Stało się...zaniedbałam pisanie na rzecz konsumowania treści w Internetach...
tak tak...częściej przeglądam niż piszę... i zaglądam tu tylko aby przypomnieć sobie sprawdzone przepisy na chłodnik, kapustę wigilijną....o zgrozo....Kto teraz czyta blogi? ;-)
Franek ma już prawie 10 lat a Jaś to dumny sześciolatek, i ja... trzydzistosześciolatka ... ...leci czas nieubłaganie...chociaż wczoraj mój przyjaciel zadzwonił ze spóźnionymi życzeniami usprawiedliwiając się, że w sumie te 36 lat to takie nie ważne, bo to pierwszy rok po połowie Twojego życia...;-P czyli z górki....;-/
Dobrej lipcowej nocy Wam życzę...
i napiszę coś jeszcze bo kaszotto zrobiłam w dwóch wersjach i chciałabym przepisy zanotować jak w zeszycie kiedyś mama...
M
Ten blog to pamiętnik kobiety, która łapie chwile, zbiera porady i przepisy zapisuje to co ważne i ważniejsze a wszystko po to aby się nie pogubić...bo o to najłatwiej...
Nasza zastawa, moja obstawa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą złote myśli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą złote myśli. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 2 lipca 2019
poniedziałek, 4 lipca 2016
Wpis truskawkowy
Przywitam Was dzisiaj (o zgrozo po dwóch miesiącach) pewnie ostatnim w tym sezonie koktajlem mlecznym z truskawkami...
Dobry wieczór ;-)
Dobry wieczór ;-)
Koktajl truskawkowy
Co się działo gdy nie pisałam?
Zbyt wiele...
Franio skończył pierwszą klasę ;-)
Jasio cały czas nie chce odzwyczaić się od pieluchy ;-(
R miał kontuzję nogi ;-(
Ja chodzę na fitness ;-) tabatę; chodziłam bo instruktorki porezygnowały... ;-(
A do tego ...
A do tego ...
...w noc urodzinową (30 czerwca skończyłam 33 lata) zaczęło mnie boleć gardło i obudziłam się z mega gorączką i migdałami większymi niż morele ;-( Miałam tak potworną anginę, że nic ale to absolutnie nic nie pamiętam ...
Jak ludzie radzili sobie z anginą kiedy nie było antybiotyków?
Jako posiadaczka (od dziecka) przerośniętych migdałków (nigdy nie dam ich wyciąć!!!nie ma mowy!) choruję na anginę systematycznie, raz do roku, latem czyt. w wakacje ;->
Z roku na rok przechodzę ją jednak coraz ciężej... "starość nie radość, młodość nie wieczność..."-jak usłyszałam niedawno ;-P
xxx
Z roku na rok przechodzę ją jednak coraz ciężej... "starość nie radość, młodość nie wieczność..."-jak usłyszałam niedawno ;-P
xxx
Do tego przygotowania do obozu Franka...jakieś wariactwo!
Jasio w domu (przedszkole zamknięte) więc krzyki i docieranie się braci na okrągło ;-)
Jasio w domu (przedszkole zamknięte) więc krzyki i docieranie się braci na okrągło ;-)
Wesoło jest ;-)
Dobrej, spokojnej nocyyyyyyy...
M
czwartek, 26 czerwca 2014
Ach ten starszy brat...
Muszę o tym napisać...
Janek zaczyna chodzić! Naprawdę... sam z siebie wstaje i idzie za piłką, do zabawek, do psa na stojąco... Łapki ma rozłożone przed sobą (jakby bał się, że w każdej chwili może się przewrócić) i idzie ;-)
Dziwny to widok, mój maluch dorasta, niedługo pójdzie do szkoły, przyprowadzi do domu pierwszą dziewczynę i się w końcu wyprowadzi...ale póki to nastąpi bałagani, wrzeszczy bez powodu (jakby go ze skóry obdzierali) gdy Franek go przytula albo zabierze zabawkę którą On właśnie w tej chwili chciał i musi się pobawić... i każe się sadzać do stołu na normalnym krześle koniecznie obok Frania (komiczny to widok).
Widzę, że Jasio zaczyna naśladować Frania w zabawie, z jedzeniem i w ogóle we wszystkim na co pozwala mu jego małe ciałko, powoli rodzi się między nimi taka braterska więź (którą łatwo zauważyć matczynym okiem...)
Janek coraz częściej komunikuje się z Nami, widać tu ogromny postęp chociaż mam wrażenie, że Franek w jego wieku więcej mówił i przede wszystkim CHODZIŁ (ale Franio w jego wieku chodził do żłobka gdzie poznawał świat z dziećmi, jeździł na film, dostawał z zewnątrz więcej bodźców, Janek całe dnie spędza tylko z mamą...
a może aż z mamą... )
Dobrej nocy
M
Janek zaczyna chodzić! Naprawdę... sam z siebie wstaje i idzie za piłką, do zabawek, do psa na stojąco... Łapki ma rozłożone przed sobą (jakby bał się, że w każdej chwili może się przewrócić) i idzie ;-)
Janek robi pierwsze kroki w parku
Dziwny to widok, mój maluch dorasta, niedługo pójdzie do szkoły, przyprowadzi do domu pierwszą dziewczynę i się w końcu wyprowadzi...ale póki to nastąpi bałagani, wrzeszczy bez powodu (jakby go ze skóry obdzierali) gdy Franek go przytula albo zabierze zabawkę którą On właśnie w tej chwili chciał i musi się pobawić... i każe się sadzać do stołu na normalnym krześle koniecznie obok Frania (komiczny to widok).
Franek i Janek przy stole
Widzę, że Jasio zaczyna naśladować Frania w zabawie, z jedzeniem i w ogóle we wszystkim na co pozwala mu jego małe ciałko, powoli rodzi się między nimi taka braterska więź (którą łatwo zauważyć matczynym okiem...)
Bracia przy stole
Janek coraz częściej komunikuje się z Nami, widać tu ogromny postęp chociaż mam wrażenie, że Franek w jego wieku więcej mówił i przede wszystkim CHODZIŁ (ale Franio w jego wieku chodził do żłobka gdzie poznawał świat z dziećmi, jeździł na film, dostawał z zewnątrz więcej bodźców, Janek całe dnie spędza tylko z mamą...
a może aż z mamą... )
Daffi i Janek dziś w parku
Dobrej nocy
M
czwartek, 8 maja 2014
Spokój po burzy...
Czasami mam ochotę zamknąć się w łazience (nie wiem czemu akurat w pomieszczeniu bez okien...) i krzyczeć. Są takie dni w życiu kobiety, kiedy lepiej jej w drogę nie wchodzić. Takie dni przychodzą robią spustoszenie i odchodzą tak nagle jak się pojawiły.
A do tego ta pogoda, czasem słońce czasem deszcz...
Dziś dwa razy robiłam podejście do spaceru z sunią; raz interweniował mąż zabierając Nas mokrych spod drzewa przy parku (Nasze małe auto okazało się pojemniejsze niż się zdawało). Za drugim razem doszliśmy do parku, nawet przeszliśmy przez park, nawet sunia pobiegała, wróciliśmy (tym razem sami, na twardo) cali mokrzy i zdyszani.
Uratowała Nas ciepła botwinka z ziemniaczkami i zabawa zwierzątkami. Koniki i zwierzątka koniowate to jest to co Janek lubi najbardziej...
Botwinkę zdecydowanie bardziej lubię ja ;-)
A do tego ta pogoda, czasem słońce czasem deszcz...
Dziś dwa razy robiłam podejście do spaceru z sunią; raz interweniował mąż zabierając Nas mokrych spod drzewa przy parku (Nasze małe auto okazało się pojemniejsze niż się zdawało). Za drugim razem doszliśmy do parku, nawet przeszliśmy przez park, nawet sunia pobiegała, wróciliśmy (tym razem sami, na twardo) cali mokrzy i zdyszani.
Uratowała Nas ciepła botwinka z ziemniaczkami i zabawa zwierzątkami. Koniki i zwierzątka koniowate to jest to co Janek lubi najbardziej...
Botwinkę zdecydowanie bardziej lubię ja ;-)
Janek i jego koniki
Dobrej nocy
M
środa, 30 kwietnia 2014
Tak się nie robi swojemu klientowi!
Zastanawiałam się czy kiedyś spotkaliście się z taką sytuacją?
Otóż od jakiegoś czasu kompletuję sobie zastawę stołową w pewnym sklepie (dla spokoju sumienia nazwy zastawy ani sklepu nie wymienię). Raz kupiłam dwie miski, za drugim razem następne trzy, później dwa talerze itd. Zastawę chcę skompletować dla dwunastu osób więc proces ten trwa już jakiś czas ;-) Ale ostatnio weszłam do TEGO sklepu z nadzieją, że zakupię kolejne elementy mojej super zastawy i.... co się okazało? Zastawa ta sama a cena inna... oczywiście, że nie niższa!!! Niby nic takiego, trzy złote na sztuce, ale nie o to chodzi, chodzi o sam fakt!!!
Stanęłam, popatrzyłam, wyszukałam wzrokiem pani, która krzątała się po sklepie i grzecznie zapytałam: "przepraszam, ale dlaczego cena została podwyższona? Czyżby tak się dobrze zastawa sprzedawała, że producent postanowił zarobić, ha ha ha?" (próbowałam zażartować)
Pani nie wahając się odpowiedziała: "Tak, dokładnie, to jest Nasz bestseller i podwyższyliśmy cenę.."
No ... nic dodać nic ująć, umarłam w butach. Czy to jest normalne, że podwyższa się (dosyć już wysoką cenę jednostkową) dlatego bo coś się dobrze sprzedaje?!!! Hello, w takim razie zostaję z ośmioma miskami, trzema talerzykami i dwoma dużymi talerzami!!! I choć zastawa cały czas w mojej głowie obiecałam sobie, że więcej TAM nic nie kupię!
Pierwszy raz spotkałam się z tym, że sklep podwyższa cenę w momencie gdy produkt jest na rynku od przynajmniej pół roku. Czuję się przez to ( nie wiem czy słusznie?) naciągana... A przecież zakupy powinny dawać radość, a nie wywoływać w Nas frustrację. Tu ktoś podstępem wypuścił coś na rynek, konsumenci to pokochali i wtedy podniósł temu czemuś cenę. A co!
Nie kupią? Pewnie, że kupią!
M
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
Ulubione zapachy wiosny
Zapachy, wszędzie pachnie wiosną.
Nie tylko sunia ją czuje (chociaż węszy jak szalona) ale na szczęście my też. Byliśmy dzisiaj na spacerze (jak codziennie) ale dzisiaj w większym niż zazwyczaj składzie. Był Jaś, Franio, sunia i ja. Urocza gromadka, chociaż nieco trudna do ogarnięcia. Szczególnie gdy jedno jest młode i szalone, drugie na rowerze pędzi jak szatan a trzecie drze się jak tylko matka stanie z wózkiem na dwie minuty. Jedź kobito!!!
W parku trzeba uważać na suchy chleb, który rozsypują ludzie dokarmiając ptaszyska, sunia zżera go w taki sposób jakbym jej w domu jeść nie dawała, wystarczy, że pójdziemy do parku i jest najedzona na cały dzień (po co jeść suchą karmę skoro można rozmoczony, mokry, zielony od pleśni chleb;-).
Uważać też trzeba na inne psy, szczególnie te starsze, które startują do Naszej suni. Na szczęście gdy tylko kawalerzy zaczynają podchody ta wariatka zaczyna się z nimi bawić, skakać, biegać w kółko, uciekać... HA HA leniwe psiska zazwyczaj odpuszczają.
Dziś podczas spaceru zerwaliśmy z Franiem bez, parę gałązek do wazonu. Zapach tych drobnych kwiatów to obok jaśminu i konwalii mój ulubiony. Wiosną zawsze przy moim domu rodzinnym kwitły bzy, ach zatęskniło mi się...
Ps. powracając do zapachów, oto co mój małżonek zastał w domu gdy do niego dziś powrócił (na szczęście ja wróciłam dużo później ;-)
Od dzisiaj śmieci będziemy wyrzucać na bieżąco...
Dobrej nocy
M
Nie tylko sunia ją czuje (chociaż węszy jak szalona) ale na szczęście my też. Byliśmy dzisiaj na spacerze (jak codziennie) ale dzisiaj w większym niż zazwyczaj składzie. Był Jaś, Franio, sunia i ja. Urocza gromadka, chociaż nieco trudna do ogarnięcia. Szczególnie gdy jedno jest młode i szalone, drugie na rowerze pędzi jak szatan a trzecie drze się jak tylko matka stanie z wózkiem na dwie minuty. Jedź kobito!!!
Spacer po parku (Jasio w białym kapeluszu, sunia biegnie za Franiem)
Uważać też trzeba na inne psy, szczególnie te starsze, które startują do Naszej suni. Na szczęście gdy tylko kawalerzy zaczynają podchody ta wariatka zaczyna się z nimi bawić, skakać, biegać w kółko, uciekać... HA HA leniwe psiska zazwyczaj odpuszczają.
Dziś podczas spaceru zerwaliśmy z Franiem bez, parę gałązek do wazonu. Zapach tych drobnych kwiatów to obok jaśminu i konwalii mój ulubiony. Wiosną zawsze przy moim domu rodzinnym kwitły bzy, ach zatęskniło mi się...
Fioletowy bez zerwany na spacerze w parku
Co robi Nasza sunia gdy zostanie sama w domu z tajemniczą reklamówką?
Od dzisiaj śmieci będziemy wyrzucać na bieżąco...
Dobrej nocy
M
sobota, 26 kwietnia 2014
Ślimak ślimak pokaż rogi...
Dziś sobota, deszczowa sobota... Rano spacer z psem i wszędzie ślimaki. Ślimak tu ślimak tam, ślimak ślimakiem na ślimaku... Zatrzęsienie winniczków...
Mój mąż wspominał, że jego tata (w czasach gdy w sklepach nic nie było a jak było to na kartki) zbierał winniczki i przyrządzał z nich zupę. Według wspomnień mojego męża okropną, cuchnącą zupę, którą wszyscy musieli zajadać. I nikt nie odszedł od stołu dopóki talerz nie był pusty...
Swoją drogą próbowaliście kiedyś zrobić coś z winniczków? Ten francuski przysmak mamy w zasięgu ręki, ślizga się po naszych ulicach, zjada nasze plony a my zbieramy winniczki i eksportujemy do Francji zamiast włączyć je do naszego jadłospisu.
Mam wrażenie, że jest w nas coś co nie pozwala (bez wyrzutów sumienia) przyrządzać tych małych istot, coś co różni Polaków od Francuzów i nie chodzi tylko o odmienną kulturę jedzenia. Tu chodzi o całą masę różnic związanych z Naszym pochodzeniem, klimatem, historią. Wyobraźcie sobie polskiego XVIII wiecznego szlachcica, który zamiast dzikiego wieprza (którego sam wcześniej upolował) na kolacje zajada winniczki...
No way....
Dobrej nocy
M
Winniczek na ulicy
Swoją drogą próbowaliście kiedyś zrobić coś z winniczków? Ten francuski przysmak mamy w zasięgu ręki, ślizga się po naszych ulicach, zjada nasze plony a my zbieramy winniczki i eksportujemy do Francji zamiast włączyć je do naszego jadłospisu.
Mam wrażenie, że jest w nas coś co nie pozwala (bez wyrzutów sumienia) przyrządzać tych małych istot, coś co różni Polaków od Francuzów i nie chodzi tylko o odmienną kulturę jedzenia. Tu chodzi o całą masę różnic związanych z Naszym pochodzeniem, klimatem, historią. Wyobraźcie sobie polskiego XVIII wiecznego szlachcica, który zamiast dzikiego wieprza (którego sam wcześniej upolował) na kolacje zajada winniczki...
No way....
Ślimak winniczek i Golden Retriever (tu widać jak wyrośnięte są te okazy)
"Ślimak, ślimak pokaż rogi dam Ci sera na pierogi, jak nie sera to kapusty od kapusty będziesz..." Zdrowy!!! (przyp. Franek ;-)
Dobrej nocy
M
środa, 16 kwietnia 2014
Mama pełną gębą
Od kiedy moje życie zmieniło bieg i zamiast do pracy biegam między kuchnią a łazienką zahaczając o pokój dzieci (czasami też pobiegnę na zakupy lub na spacer z psem ;-) odkrywam w sobie wcześniej uśpione talenty.
Potrafię na przykład zmienić Jaśkowi pieluchę z zamkniętymi oczami, wnieść na pierwsze piętro trzy torby z zakupami, Janka na rękach (bo przecież leniuszek nie chce chodzić) i jednocześnie prowadzić psa na smyczy.
Mamo, nauczyłam się cerować (ładnie a nie tylko "na okrętkę" ;-) i potrafię naszyć eleganckie łaty na kolanach (czy Wasi synowie też dziurawią spodnie na potęgę?)
Już wiem, że wołowiny przed smażeniem się nie soli i że gdy przesadzasz kwiatki nie możesz uciąć im korzeni (bo nie mieszczą się do nowej doniczki) z nadzieją, że odrosną (biedna palma...)
Można śmiało powiedzieć, że od kiedy stałam się pełnoetatową mamą jestem bardziej niż kiedykolwiek śpiąca?! (też ale o tym w kolejnym poście ) zorganizowana, punktualna i uporządkowana. Dużo czytam (książek dla dzieci), zdrowiej się odżywiam (bo gotuje pod dzieci), oglądam dużo pozytywnych, kolorowych programów (moje ulubione Sezamki) i uczę się nowych piosenek np. "Dziadek Lulka farmę miał".
A teraz gdy dzieci już śpią mogę cichutko zanucić pod nosem
"Kocham ten stan, zupełnie sam na sam..."
Dobranoc
M
Potrafię na przykład zmienić Jaśkowi pieluchę z zamkniętymi oczami, wnieść na pierwsze piętro trzy torby z zakupami, Janka na rękach (bo przecież leniuszek nie chce chodzić) i jednocześnie prowadzić psa na smyczy.
Mamo, nauczyłam się cerować (ładnie a nie tylko "na okrętkę" ;-) i potrafię naszyć eleganckie łaty na kolanach (czy Wasi synowie też dziurawią spodnie na potęgę?)
Już wiem, że wołowiny przed smażeniem się nie soli i że gdy przesadzasz kwiatki nie możesz uciąć im korzeni (bo nie mieszczą się do nowej doniczki) z nadzieją, że odrosną (biedna palma...)
Można śmiało powiedzieć, że od kiedy stałam się pełnoetatową mamą jestem bardziej niż kiedykolwiek śpiąca?! (też ale o tym w kolejnym poście ) zorganizowana, punktualna i uporządkowana. Dużo czytam (książek dla dzieci), zdrowiej się odżywiam (bo gotuje pod dzieci), oglądam dużo pozytywnych, kolorowych programów (moje ulubione Sezamki) i uczę się nowych piosenek np. "Dziadek Lulka farmę miał".
Super Grover i Elmo
A teraz gdy dzieci już śpią mogę cichutko zanucić pod nosem
"Kocham ten stan, zupełnie sam na sam..."
Dobranoc
M
piątek, 11 kwietnia 2014
Moja przyjaciółka szczotka, mój przyjaciel mop
Dzisiaj troszkę o przyjaźni ale nie o tej ważnej (na nią przyjdzie pora...) ale o tej jaka mam wrażenie łączy mnie coraz mocniej z przedmiotami użytku codziennego ;-)
Umawiamy się zazwyczaj w piątki (ale zdarzają się wspólne tańce nie tylko przed weekendem).
Ostatnio odkryłam że codzienne odkurzanie nie jest złem koniecznym lecz normą do której będę musiała przywyknąć, bez której moje mieszkanie byłoby jednym wielkim kłakiem ;-) A mój odkurzacz jest najlepszy na świecie (przed pojawieniem się psa, tego nie doceniałam) i mówię to zupełnie świadomie.
Nie jestem pedantką, nie jestem też "Perfekcyjną Panią Domu" (chociaż bardzo chciałabym być...) ja po prostu jestem żoną i matką, która lubi gdy podłoga się nie lepi, gdy kurz się nie panoszy i gdy chłopcy tarzają się po czystym dywanie.
Ok, muszę kończyć bo zaczynam mówić jak moja mama!!!!
Niestety, prawda jest taka, że: "Punkt widzenia zmienia się w zależności od punktu siedzenia..."
a mój stołek ustawiony jest teraz w miejscu z którego poza moimi chłopakami świata nie widać...
A jeżeli zamienię się przy tym w sprzątającego garbatego robota...?!
Zrobię wszystko, żeby tak się nie stało...i Wy mi w tym pomożecie!
;-*
M.
Umawiamy się zazwyczaj w piątki (ale zdarzają się wspólne tańce nie tylko przed weekendem).
Ostatnio odkryłam że codzienne odkurzanie nie jest złem koniecznym lecz normą do której będę musiała przywyknąć, bez której moje mieszkanie byłoby jednym wielkim kłakiem ;-) A mój odkurzacz jest najlepszy na świecie (przed pojawieniem się psa, tego nie doceniałam) i mówię to zupełnie świadomie.
Nie jestem pedantką, nie jestem też "Perfekcyjną Panią Domu" (chociaż bardzo chciałabym być...) ja po prostu jestem żoną i matką, która lubi gdy podłoga się nie lepi, gdy kurz się nie panoszy i gdy chłopcy tarzają się po czystym dywanie.
Ok, muszę kończyć bo zaczynam mówić jak moja mama!!!!
Niestety, prawda jest taka, że: "Punkt widzenia zmienia się w zależności od punktu siedzenia..."
a mój stołek ustawiony jest teraz w miejscu z którego poza moimi chłopakami świata nie widać...
Od lewej: Janek i Franek, molo w Sopocie luty, 2014
A jeżeli zamienię się przy tym w sprzątającego garbatego robota...?!
Zrobię wszystko, żeby tak się nie stało...i Wy mi w tym pomożecie!
;-*
M.
czwartek, 10 kwietnia 2014
Chwila na pierwszego posta
No dobra...zaczęłam, "blogguję"!!!!
Wielkie mi coś...;-?
Kto tego DZIŚ nie robi?
Każdy przecież może, ale czy każdy ma odwagę?
HA...
Pożyjemy ...zobaczymy...
Nie będę się przedstawiać, jestem kobietą ... i nic co ludzkie obce mi nie jest ;-) Matką... całkiem młodą (jak na czasy w których przyszło Nam żyć)
Tak, jest ich trzech, mam dwóch wspaniałych synów (którzy szczęśliwie już u Morfeusza) i cudownego męża (całuję Cię kochanie ;-*)
no i .....
Mamy psa właściwie "psice" sunię (jedyny żeński pierwiastek w Naszym domu) Ale to ja jestem "Samicą Alfa" ;-) No!!!
Dlaczego zaczęłam pisać?
Bo zawsze pisałam ( w myślach felietony..., wiersze...bajki dla dzieci...) Bo słowo pisane wyraża, określa, komunikuje...
O czym będę pisać?
O kwiatkach, o obcasach, o muzyce, o poezji, o tym jak próbuję zachowywać się kobieco w domu pełnym testosteronu....
Aaaaa...
"It's a Man's World"!!!
Prawdę Pan śpiewa Panie Brown i nikt nie powie, że jest inaczej ... (przynajmniej w moim przypadku ;-)
Na dziś koniec, i tak się wystarczająco uzewnętrzniłam...
Dobrej nocy.
M
Wielkie mi coś...;-?
Kto tego DZIŚ nie robi?
Każdy przecież może, ale czy każdy ma odwagę?
HA...
Pożyjemy ...zobaczymy...
Nie będę się przedstawiać, jestem kobietą ... i nic co ludzkie obce mi nie jest ;-) Matką... całkiem młodą (jak na czasy w których przyszło Nam żyć)
Tak, jest ich trzech, mam dwóch wspaniałych synów (którzy szczęśliwie już u Morfeusza) i cudownego męża (całuję Cię kochanie ;-*)
no i .....
Mamy psa właściwie "psice" sunię (jedyny żeński pierwiastek w Naszym domu) Ale to ja jestem "Samicą Alfa" ;-) No!!!
Dlaczego zaczęłam pisać?
Bo zawsze pisałam ( w myślach felietony..., wiersze...bajki dla dzieci...) Bo słowo pisane wyraża, określa, komunikuje...
O czym będę pisać?
O kwiatkach, o obcasach, o muzyce, o poezji, o tym jak próbuję zachowywać się kobieco w domu pełnym testosteronu....
Aaaaa...
"It's a Man's World"!!!
Prawdę Pan śpiewa Panie Brown i nikt nie powie, że jest inaczej ... (przynajmniej w moim przypadku ;-)
Na dziś koniec, i tak się wystarczająco uzewnętrzniłam...
Dobrej nocy.
M
Subskrybuj:
Posty (Atom)