Nasza zastawa, moja obstawa

Nasza zastawa, moja obstawa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozmyślania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozmyślania. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 czerwca 2018

Rozmyślania przy kawie

Hej Kochani, tak sobie myślę, że niedługo stuknie mi 35 lat ;-P
Dacie wiarę?
Ja nie wierzę...
Jak byłam mała...wydawało mi się, że trzydziestopięcioletnie kobiety to prawie babcie...i że bliżej im do wiecie czego i wiecie gdzie...
Jeszcze jeden dowód na potwierdzenie tezy, że : "Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia" 

Ja tam się nigdzie nie wybieram ;-P chyba, że życie łowić garściami ;-)
W końcu dzieci duże, (Franek ma już prawie 9 lat a Jaś 5,5 ;-)
w to też trudno uwierzyć...


Tak mnie naszło z rana...

Udanego dnia

Kawa na balkonie dobra na wszystko ;-)



czwartek, 29 czerwca 2017

Post po miesiącach milczenia

Brakuje mi tego bloga i chociaż czasu nie ma na pisanie w myślach komponuję kolejne posty...
Tyle się dzieje, świat taki piękny, że chciałoby się o wszystkim pisać, niczego nie przeoczyć...a jednak, nie zawsze się da, nie zawsze się chce... i ma siłę ...
Dzieci rosną (Franek właśnie na obozie) Jaś w domu z Nami...ewidentnie cierpi z powodu braku towarzystwa. 
Jak są razem leją się na okrągło, jak któregoś nie ma to drugiemu smutno i źle... ;-)
nie dogodzisz...
Dafi stała się dorosłą Goldenką...
A ja skończę jutro 34 lata (o zgrozo), już nawet wymyśliłam i opłaciłam sobie prezent na urodziny 
;-P taka jestem ;-).
Ale nic Wam nie powiem, będę się cieszyć z mojego prezentu w tajemnicy przed światem ;-)
Czyżbym zrobiła się mniej wylewna?
To pewnie z wiekiem przychodzi, skorupa twardnieje, usta milkną, włosy siwieją... Dobrze, że piegi na buzi odejmują mi lat (przynajmniej tak mi się wydaje ;-) 



Dobrej, spokojnej nocy

M

wtorek, 3 listopada 2015

Wspomnienie Dnia Wszystkich Świętych

Listopad już.
Dzień Wszystkich Świętych przypadł w tym roku na niedzielę więc weekend spędziliśmy odwiedzając śpiących bliskich. Nie wszędzie dotarliśmy, nie zapaliliśmy świeczki wszystkim tym o których pamiętamy, ale mam nadzieję, że uda Nam się odwiedzić ich jak najszybciej.
Nie mam żadnych zdjęć bo nawet nie pomyślałam o robieniu fotografii ... a było tak pięknie, ciepło i cicho... chociaż zapach palących się zniczy już nie ten, nie ten sam co kiedyś...

Cmentarz Orląt Lwowskich (zdjęcie zrobione w 2008 roku)

Franek ciągle pyta kiedy gwiazdka, ile jeszcze dni zostało...
i list do św. Mikołaja też już napisany.
Jasio nie wie jeszcze co to gwiazdka, nie wie kim jest Mikołaj, nie wie że dostaje się wtedy prezenty, więc nie pyta ;-)

Pozdrawiam listopadowo
M

sobota, 17 października 2015

Fraszka na psa własnego

Psie mój...
W taki dzień jak dziś żałuję, że nie jesteś kotem...

Goldenka podczas spaceru w deszczowy jesienny dzień

Miłego popołudnia!
M

wtorek, 29 września 2015

Matka idzie do szkoły!

U Nas zmiany, zmiany...
przyszła jesień...
Janek od przyszłego poniedziałku zmienia żłobek na przedszkole (OMG...)
Franek rozpoczął szkołę podstawową...
Mąż sprzedał mój samochód ukochany (nie jestem bez winy)
a ja rozpoczynam od jutra roczną naukę...
Bo na naukę nigdy nie jest zbyt późno ;-)
Trzymajcie kciuki!

Jesień przyszła...

Pozdrawiam

środa, 19 sierpnia 2015

Myślałam, że telefonów już nie kradną...;-(

Długo nie pisałam...
Nastrój wakacyjny pochłonął mnie totalnie.
Sprzątam tylko wtedy gdy lepi się podłoga, otwieram komputer tylko wtedy gdy muszę wysłać maila lub przeczytać wiadomości... tak muszę otworzyć komputer bo na telefonie nie jestem w stanie tego zrobić...dlaczego? Bo mi go ukradli!
Okradli mnie w centrum handlowym tuż przed wyjazdem na wakacje... SONY M2 z pękniętym wyświetlaczem.... i mnóstwem Naszych zdjęć... i filmów nie do odzyskania... bezcenny... chociaż dla złodzieja pewnie bardzo cenny ;-(
Ktoś bezczelnie wyjął telefon z mojej torebki (no dobrze może nie byłam zbyt uważna bo załatwiałam ostatnie sprawy przed wyjazdem na wakacje, trochę zaganiana z Frankiem pod pachą i zakupami w torbach no ale...) zorientowałam się dopiero po powrocie do domu, gdy chciałam zadzwonić do R, nagle okazało się, że telefonu nie ma nigdzie... Zadzwoniłam z telefonu sąsiadki, sygnał był, ba nawet dwa sygnały były po czym telefon się rozłączył i wyłączył...
Zgłosiłam go do bazy kradzionych telefonów  i na policję... Mam nadzieję, że pęknięta szybka (która pękła dzień przed kradzieżą) pęknie w telefonie po całości i że telefon zawiesi się na amen...
Jak można okraść matkę z dzieckiem?
...bardzo łatwo...


pozdrawiam

poniedziałek, 6 lipca 2015

Jakie macie spostrzeżenia na temat kupowania używanego samochodu?

Sprzedaliśmy samochód... ;-( mój samochód...
Od dawna wiedzieliśmy, że musimy to zrobić bo Nasza stara poczciwa Vitara była po prostu zwyczajnie za mała (2+2+pies+pakunki+rowery, ech nie... na rowery nie było miejsca, na hulajnogi też =wóz cygański).
Tak więc mój małżonek w czwartek wieczorem ok. 23.00 wystawił ogłoszenie i w piątek rano (po 7.30 ) zadzwonił kupiec. Wow, nie spodziewaliśmy się tego...
Vitara odjechała w piątek wieczorem... Niech im dobrze służy ;-) Porządny, solidny i niezawodny wóz za niewielkie pieniądze ;-) Idealny...
Nasza Vitara miała 16 lat, nie ukrywaliśmy jej wad, dbaliśmy o nią i staraliśmy się naprawiać na bieżąco jej niedoskonałości... wiedzieliśmy, że jest niezawodna, że nie wymaga grubych napraw...

...ale nie o tym chciałam napisać. Chciałam napisać o tym jak inni potrafią bez skrupułów marnować czyjś czas i udawać, że samochód jest wspaniały gdy tak nie jest... Po co?
 A przecież dzwoniliśmy, pytaliśmy się czy wszystko w porządku, czy wszystko działa, czy warto pakować małe dzieci i psa na cały dzień do samochodu po to aby się przejechać... Bo samochodu nie kupiliśmy, był w takim stanie, że szkoda gadać...  rama przerdzewiała chociaż samochód siedem lat młodszy od Naszego, ściągało go w lewo (chociaż właściciel upierał się, że samochód nie był bity), olej nie wymieniany od trzech lat (po co?!, przecież samochód stał w garażu) tapicerka brudna i poprzepalana fajami... A facet chciał za niego jak za zboże...i obraził się, gdy mąż powiedział, że samochód jest w bardzo złym stanie i nie ma szans aby go kupił...(trzeba byłoby wstawić go do mechanika i doprowadzić go do porządku, ale my nie mamy na to czasu...)
Ludzie szanujcie innych i ich czas, to naprawdę nic nie kosztuje...a ile potrafi zaoszczędzić nerwów...


takie tam rozmyślania matki bez samochodu...

Pozdrawiam

wtorek, 9 czerwca 2015

Dziwactwa dwulatka

Janek należy do dzieci, które mają swoje małe dziwactwa. O ile niektóre potrafią rozczulić do łez tak inne są nie do zniesienia ;-)
Do tych uroczych należą maskotki z którymi nie rozstaje się na krok i targa je za sobą wszędzie.
 Janek wchodzi na zjeżdżalnie z konikiem i Groverem i piłką...

A ja piorę je i zszywam konika gdy Jasio smacznie śpi i nie widzi ;-)

Ulubione przytulaczki Jasia


Do tych upierdliwych należą jego przyzwyczajenia; Janek nie lubi zmian, nie lubi gdy zmienia mu się obuwie z zimowego na letnie, gdy zakłada mu się letni kapelusz zamiast zimowej czapki.
Ma też swoje ulubione ubrania, tak dwulatek wie czego chce ;-) zazwyczaj są to ubrania w kolorach czerwonych i pomarańczowych granatowych koszulek i bluz nie cierpi. Ostatnio płakał i zdejmował sobie sam koszulkę, która nie przypadła mu do gustu...

Dżizas... z Frankiem nie miałam tego typu problemów...ba do tej pory ubiera się w to co mu pod nos podstawie bez żadnego ale. Ostatnio tylko poprosił grzecznie:
- Mamo kupisz mi nowy kask?
- dlaczego synku? przecież masz kask i z tego co wiem to jest dobry
- Mamo ale czy widziałaś aby chłopcy po podwórku jeździli w kaskach z żabkami?
-racja...dobrze, kupię Ci nowy kask...
- ale jednokolorowy np. biały albo czerwony ok?
- ok ;-)

Moi chłopcy rosną...
Dobrej nocy
M

poniedziałek, 4 maja 2015

Jakie kwiaty na balkon?

Zawsze gdy wracam do pisania bloga po dłuższej przerwie mam z tym kłopot...
Od czego zacząć?
Tłumaczyć dlaczego nie pisałam? (Bo nie!)
Zaklinać się, że od dziś będę pisać codziennie? ( to niemożliwe...)
Dlatego nie napisze dziś nic co mogłoby mnie usprawiedliwić i zacznę jak gdyby nigdy nic... Od początku ;-)
Mam jakiś słabszy czas... nic mi się nie chce, jestem permanentnie zmęczona, przestałam ćwiczyć z Ewką Chodakowską (co widać po zaokrąglonym brzuchu) i zaniedbałam bloga... Nie wspominając o mężu...
Opuściły mnie siły a pogoda ducha zniknęła gdzieś w tamtym tygodniu... i słuch po niej zaginął.
Niech w końcu przyjdzie ta upragniona wiosna bo mam wrażenie, że co zrobi krok w Naszą stronę za chwile stawia dwa kroki do tyłu (majówkę pewnie spędziła gdzieś za Naszą zachodnią granicą bo u Nas gwizdało i lało jak z cebra) ale nie narzekam, w końcu śnieg nie padał ;-)

Jak tam Wasze balkony?
U mnie w tym roku królują fuksje, piękne bo kwitną nieustannie i stosunkowo niedrogie. Jedna sadzonka to koszt ok 6 złotych.
Pamiętajcie fuksje pięknie rozrastają się gdy mają duże doniczki, lubią półcień i piją sporo wody (podlewanie raz dziennie, ale jeszcze nie teraz, gdy zrobi się naprawdę ciepło ;-)

Stokrotka afrykańska i różowe fuksje na balkonie

Różowa fuksja

Trzymajcie się ciepło
M




wtorek, 31 marca 2015

Jakie ciasta upiec na Święta Wielkanocne?

Koniec marca a jest zimniej niż było w lutym...
Dziś wyszłam na spacer z Jankiem i zmokłam jak kura, mokra kura domowa...
Bo tak ostatnio przysiadłam jak ta kwoka na grzędzie i nie wiem jak z tej grzędy się ruszyć.
Kopa potrzebuję, kopa w pupę mi dajcie i słońca, bo szarość wszędzie...
A może po prostu powinnam zjeść czekoladę, bo poszczę do Wielkanocy... Jeszcze tylko parę dni...Wytrzymam!
Wystawiłam już kwiaty na balkon i znowu je sprzątnęłam do mieszkania, bo szkoda roślin zmrozić...
Niedługo Święta Wielkiej Nocy, podobno ma spaść śnieg... a ja umyłam okna... (kobieca nadgorliwość...).
A co przygotowujecie na święta? A może jedziecie na gotowe? Jak ja ;-P, no chyba, że plany się zmienią i wszyscy przyjadą do Nas ;-P tak też może być...

Świąteczne plany kulinarne?  Nie mam planów co zrobię na święta, mam tylko zamiar upiec Sernik z makiem i wiśniami (White Plate) oraz po raz pierwszy w życiu mam ochotę i obiecałam Frankowi, że zrobimy Babę wielkanocną z przepisu Mistrza Cukiernictwa Pawła Małeckiego (TAK! mam książkę Lidla ;-)
A mazurek? Mazurka raczej tradycyjnie kupimy ;-) choć przepis ze strony 96 na Mazurka czekoladowego kusi bardzo...

Przepis na Babę Wielkanocna w książce pt. "Cukiernia Lidla"

Powiem szczerze, że o ile nie znoszę piec bo zawsze wychodziły mi zakalce, przygotowywać deserów w domu bo uważam, że to strata czasu i łatwiej jest pójść do cukierni i kupić pyszne ciasto/tort/ciasteczko tak od kiedy mam w posiadaniu książkę (niespodziewanie dobrze wydaną) na temat sztuki cukiernictwa mistrza Pawła Małeckiego mam ochotę zrobić z niej wszystko!!! 
No a już na pewno roladę czekoladową z musem kawowo-rumowym ze strony 112!

"Przepisy Mistrza Pawła Małeckiego. Cukiernia Lidla"

Zapał mam, na pewno spróbuję a co z tego wyjdzie? Opiszę ;-)

Oby do kwietnia! W kwietniu będzie lepiej!

Pozdrawiam

M




sobota, 24 stycznia 2015

Podsumowanie tygodnia

Piszę po ponad tygodniowej przerwie i piszę z wielką ulgą choć wcale nie zapowiada się, że dziś będzie inaczej, że Jasio będzie się lepiej czuł i że będzie troszkę mniej marudny niż to było przez cały ostatni tydzień...
Prawda jest taka, że od czasu kiedy Jasio zaczął chodzić do żłobka ciągle choruje, jest dwa/trzy dni z dziećmi a później tydzień/dwa w domu na kuracji... jak przystało na moje dzieci ma notorycznie problem z zatokami a przez to okropny zielony katar i okropny kaszel prawie, że z pod ziemi (odkrztusza spływającą wydzielinę) a do tego idą mu zęby piątki więc chłopak nic nie chce jeść i cierpi okropnie...nie pomaga Dentinox, jedyną ulgę stanom zapalnym w jamie ustnej dają Nurofen lub Paracetamol, który sprawia, że dziecko znów przez parę godzin jest sobą...Wygląda na to, że katar przechodzi a razem z nim znika kaszel... Jest coraz lepiej chociaż do żłobka pewnie jeszcze nie pójdziemy...

A Franio?
Franio trzyma się póki co świetnie (och żebym nie zapeszyła) wczoraj umówiłam go na szczepionkę przypominającą (Franio ma 5,5 lat)... to dopiero będzie przeżycie...wiem, ze nie będzie łatwo bo Franio jest bardzo wrażliwy na swoim punkcie, każda nawet najmniejsza ranka sprawia, że robi się cały blady więc nawet nie chce myśleć co będzie podczas szczepienia... Ale mam jeszcze troszkę czasu aby go przygotować, jesteśmy umówieni w lutym ;-)

A tata?
Tata ostatnio pracuje...cały czas pracuje...mam wrażenie, że gdyby nie musiał spać pracowałby non stop. Gdy jest się swoim szefem i prowadzi własną działalność gospodarczą nie ma urlopów, nie ma zwolnień lekarskich, ani związków zawodowych, trzeba ciężko pracować na siebie i swoją markę... I co z tego, ze pracuje w domu i mam go pod ręką, kiedy tak naprawdę go nie mam całymi dniami i często nocami bo on pracuje... nie osiem godzin dziennie ale mam czasem wrażenie, że dwadzieścia osiem godzin na dobę...

A ja?
Ja miałam zabieg URSL, już drugi ale o tym w kolejnym poście ;-) zdradzę jedynie, że mój organizm zniósł go o wiele lepiej niż za pierwszym razem ;-) Przynajmniej się porządnie wyspałam pod narkozą ;-P

Na szczęście już weekend, tata pewnie znów usiądzie do komputera, ale czas w sobotę i niedzielę płynie zawsze jakoś spokojniej i mniej nerwowo...
A wczoraj wieczorem jak przystało na normalną polską rodzinę udało Nam się nawet obejrzeć wspólnie film ;-) tata (choć go nie widać) też zerkał zza komputera ;-)

Kino familijne czyli Franio, Janek i Dafii oglądają Garfielda (Daffi była zachwycona ;-)

Miłego weekendu

M




czwartek, 8 stycznia 2015

Matczyne lęki...

Takie mnie przemyślenia naszły wieczorem, gdy z Francji płyną niepokojące wiadomości ... że smutny ten Nasz świat, że zamiast być razem dzielimy się na islamistów, katolików itp...że zamiast dążyć do polepszania tego Naszego krótkiego życia ziemskiego niektórzy nie mają problemu z jego zakończeniem, robią to bez mrugnięcia okiem...jak wypija się poranną kawę...
Coraz częściej się boję ...jak każda matka o własne dzieci i drżę na myśl o wojnie, która mogłaby pogrążyć świat w chaosie...
Tak się wylałam przed Wami...z kąpielą...


"Gdyby na świecie władze pełniły kobiety nie byłoby wojen, one nie posyłałyby swoich synów na śmierć ..." - cytat skądś zasłyszany, dlatego nie podaję autora...



Spokojnej nocy kochani,

M

piątek, 2 stycznia 2015

Witam w Nowym Roku 2015 ;-)

No i jak tam w Nowym Roku?
Tak samo jak w starym co?
Tyle tylko, że korki póki co mniejsze (bo ludzie powyjeżdżali) ...
...śnieg rozpuścił się tak szybko jak się pojawił ...mam wrażenie, że ku wiośnie idzie ;-)
...no i cały czas nie można dojść do siebie po nocy sylwestrowej... zarwanej do 3 nad ranem ;-)
A o 8.30 następnego dnia palce w oczy i nawoływania "mama, mama..."
Nie dla mnie całonocne balangi... nie dla mnie harce do rana, za stara jestem ;-P

Ale fajnie było!!! ;-)

Do siego roku kochani!!!

Pozdrawiam

M

sobota, 13 grudnia 2014

Sobotnie przemyślenia matki

Co jest gorsze od nie posiadania zmywarki?
Świadomość, że rozpakowana nówka sztuka stoi w kuchni i nikt nie potrafi jej podłączyć a wszystkie serwisy AGD pracują pon - pt (8.00-16.00) to jest gorsze!

Miłej soboty!



M

piątek, 31 października 2014

Zmiany są dobre, nie bójmy się zmian...

Ostatnio tyle się dzieje, że nawet mimo zmiany czasu na zimowy brakuje dnia. Janek nie może się przestawić więc wstaje z kurami (ba nawet wcześniej bo dziś na przykład jesteśmy na nogach od 5.30 ;-)
Franek zaczął chodzić na Judo więc w środy i piątki zawozimy go po przedszkolu na zajęcia (swoją drogą bardzo fajne)
Janek zaś... idzie dziś pierwszy raz do żłobka na dwie godziny... Docelowo będzie tam chodził dwa razy w tygodniu po 6 godzin ;-)
Dlaczego? Bo widzimy jak w domu się nudzi, bo chyba czas i pora, bo widzimy, że jest radosnym super dzieckiem, które potrzebuje nowych bodźców, zmian a przede wszystkim kontaktu z rówieśnikami...
W całym tym zamieszaniu nie mogę się odnaleźć. Nie boję się o Jasia, wiem, ze trafił do wspaniałego, ciepłego miejsca, boję się o siebie... Przez te 20 miesięcy bardzo się do niego przywiązałam i każdą z nim rozłąkę przypłacam krokodylowymi łzami...

Matka weź się w garść, dzieci rosną, im wcześniej odetniemy pępowinę tym lepiej! Pamiętaj, że dzieci "hodujemy nie dla siebie" lecz dla innego człowieka, urosną i odejdą tak jak my odeszliśmy od swoich rodziców zakładając rodzinę...

Jasio i Franio

A póki co pamiętaj, że dziś:
- musisz posprzątać, jutro przecież goście...
- kupić dynię (przynajmniej x3 i je powycinać na Halloween),
- kupić prezent dla cioci E,
- pojechać do lekarza (od 16.00 - 19.45),
- wyjść z psem,
- ugotować obiad,
- zrobić zakupy na jutrzejszy obiad,
- zrobić dwa prania,

Jak Ci starczy matka czasu to pomyślisz i zapłaczesz a  teraz...  do roboty!!!!

Miłego dnia

M

poniedziałek, 20 października 2014

Do lekarza, prywatnie czy państwowo?

Po ponad roku od wykrycia kamienia w nerce jestem zdiagnozowana, dobrze prowadzona i wybieram się na zabieg URSL. Nerkę mam konkretnie powiększoną a moczowód wygląda raczej jak gruba kiełbaska... bo odpływ moczu blokuje jedno centymetrowy kamień, który zapewne siedzi w moczowodzie od dłuższego czasu... Dziwne bo do urologów ostatnimi czasy chodziłam częściej niż do kościoła.... wszystkiego tego dowiedziałam się dopiero w piątek na prywatnej wizycie w prywatnym szpitalu urologiczno-ginekologicznym, który znajduje się na Ursynowie w Warszawie (co najlepsze, wizyta wcale nie musiała być prywatna, mogłam zgłosić się tam ze skierowaniem i byłabym tak samo dobrze i fachowo potraktowana jak to odbyło się prywatnie). Z nerką nie jest najgorzej ale mogłoby być lepiej. Zabieg muszę mięć wykonany szybko bo nerka jest już znacznie zmieniona, pochodziłabym jeszcze z rok bujając się od lekarza do lekarza i byłoby po nerce...

Rysunek mojej nerki i tego co się w niej dzieje narysowany przez mojego lekarza urologa

Zabieg będę miała wykonany w ramach NFZ, ale będzie on  zrobiony w prywatnym szpitalu bez kolejek i długiego oczekiwania. Po tym co ostatnio przeżyłam w państwowej służbie zdrowia teraz oddycham z ulgą i się nie stresuję. Polecam wszystkim Tym, którzy mają problemy urologiczne bądź ginekologiczne, szpital ma podpisany kontrakt z NFZ i może przyjmować ubezpieczonych pacjentów. Nie wiem czym te kolejki są spowodowane, mam wrażenie, że ludzie po prostu nie wiedzą gdzie się leczyć, uważają, że prywatne przychodnie są zbyt drogie, że nie dla nich, że gorsze?! tymczasem większość z nich ma kontrakty z NFZ, w większości z nich czas oczekiwania na wizytę w ramach funduszu jest o wiele krótszy niż w placówkach państwowych, a co najważniejsze pacjentów się tu leczy a nie odsyła do następnego lekarza...może kolega się zajmie ;-)
Tą całą sytuację skwituję jednym zdaniem...
Trzeba mieć zdrowie aby leczyć się w państwowej służbie zdrowia...

M

poniedziałek, 13 października 2014

Rozmowa o śmierci z dzieckiem

W sobotę byliśmy na cmentarzu, porządkowaliśmy grób rodziców mojego męża... Cmentarz na którym pochowani są dziadkowie chłopców jest przepiękny, pełen wiekowych drzew i spadających na głowę żołędzi...

 Kaplica grobowa rodziny hrabiów Potulickich herbu Grzymała

Wieczorem gdy usypiałam Frania On zaskoczył mnie pewną rozmową... nie wiedziałam jak się zachować, co powiedzieć...

-"Mamo ja będę płakał"
- "Dlaczego synku ? Coś się stało?"
- "Będę płakał gdy umrzesz..."
- "Kochanie dlaczego miałabym umrzeć?"
- "Bo jesteś starsza ode mnie..."
- "Kochanie wszyscy kiedyś umrą... tak już jest ale gdy ja umrę będę cały czas w Twojej głowie i Twoim serduszku, będę patrzyła na Ciebie z góry i będę się Tobą opiekowała..."
- "A może jak będziesz siedziała na chmurce i będziesz figlowała z aniołkami to one zrzucą Cię do mnie i ożyjesz ;-)"
- " To niestety nie będzie możliwe kochanie, ludzie nie ożywają..., ale nie martw się kochanie, ja jeszcze nie umrę, jeszcze Cię troszkę pomęczę ;-)"

 Postarałam się to wszystko sprowadzić do żartu...ale wcale nie było mi do śmiechu, mój mały synek przeżywa w swoim małym serduszku istotę życia i śmierci a ja nie wiem jak mu w tym pomóc... Jak go ze śmiercią oswoić...
Czy można się z nią w ogóle oswoić?

Pogodzić..., być może można się z nią pogodzić...
Pamiętam, że gdy ja byłam dzieckiem i dotarło do mnie, że kiedyś moi rodzice umrą, że kiedyś ja umrę... wstrząsnęło mną to okropnie... To było coś co zaprzątało moją głowę i przeżywałam to jako mała dziewczynka bardzo, bardzo długo...nie chciałam zostawać sama, nie wyobrażałam sobie życia bez moich rodziców...szukałam sposobu aby można było śmierci uniknąć.
Później nastąpiła seria snów katastroficznych, o pożarach, tornadach, które mnie porywają, o śmierci w obozach koncentracyjnych a nawet o śmierci w katastrofie Titanica, pamiętam te sny bardzo dokładnie, chociaż byłam dzieckiem, a może właśnie dlatego.
Teraz gdy jestem dorosła i sama stałam się mamą, która wie, że kiedyś te swoje dzieci zostawi, że kiedyś umrze jeszcze trudniej jest się z myślą o umieraniu pogodzić...



Dobrej nocy

M

czwartek, 9 października 2014

Jesienne rozmyślania matki

Jesień już, ale tak pięknej tej zazwyczaj szarej pory roku dawno nie było... Słońce, na termometrze 17 stopni i słońce, wspaniałe słońce...
Niestety jest też bardzo sucho więc grzybów brak, ale za to są pomarańczowe dynie, kasztany i liście w takich kolorach, że aż trudno o ich nazwanie.

Dynie na Naszym balkonie

Ja mam od poniedziałku dwóch synów w domu bo starszy kaszle i smarczy więc przedszkole poszło w odstawkę  i w związku z tym nie mam w ogóle czasu, o cierpliwości do nich już nawet nie wspomnę...
Łapię się na tym, że zamykam się w łazience dla chwili świętego spokoju, ale i tam mnie znajdują... jeden przez drugiego woła mama... Ten starszy do skutku aż się nie odezwę, ten młodszy z rykiem jakby go ze skóry obdzierali, szuka...krzyczy.... wylewa łzy na zawołanie... ale jak już znajdzie cichnie, łapię mnie za rękę i prowadzi do samochodu który mu akurat przed chwilą spadł z ławy i pokazuje abym go podniosła... Przecież zwariować można!!!
Rozumiem już moją mamę, która gdy byliśmy mali powtarzała, że zostawi Nas i pójdzie w świat sama...
Oj też bym tak poszła...w świat...


M

wtorek, 7 października 2014

Wspomnienie Anny Przybylskiej...

Wiesz... nie napisałabym już dzisiaj niczego, gdyby nie zabawka Jaśka, której muzyczka włączyła się bez powodu w środku nocy... Obudziłam się w ubraniu leżąc obok najmłodszego w rodzinie.
Nic nie dzieje się bez przyczyny, zabawka włączyła się bo Daffi czekała na wieczorny spacer (mojemu mężowi też przysnęło się kładąc najstarszego ;-).
Szybko wzięłam zaległy antybiotyk (dlaczego, o tym w jednym z kolejnych postów) ubrałam się i wyszłam z Daffi...
...a teraz mam chwilę ...
Wczoraj wieczorem zmarła aktorka Anna Przybylska... przepiękna i mądra kobieta, wspaniała matka... zmarła na raka trzustki w wieku zaledwie 35 lat...

...

....;*(
xxx

M