochody i wyścigi i budowanie garażów i parkingów dla aut ;-) z klocków z pudełek ze wszystkiego...
Janek natomiast piszczy gdy widzi "Andy i przygody prehistorii", "Andy i dinozaury", ciągle każe sobie czytać jedną i tą samą książkę (Encyklopedie dinozaurów)... i bawi się w podróżnika, odkrywcę... Biega z tą swoją lornetką i plastikową krótkofalówką udając, że widzi stada prehistorycznych gadów ;-)
Wiem już jak wygląda jaszczur kolczasty i mamut włochaty i że Triceratops to pradziadek nosorożca (naprawdę?! ;-P)
Janek - mały paleontolog ;-)

Te jego dinozaurowe obsesje pchnęły Nas niedawno do Parku Dinozaurów w Bałtowie.




Janek i Franek w Bałtowie

Było naprawdę fajnie ;-)
Bo Bałtów to nie tylko dinozaury ale też zwierzyniec, park miniatur, konie, wesołe miasteczko i wiele atrakcji, których nie udało Nam się zwiedzić podczas parogodzinnej wycieczki (z psem;-). 
Nie wszędzie pies w Bałtowie jest mile widziany... co zrozumiałe ze względu na mieszkające tam zwierzęta.

Pozdrawiam
M



poniedziałek, 4 lipca 2016

Wpis truskawkowy

Przywitam Was dzisiaj (o zgrozo po dwóch miesiącach) pewnie ostatnim w tym sezonie koktajlem mlecznym z truskawkami...
Dobry wieczór ;-)

Koktajl truskawkowy

Co się działo gdy nie pisałam?
Zbyt wiele...
Franio skończył pierwszą klasę ;-) 
Jasio cały czas nie chce odzwyczaić się od pieluchy ;-(
R miał kontuzję nogi ;-(
Ja chodzę na fitness ;-) tabatę; chodziłam bo instruktorki porezygnowały... ;-(
A do tego ...
...w noc urodzinową (30 czerwca skończyłam 33 lata) zaczęło mnie boleć gardło i obudziłam się z mega gorączką i migdałami większymi niż morele ;-( Miałam tak potworną anginę, że nic ale to absolutnie nic nie pamiętam ...
Jak ludzie radzili sobie z anginą kiedy nie było antybiotyków? 
Jako posiadaczka (od dziecka) przerośniętych migdałków (nigdy nie dam ich wyciąć!!!nie ma mowy!) choruję na anginę systematycznie, raz do roku, latem czyt. w wakacje ;->
Z roku na rok przechodzę ją jednak coraz ciężej... "starość nie radość, młodość nie wieczność..."-jak usłyszałam niedawno ;-P
xxx
Do tego przygotowania do obozu Franka...jakieś wariactwo!
Jasio w domu (przedszkole zamknięte) więc krzyki i docieranie się braci na okrągło ;-) 
Wesoło jest ;-)
Dobrej, spokojnej nocyyyyyyy...
M

poniedziałek, 23 maja 2016

Kaszanka pieczona z kapustą

Co powiecie na kaszankę z grilla?
Jadacie?
Ja nigdy nie przepadałam za kaszanką.
Ostatnio gdy byliśmy u znajomych na grillu poczęstowano mnie kaszanką z kapustą kwaszoną. Nie wypadało odmówić ;-) 

Kaszanka z grilla 

To było obłędnie dobre. 
Wystarczy, że zawiniecie pętko kaszanki z kapustą kwaszoną w folii aluminiowej i upieczecie zawiniątko na grillu. Fajny sposób na urozmaicenie posiłku z grilla.
Zapach, smak przypomina góralskie klimaty... 
Polecam.

M


czwartek, 5 maja 2016

Promem Karczew - Gassy przeprawa przez Wisłę

Nie trzeba daleko jechać aby przeprawić się promem przez rzekę. 
Prom Karczew - Gassy kursuje sezonowo (od wiosny do jesieni) skracając podróżnym czas jaki mieliby poświecić aby dojechać na drugą stronę Wisły. (Do tej pory mieszkańcy gmin i powiatów leżących po dwóch stronach rzeki mieli do wyboru most Siekierkowski w Warszawie (oddalony o ponad 20 km) lub most w Górze Kalwarii (15 km). Prom znacznie ułatwia dojazd do Karczewa czy Otwocka.) 
Przeprawa kosztuje: 3 zł od osoby, 2 zł od roweru, 5 zł od motocykla, 9 zł od samochodu osobowego, 12 zł za ciężarówkę do 3,5 t i 15 zł od auta o masie 3,5-6 t. Co istotne, opłaty się sumują.

My skorzystaliśmy z promu podczas powrotu z majówki. Długi korek jaki zaczynał się daleko przed Górą Kalwarią ominęliśmy przeprawiając się właśnie promem, bez kolejek, bez nerwów i bardzo malowniczo ;-)






Przeprawa promem Karczew - Gassy przez Wisłę w okolice Konstancina-Jeziornej

Płynęliście już tym promem?

Pozdrawiam
M

piątek, 8 kwietnia 2016

Nowy serwis rowerowy w Piasecznie

Dziś przez przypadek natknęliśmy się z mężem na nowo otwarty serwis, komis i sklep z rowerami w Piasecznie przy ulicy Julianowskiej 8.
Punkt otworzył się dopiero w sobotę ...
Na miejscu można kupić opony, siodełka i inne akcesoria rowerowe ale co najważniejsze NIE MA KOLEJEK!!!
Dziś oddajesz rower jutro go odbierasz co działa na plus punktu (pewnie niedługo czas oczekiwania się wydłuży ale póki co jest bardzo krótki;-).
Fajnie, że sklep i serwis połączony jest razem z komisem rowerowym w którym można kupić używany sprzęt w dobrej cenie i w bardzo dobrym stanie ( po przeglądzie ;-) można też wstawić tam swój stary rower ;-)


Sklep -serwis-komis rowerowy, Piaseczno ul. Julianowska 8

Coś czuję, że to będzie dobry adres ;-)

Pozdrawiam
M

wtorek, 29 marca 2016

Święta na polskiej wsi

Piękne mieliśmy święta, słoneczne i ciepłe, wymarzone... 
My oczekiwanie/ nieoczekiwanie znaleźliśmy się w innym świecie... 
Drugi dzień świąt spędziliśmy na wsi razem z kurami, gołębiami, psami, źrebną kobyłą (uważam, że najpiękniejszą i najbardziej ciekawską klaczą na świecie) i kaczkami...
Niezapomniane chwile...
Wracając spytałam Jasia jakie zwierzątko podobało mu się najbardziej:
 "Kury i konik mamo", 
no przecież, jajka sam zbierał w kurniku...
Franek natomiast dużo czasu spędził w gołębniku...powiedział mi też, że nauczy się latać... ;-)

 Janek z koszykiem pełnym jajek


Janek i klacz



Inny, piękny świat, taki jaki sama pamiętam, moje dzieci tylko go lekko dotykają...


Życzę sobie i Wam wielu takich dni...

M

piątek, 18 marca 2016

Pomysł na obiad u babci ;-)

Niech no nastanie ciepłość! Wszyscy chcemy już wiosny. 
Od pierwszego marca przeprosiłam się nawet z Ewcią Chodakowską żeby na wakacje "wylaszczyć" się odpowiednio i zaczęłam znowu ćwiczyć aż tu nagle zatoki, tak mnie zmiotło że nawet ćwiczyć trudno bo oddychać nie można...
Na szczęście wiosna już za pasem więc tylko patrzeć jak wszystko ożyje...

Zaczniemy wychodzić na dwór, odkurzymy rowery, Franek wróci na judo (po dwu miesięcznej przerwie z powodu złamanej ręki), przestaniemy chorować na wirusy i świat będzie piękniejszy ;-) Nie mogę się doczekać ;-)
Tymczasem w zeszłą sobotę było tak pięknie i wiosennie, że jedliśmy obiad z ogniska ;-) ...pewnie dlatego mam teraz zawalone zatoki, ale "who cares?!" było warto ;-)



 Pieczone kiełbaski



 Szczęśliwy pies w przedwiosennym słońcu

Miłego weekendu ;-)

M

poniedziałek, 15 lutego 2016

Na ferie do Zawoi!

Ferie, to słowo ten czas nabrał właśnie (wraz z pójściem Franka do szkoły) nowego brzmienia. Długo nie istniał dla mnie czas ferii (ostatnio na studiach dziesięć lat temu).

Później wiadomo praca, dom, małe dziecko jedno małe dziecko drugie a to pierwsze trochę większe ale w przedszkolu więc ferie Nas nie dotyczyły. Gdy mieliśmy trochę czasu po prostu pakowaliśmy manatki i jechaliśmy na narty (zjeżdżał tylko mąż, Franek się uczył a ja na sankach lub z wózkiem po śniegu, przez zaspy...same wiecie...).
W tym roku pojechaliśmy na ferie ;-) Mogliśmy się wyrwać dopiero w drugiej połowie ferii bo gips, bo praca, bo moja szkoła... ale wyjazd był cudowny...biały, wymarzony i wyczekany...

Pojechaliśmy w miejsce magiczne, które odkryliśmy latem.
Pojechaliśmy do Zawoi.
Ktoś słyszał? Ktoś był? Ktoś zna tą najdłuższą w Polsce wieś?
Pięknie tam, mikroklimat tej miejscowości jest niezwykły. W tym roku w wakacje wyjechaliśmy z Warszawy gdzie było 38 stopni w cieniu a tam 26 i deszczyk. Zielona trawa, szum potoku, dzwonki owiec na halach... inny świat.
Teraz też wyjechaliśmy z jesiennej deszczowej Warszawy a dojechaliśmy na miejsce zasypane śniegiem po kolana...

Zawoja, Franek zjeżdża na jabłuszku w pobliżu wyciągu Baca

Warunki narciarskie fantastyczne; stoki białe, wyciągi takie jak Mosorny Groń (dla wprawionych narciarzy) czy Baca albo Wojtuś (łagodniejsze) czekają na turystów, których w Zawoi nie ma zbyt wielu (co cieszy przyjezdnych bo nie ma kolejek, nie czeka się godzinami na obiad w karczmie i można przebierać w wypożyczalniach sprzętu zimowego).


Pyszne góralskie jedzenie, szczególnie polecam Karczmę Zbójnicką pod Mosornym;  rozgrzewające kociołki po wyprawie na szczyt zadowolą każdego. Tabakowy Chodnik szczególnie latem bo położony jest nad potokiem, więc dzieci brodzą w wodzie układając tamy a dorośli odpoczywają przy stolikach obserwując bawiące się maluchy...
O noclegi nie trzeba się martwić bo po przybyciu na miejsce łatwo znaleźć kwaterę. My w tym roku mieszkaliśmy w ośrodku małych domków Rafako i przez cały pobyt byliśmy tam jedynymi gośćmi...
Domki dwupoziomowe (na górze cztery łóżka, na dole kuchnia wyposażona w sprzęty niezbędne tj. czajnik elektryczny, kuchenka elektryczna i lodówka, łazienka z prysznicem i salonik). Nie jest to może standard premium ale za to można pojechać tam z psem! ;-)



Ośrodek Wypoczynkowy Rafako, położony pod górą, nad potokiem, w którym latem szukaliśmy orzeźwienia...

Zawoja to miejsce, o którym nie sposób zapomnieć, to miejsce do którego chce się wracać...
A o pobycie wakacyjnym w Zawoi pod Babią Górą jeszcze napiszę...

Pozdrawiam
M

środa, 11 listopada 2015

Warsaw by night okiem matki

To prawda, że im człowiek starszy tym głowa słabsza i trudniej organizm postawić na nogi po niedospanej nocy...
Przekonuje się o tym zawsze następnego dnia po party (och imprezowa matka ze mnie)...
Tak się złożyło, że wczoraj wylądowałam w Warszawie...sama...wieczorem...aby spotkać się z koleżankami... ;-)
Cudnie było i nawet wiatr mnie nie wystraszył ;-)
Najpierw kulturalnie w The Mexican, później pomaszerowałyśmy na miasto. Nie chciałam iść nigdzie gdzie onieśmielałby mnie przedział wiekowy... dominujący wieczorami na mieście...

Ale się pozmieniało, nie ma już wielu miejsc do których chodziłam będąc na studiach za to pootwierały się miliony nowych miejscówek o nazwach dość zabawnych i "nietuzinkowych" "przewrotnych" i "trendy", dla mnie dziwacznych... Te nazwy mają być proste i określać to co w danym miejscu możemy zjeść, wypić czy też napotkać...

Chłonęłam wczoraj to wszystko, patrzyłam na młodzież; dziewczyny wyglądające jak z żurnala, w obcisłych sukienkach, mężczyzn/chłopców w garniturach (WTF?!) czy aby na pewno było im wygodnie i komfortowo? trzeba tak wyglądać aby dobrze się bawić? nie wiem ja miałam biały luźny sweter (no co zimno jest, listopad mamy!)
Nie szybko powtórzy się takie wyjście, nie jest łatwo logistycznie, dlatego te Nasze spotkania są tak wyjątkowe....


Widok na Pałac Kultury od strony Rotundy

M


piątek, 16 października 2015

Na rozgrzewkę herbata z imbirem ;-)

Miałam dziś wstawić piękny wpis na bloga o tym jak to rozgrzewam się herbatką z imbirem (bo na dworze wiatr hula jak u Sienkiewiczów) a tu benc zasnęłam z dziećmi i mąż obudził mnie (00:34) z pytaniem gdzie prześcieradło bo przecież uparłam się aby pościel wymienić... ;-/
Wpis więc z racji tego, że późno nie jest rozbudowany, ale przepis na herbatkę z imbirem (bo bakteriobójcza, rozgrzewająca i przeciwzapalna) podaję oczywiście ;-)
Zalej torebkę z herbatą lub sypaną herbatę wrzątkiem, wkrój świeży wcześniej obrany imbir (ok. pół centymetra korzenia imbiru na dzbanek herbaty 1,5 litra) i posłódź do smaku (najlepiej miodem), bądź jak kto lubi nie słódź.
Będzie pysznie!!!

Relax z książką przy herbacie z imbirem, nie ma nic ucieszniejszego ;-) 


Pozdrawiam,
idźcie już spać bo za parę godzin kolejny dzień...
M

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Zlot zabytkowych pojazdów w Piasecznie

Byliście, widzieliście?
Zlot zabytkowych pojazdów w Piasecznie uważam za bardzo udany.
Auta z duszą, ogromne amerykańskie wozy typu Buick i Lincoln z kanapami na dziesięć osób versus Nasze Fiaty 126p, którymi podróżowały całe rodziny z dziećmi, wózkami i psami... Historia motoryzacji zebrana na targowisku miejskim...
Franek z Jankiem byli zachwyceni (nie wspomnę o moim mężu ;-), który wśród wystawionych aut odnajdywał swoje kolejne samochody...
Janek jako fan Volkswagenów nie przeszedł obojętnie obok żadnego z wystawionych na pokaz ;-)

 Volkswagen transporter (tzw. ogórek) w świetnym stanie wizualnym jak i technicznym ;-)


a Franek?
Franek jako przyszły kierowca rajdowy podziwiał drifty i jazdy na czas starych aut ;-) Okazało się, że Polonez lepszy czas miał gdy przejechał tor tyłem niż przodem ;-)

 Polonez podczas jazdy na czas

Fiat 126p podczas jazdy na czas

Pierwszy raz byliśmy na tego typu imprezie i wiemy jedno, nie odpuścimy już żadnej ;-)


Chevrolet


Miłego dnia

M

środa, 7 stycznia 2015

Wystawa klocków Lego na Stadionie Narodowym

Byliście już czy dopiero zamierzacie zabrać swoje pociechy ( a może sami jesteście fanami klocków) na wystawę duńskich klocków Lego, które podbiły i opanowały świat?
Byliśmy tam zaraz po świętach, nie zawiedliśmy się ;-)
Szkoda tylko, że np. nie ma zniżkowych biletów dla dzieci (w końcu to dla nich wystawa, może właśnie dlatego ich brak...), my dorośli znieślibyśmy bilety i po 40 zł gdyby tylko Nasze dzieci mogły wchodzić np. za darmo ;-) albo przynajmniej za połowę ceny czy nie byłoby przyjemniej?

No nic, wróćmy do samej wystawy. Wszędzie klocki, raj, każda gablota to inny świat, są tam zbudowane z klocków budynki (np. Pałac Kultury i Nauki (PKiN) ale też i Opera w Sydney), bajkowe i filmowe krainy (tj. Muminki i wielka fioletowa Buka, która tak bardzo podobała się Jankowi czy też Władca Pierścieni  lub Gwiezdne Wojny) klocki roboty, a nawet słynny Titanic zbudowany z klocków Lego na którym płyną Lego ludziki... Tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć...
Janek nie mógł się napatrzeć na jeżdżące po torach pociągi a Franek? Franek podziwiał, wzdychał i wypatrywał zestawy, które już ma i które od czasu wystawy składamy w domu z większą częstotliwością ;-)

Janek i Kraina Muminków z klocków Lego, Stadion Narodowy, Warszawa

Wystawa Lego będzie czynna do 15 lutego 2015 roku ;-)

Trzeba to zobaczyć!!!

Dobrej nocy

M

wtorek, 30 grudnia 2014

Poświąteczne oblężenie fast foodów

Nie wiem co Oni dodają do swojego jedzenia, ale zawsze wracając ze świątecznego obżarstwa nie możemy się powstrzymać i wstępujemy na małe co nieco do restauracji KFC albo Mc Donalds ;-)
Też tak macie?
Dlaczego?
Myślę, że dla poświątecznej równowagi i zdrowia psychicznego ;-)
Zdecydowania nie dla sumienia...

Tym razem mieliśmy wrażenie, że na ten sam pomysł wpadli mieszkańcy połowy dzielnicy bo kolejka do kasy niemiłosierna a za kasą dwie osoby zbierające i jednocześnie wydające zamówienia ;-/ Wyobraźcie sobie co się działo...Pierwszy raz czekaliśmy na kanapki 30 minut...na szczęście dzieci miały co robić bo kącik zabaw naprawdę wypasiony ;-)

Ale skończmy już pisanie o bzdurach...

Jak Wasze święta?
Czy też drugi dzień świąt przywitał Was takimi obrazkami?

Wiejska droga zimą


Dobrej ostatniej nocy tego wspaniałego 2014 roku!!!

M

piątek, 10 października 2014

Letnie chłopaków jesienią zabawy

Dzień dzisiaj letni, temperatura powyżej 20 stopni, złote liście i kasztany... wspaniałą mamy jesień...
Zabrałam dzieci do tężni w Konstancinie. Franek próbował nakarmić wiewiórki, Janek doprowadzić mnie do furii popychając wózek na krawężniki i jęcząc przed każdą przeszkodą, ale nic nie mogło mi dziś popsuć nastroju... Było zbyt pięknie aby się denerwować...

Franek na tle Amfiteatru w Parku Zdrojowym w Konstancinie-Jeziornej

...nie pamiętam kiedy w październiku rozbierałam się do krótkiego rękawka, nie pamiętam tak pięknej i ciepłej jesieni... 
Uzdrowisko Konstancin wspaniałe, zupa pomidorowa w barku równie dobra jak zwykle ;-) a place zabaw odegrały kluczową rolę w Naszej wyprawie... Janka musiałam siłą ściągać z karuzeli, nie wystraszył się nawet spadania z niej, cały czas chciał się kręcić i kręcić a uśmialiśmy się przy tym z Frankiem, że HOHO ;-)

Wspomniana wyżej karuzela...

Tak sobie dziś patrzyłam na tych moich synów i wiecie co? Są wspaniali... 

Dobrej nocy, wina kieliszek czeka aż zamoczę usta...wreszcie...

M

niedziela, 5 października 2014

Jak zrobić przydomową małą wędzarnie?

Mąż od kiedy pamiętam chciał mieć wędzarnię, truł tą myślą moich rodziców... wierzył, że w końcu namówi dziadka (mojego tatę) i razem wezmą się za budowę. Uważał, że mieszkając na wsi powinno się mieć wędzarnie tak tylko, dla swoich potrzeb (coś w tym jest). Przecież wędzone mięso czy ryby to smak jaki pamięta się z dzieciństwa... Bo coraz częściej zamiast wędzonych produktów natykamy się w sklepach na produkty jedynie okopcone dymem.

Rodzice zawsze słuchali mojego męża, przytakiwali mu ale nigdy nie podjęli tematu budowy...
... w końcu R wziął sprawę w swoje ręce i zrobił wędzarnię zupełnie sam. Ciął, piłował i tłukł młotkiem pól soboty. Narobił sobie przy tym odcisków że HOHO ale warto było... ;-)

Mój mąż budowniczy wędzarni

Najpierw powstał kosmiczny szkielet, kosmiczny bo Franek bawił się w nim w kosmonautę ;-)

 Szkielet wędzarni

Później do szkieletu R przybił deski (sosna). Wędzarnia stanęła w miejscu docelowym i R wykopał głęboki dół oraz prowadzący do niego tunel. Tunel ten przykryty blachą i obłożony cegłami to miejsce w którym będą palić się owocowe gałązki, to dzięki nim będzie można wędzić mięsa i ryby.

Ostatnie poprawki, mój tata i mój mąż 

Zabrakło jedynie worka pytlowego (koniecznie naturalny), którym powinna być przykryta konstrukcja, na razie płyta musi wystarczyć ;-)

Wędzenia dopiero się uczymy, ale muszę Wam powiedzieć, że ryba z własnej wędzarni smakowała wczoraj wyśmienicie...

Jeżeli ktoś ma doświadczenia w wędzeniu to będę wdzięczna za porady ;-)




M

środa, 17 września 2014

Gumkowy szał wśród dzieci

Gdy ja byłam mała pamiętam, że zbierałam karteczki z postaciami z bajek. Zewsząd dostawałam notesiki z kolorowymi karteczkami i wymieniałam się na przerwie i na lekcjach z dzieciakami aby mieć jak najwięcej, jak najbardziej unikatowe sztuki w swoim zbiorze...
Ach co to były za czasy...
Teraz dzieci ogarnął szał gumek, wszędzie kolorowe gumki ;-) Ale nie pojedyncze gumki ale gumki splecione w bransoletki, kolczyki z gumek, gumkowe paski do spodni, po prostu wszystko... Gdyby ktoś zapytał czego z tych gumek zrobić nie można, nie wiedziałabym co odpowiedzieć ;-)

Dziś wyruszyłam z chłopcami na poszukiwanie takich gumkowych zestawów do mojego ulubionego Blue City (bo gumkowy szał dopadł także mojego Franka, )  i wiecie co? Nigdzie nie ma gumek!!! Skończyły się i nie wiadomo kiedy przyjdzie dostawa...
Jak to?
Tak to! Nie ma i koniec!
Kiedy będzie?
Nie wiemy, trzeba się dowiadywać (pani klientko kochana)
A to pech...
Pozostaje Nam czekać...


Modelka - Jankowa świnka skarbonka 



Ten kto wymyślił gumkowy biznes jest ustawiony do końca życia i o jeden dzień dłużej ;-)

Miłego dnia

M





poniedziałek, 1 września 2014

Gdzie na grzyby?

Jest taki las...
całkiem niedaleko od Warszawy....
tubylcy zwą go Gajeszczyzną....

Uwielbiam zbierać grzyby, szczególnie w lesie który znam od dziecka. Można powiedzieć, że się w nim wychowałam, znam tam każdy mech, każdy krzaczek, każdą wykopaną przez lisa jamę...
Wiem gdzie zawsze rosły kurki a gdzie szukać podgrzybków czy borowików, niestety miejsca te się zmieniły tak jak i las się zmienił... rozrósł się niesłychanie...
Ten weekend był wspaniały, pełen grzybów i słońca. Wybraliśmy się do dziadków a że po drodze grzybiarz na grzybiarzu stwierdziliśmy, że też musimy się na grzyby wybrać. Jeżeli ktoś uważa, że z dzieckiem i wózkiem się nie da, oto dowód, że się da!
A grzybów było zatrzęsienie i nie tylko w moim lesie ale (sądząc po grzybiarzach przydrożnych) w każdym ;-)

Janek z patykiem w wózku na grzybach


Franek wyjmuje podgrzybka

Kozerek

Prawdziwek

Grzyby zostały obrane, obgotowane i zamrożone. Czekają na dzień kiedy zrobię z nich przepyszną zupą grzybową. Przepis podam na pewno ;-)


M

środa, 13 sierpnia 2014

Diabelski Młyn w Gdańsku

Cały czas wspominam Nasze wakacje...
Franio od kiedy zobaczył wielkie koło górujące nad miastem nie mógł się doczekać kiedy do niego wsiądzie, męczył Nas strasznie:
- "Tato kiedy pójdziemy na Diabelski Młyn?"
- "Mamo czy idziemy na Diabelski Młyn"
- "Mamo a czy młyn jest stworzony przez diabła?"
- "...nie synku"
-  "To dlaczego jest diabelski?"
- "..."

Diabelski Młyn w Gdańsku, lato 2014

Miałam wątpliwości czy wsiadać tam z Jankiem, w końcu późno i chłopak ma dopiero 18 miesięcy, nie wiadomo jak zareaguje, no i przede wszystkim Ja, przecież mam lęk wysokości (postępujący z wiekiem, co zauważyłam) ale  w końcu zdecydowałam się... 
Janek wrzeszczał wniebogłosy gdy staliśmy w kolejce do wagonika (kolejki gigantyczne od rana do nocy) ale gdy tylko weszliśmy i drzwi się zamknęły Janek zaniemówił... Uspokoił się, wyciszył...wystraszył????...
Diabelski młyn zrobił z Nami pięć okrążeń (pierwsze było najgorsze, później z każdym kolejnym wszyscy luzowali, słychać było coraz głębsze Nasze oddechy, ale nie odważyliśmy się rozbujać wagonika (jak co poniektórzy)... Przepiękne widoki, światła, turyści jak mrówki i dźwig bungee, który jak się okazało był jeszcze wyżej niż my....(na to nie dałam się namówić, w końcu byłam w sukience ;-P)
Czy wsiadłabym jeszcze raz? Pewnie nawet teraz ;-)

Zdjęcie zrobione przed jazdą Diabelskim Młynem


Ps. ...kolejki aby wsiąść na Diabelski Młyn są tak duże, że cena biletów proporcjonalnie wzrosła z 25 złotych (osoba dorosła) do 35 złotych. Dziecko do wysokości 140 cm pojedzie za 15 złotych a maluchy do drugiego roku życia pojadą za darmo ;-)

Szkoda, że Diabelski Młyn ma się zwinąć razem z zakończeniem Jarmarku św. Dominika, naszym zdaniem to rozświetlone koło wkomponowało się w miasto idealnie!!! Powinno tu zostać na zawsze! ;-)

Pozdrawiam
M



poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Dzień jak co dzień? Czy aby na pewno?!

Spędziliśmy dzisiaj wyjątkowo fajny dzień. Był basen, piaskownica, cztery koty i dwa psy, trzech małych rozrabiaków (czwarty w brzuszku mojej N.) ulubione tiramisu i huśtawka, którą huśtaliśmy się do samego nieba ;-)
A wszystko to dzięki mojej N, która zadzwoniła wczoraj i niepewnym głosem spytała: "może byście przyjechali do mnie jutro, zostaje sama z dzieckiem mojej siostry... przydałoby Nam się towarzystwo..." Kochana, nie musisz długo Nas prosić, pewnie, że tak!!!

Jako, że nie lubię tak z pustymi rękoma a w lodówce miałam serek mascarpone przygotowałam z samego rana tiramisu oczywiście według mojej ulubionej (bardzo prostej i co najważniejsze bez jajek) receptury z bloga kulinarnego White Plate (kto jeszcze go nie zna musi koniecznie tam zajrzeć).
Dzielnie pomagał mi Janek ;-)

Robimy z Jankiem tiramisu

Najlepsze tiramisu pod słońcem (przepis blog White Plate)

Mam nadzieję, że tym tiramisu odwdzięczyłam się chociaż troszeczkę za cudowny dzień i wszystkie atrakcje jakie Nam zapewniłaś moja droga N ! ;-*

 Love you !

A gdybym miała zilustrować dzisiejszy dzień?... wyglądałby on tak...

Janek i jego zabawy w piasku

Franek i jego zabawy w wodzie

Daffi i jej zabaw z kotami nie sfotografowałam, koty zbyt szybko uciekały a sunia biegając za nimi rozwaliła sobie paznokieć ;-/ (musiałam interweniować...)

Nasze huśtanie

Teraz gdy piszę tego posta Janek śpi (od 18.00, a Franio spędza ostatnie chwile poniedziałku przy tablecie grając w grę pt. jestem krową i jeżdżę autobusem, nie pytajcie... ;-). Właśnie spadł deszcz a niebo rozświetlają błyskawice, po parunastu dniach upału to miła odmiana, przynajmniej na razie... Mam jednak nadzieję, że nie będzie padało cały tydzień gdyż mamy zamiar wyjechać w końcu na krótkie ale jakże wyczekane wakacje... 

hmmmm.... czy aby kolejny raz rozczarujemy się Naszym polskim morzem ...?
Synoptycy twierdzą, że jeszcze ten tydzień ma być ładny, ale ja  nie do końca wierzę synoptykom...

Dobrej nocy

M






sobota, 12 lipca 2014

Wycieczka nad Liwiec do Urli

Zeszły tydzień spędziliśmy na wsi. Było tak gorąco, że czasem niewiedzieliśmy gdzie się schować i jak się schłodzić. Dzieci miały basen ale co z nami dorosłymi? Padł pomysł aby pojechać nad rzekę... a jeżeli nad rzekę to tylko nad Liwiec do Urli.
Byliśmy tam dwa razy, woda ciepła i nie za głęboka (chociaż były miejsca gdzie woda dosięgała do pasa). Nad rzeką tłum spragnionych orzeźwienia rodzin z dziećmi. Były też dzieci kolonijne ;-) bo Urle to przede wszystkim  miejscowość wakacyjna z bardzo dobrze rozwiniętą bazą noclegową. 

Liwiec przepływający przez Urle i mokry Golden Retriever

Franek uczył się pływać, Janek brodził na brzegu przesypując mokry piasek w palcach, a Dafii...? 
Daffi miała raj! Patyki, woda i błoto to jest to co Nasza sunia lubi najbardziej. 
Co prawda musieliśmy trzymać ją z dala co od niektórych ale wyhasała się za wszystkie czasy... 

Mokra Daffi i jej patyk na brzegu rzeki

Zapach mokrego psa w samochodzie...
bezcenne...

Miłego dnia

M