Nasza zastawa, moja obstawa

Nasza zastawa, moja obstawa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z życia wzięte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z życia wzięte. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 października 2019

Powiedział RRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR!!!

Ten post jest ku pokszepieniu serc mamusiek i tatusiów dzieci, które nie mówią R a mają już ponad 6 lat ;-)
Otóż Janek  siedem lat skończy w lutym a R zaczął mówić po pRRRostu tydzień temu ;-)
Przeszkadzało mu to, fakt, że zamiast R jak inne dzieci mówi "L"
Dużo ćwiczył pytając mamo/tato udało mi się?
Długo się nie udawało...
a teraz sam chodzi i powtarza dumny : AmeRRRRYka, RRRoweRRR,  RRRadek, RRRewelacja, RRRRak, RRRakieta...itp

Janek zamiast R mówił L...
Dzieci, które zamiast R mówią J powinny skonsultować się z Logopedą gdyż podobno jest im trudniej wyćwiczyć język i wymowę tej tRRRRRRudnej liteRRRki.
Ściskam mocno.
Piękny mamy pażdziernik, jest ponad 20 stopni i słońce jak wiosną świecące...aż trudno uwierzyć, że niedługo zima...
M


wtorek, 2 lipca 2019

Jestem...

Stało się...zaniedbałam pisanie na rzecz konsumowania treści w Internetach...
tak tak...częściej przeglądam niż piszę... i zaglądam tu tylko aby przypomnieć sobie sprawdzone przepisy na chłodnik, kapustę wigilijną....o zgrozo....Kto teraz czyta blogi? ;-)

Franek ma już prawie 10 lat a Jaś to dumny sześciolatek, i ja... trzydzistosześciolatka ... ...leci czas nieubłaganie...chociaż wczoraj mój przyjaciel zadzwonił ze spóźnionymi życzeniami usprawiedliwiając się, że w sumie te 36 lat to takie nie ważne, bo to pierwszy rok po połowie Twojego życia...;-P czyli z górki....;-/

Dobrej lipcowej nocy Wam życzę...
i napiszę coś jeszcze bo kaszotto zrobiłam w dwóch wersjach i chciałabym przepisy zanotować jak w zeszycie kiedyś mama...


M

środa, 27 czerwca 2018

Rozmyślania przy kawie

Hej Kochani, tak sobie myślę, że niedługo stuknie mi 35 lat ;-P
Dacie wiarę?
Ja nie wierzę...
Jak byłam mała...wydawało mi się, że trzydziestopięcioletnie kobiety to prawie babcie...i że bliżej im do wiecie czego i wiecie gdzie...
Jeszcze jeden dowód na potwierdzenie tezy, że : "Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia" 

Ja tam się nigdzie nie wybieram ;-P chyba, że życie łowić garściami ;-)
W końcu dzieci duże, (Franek ma już prawie 9 lat a Jaś 5,5 ;-)
w to też trudno uwierzyć...


Tak mnie naszło z rana...

Udanego dnia

Kawa na balkonie dobra na wszystko ;-)



poniedziałek, 4 lipca 2016

Wpis truskawkowy

Przywitam Was dzisiaj (o zgrozo po dwóch miesiącach) pewnie ostatnim w tym sezonie koktajlem mlecznym z truskawkami...
Dobry wieczór ;-)

Koktajl truskawkowy

Co się działo gdy nie pisałam?
Zbyt wiele...
Franio skończył pierwszą klasę ;-) 
Jasio cały czas nie chce odzwyczaić się od pieluchy ;-(
R miał kontuzję nogi ;-(
Ja chodzę na fitness ;-) tabatę; chodziłam bo instruktorki porezygnowały... ;-(
A do tego ...
...w noc urodzinową (30 czerwca skończyłam 33 lata) zaczęło mnie boleć gardło i obudziłam się z mega gorączką i migdałami większymi niż morele ;-( Miałam tak potworną anginę, że nic ale to absolutnie nic nie pamiętam ...
Jak ludzie radzili sobie z anginą kiedy nie było antybiotyków? 
Jako posiadaczka (od dziecka) przerośniętych migdałków (nigdy nie dam ich wyciąć!!!nie ma mowy!) choruję na anginę systematycznie, raz do roku, latem czyt. w wakacje ;->
Z roku na rok przechodzę ją jednak coraz ciężej... "starość nie radość, młodość nie wieczność..."-jak usłyszałam niedawno ;-P
xxx
Do tego przygotowania do obozu Franka...jakieś wariactwo!
Jasio w domu (przedszkole zamknięte) więc krzyki i docieranie się braci na okrągło ;-) 
Wesoło jest ;-)
Dobrej, spokojnej nocyyyyyyy...
M

sobota, 26 marca 2016

Przedświąteczne roztargnienia...

Jak tam przed świętami?
U mnie nie obyło się bez dramatów... wczoraj pojechałam na ostatnie zakupy (bo chrześniak roczek kończy i na tort zaproszono więc z pustymi rękoma nie wypada), więc do sklepu, po zabawkę fruu...
Pojechałam, upolowałam wracać chcę bo małż wisi na słuchawce, podchodzę do auta szukam kluczyków i nagle zrobiło mi się tak gorąco jak w lipcu w samo południe...
Zgubiłam kluczyki do samochodu... Ale jak to możliwe przecież z mojej torby nic nie jest w stanie się samo wydostać, moja torebka jest jak głęboki worek z prezentami... a jednak przeszukałam ją dziesięć razy ...nic...
Pobiegłam do sklepu przerażona szukając kluczyków pomiędzy półkami, na podłodze, w tym przedświątecznym tłumie... kluczyków nie znalazłam...
Bałam się też, że ktoś znalazł kluczyki przy samochodzie i gdy oddale się od niego po prostu otworzy drzwi i nim odjedzie...
Szukać kluczyków czy pilnować auta? Rozterki matki przed sklepem...


Mąż przyjechał z odsieczą, z kluczykami w zapasie i chłopcami z tyłu, było już ciemno...
Mój szybki wypad po zabawkę zamienił się w trzygodzinną wyprawę pełną łez i zgrzytania zębów...

Czy Wam też zdarzają się takie okropności zawsze wtedy gdy najmniej się tego spodziewacie?!
Czasami mam wrażenie że to wszystko przytrafia się tylko mi...


Wesołych i spokojnych Świąt Wielkiej Nocy !!!

Pozdarwiam...
M

wtorek, 1 marca 2016

Jak zamieniłam Pocztę Polską na InPost ;-)

Nie wiem jak jest w Waszych miastach i placówkach Poczty Polskiej ale w moim mieście na poczcie aby odebrać bądź wysłać list stoi się od godziny w górę. Ostatnio weszłam, wyciągnęłam numerek (byłam 50. do obsłużenia) więc wyszłam jak najszybciej aby pojechać na drugą pocztę (nieco dalej ale za to bez kolejki). Taki stan zmusił mnie do szukania alternatywy dla Poczty Polskiej, bo nie dość, że stoi się w kolejce jak za "niedawnych" czasów po mięso to jeszcze jakoś tak drogo (nie wydaje Wam się?)

Placówki InPost nigdy nie rzucały się w oczy, przyzwyczajona do monopolu poczty nic o nich nie wiedziałam, nawet nie próbowałam szukać czegoś innego do momentu w którym trafiłam do punktu InPost przypadkiem ;-)
Przyjechałam tam aby przekazać coś pewnej kobiecie (która właśnie tam pracowała) ech "nie ma przypadków" a mając listy w torebce i będąc w palcówce pocztowej postanowiłam nie kombinować, nie szukać poczty bez kolejek tylko wysłać listy właśnie za sprawą InPost. Trudno było się przełamać zmienić przyzwyczajenia no bo człowiek zawsze ma opory przed nowym, innym, nieznanym...
Ale gdy wysłałam pierwszy list cały strach zniknął. Zmiany są dobre- pomyślałam...

Wysłałam za potwierdzeniem a przesyłka (już nie pamiętam ale kosztowała mnie około 3 złotych) co więcej od tamtej pory wysyłam za sprawą InPost wszystko (małe, duże)  a budynek Poczty Polskiej omijam szerokim łukiem. Listy i paczki wysyłane za sprawą InPost dostarczane są do domu (tak jak za sprawą Poczty Polskiej) mogą być też dostarczone do skrzynki InPost (masz wybór). Ja jestem bardzo zadowolona i z obsługi i z czasu doręczenia przesyłek no i przede wszystkim z ceny ;-).
Jeżeli jeszcze nie korzystaliście spróbujcie, warto ;-)

Logo InPost Polskiej Grupy Pocztowej 


Miłego dnia

M


środa, 2 września 2015

Mamo ja nie chcę do szkoły - czyli sześciolatka rozpoczęcie roku szkolnego ;-)

Wczoraj pierwszy września, pierwszy dzień mojego Frania w szkole.
Gorąco było niemiłosiernie ale nie mogłam puścić chłopaka w krótkich spodniach (nie wypadało).
Rozpoczęcie roku na 11.30, pierwszych klas tylko 10 (trzeba się cieszyć bo w szkole obok pierwszych klas 21), mój Franek w klasie "I i" i jak inteligenci oczywiście ;-)

Znak klasy 1 I przed wejściem do szkoły, przy tym znaku dzieci spotkały się z wychowawczynią 

...razem z kolegami z przedszkola więc powinno być mu raźniej. Troszkę przerażony i onieśmielony nową sytuacją, ale ogólne wrażenia na plus. Plan lekcji rozdany (nie jest źle; trzy razy na 12.15 dwa razy na 7.45), obiady opłacone, świetlica zwiedzona ;-) Zaczynamy ;-)
Dzisiaj nie mógł się doczekać kiedy pójdzie do szkoły ;-) a wczoraj krzyczał przy drzwiach i powtarzał przez całą drogę "ja nie chce chodzić do szkoły, ja nie chcę chodzić do szkoły..."

Franio przed wyjściem na rozpoczęcie roku szkolnego (oj nie chciał mieć robionych zdjęć... a szkoda...
Miłego wrześniowego popołudnia

M

środa, 19 sierpnia 2015

Myślałam, że telefonów już nie kradną...;-(

Długo nie pisałam...
Nastrój wakacyjny pochłonął mnie totalnie.
Sprzątam tylko wtedy gdy lepi się podłoga, otwieram komputer tylko wtedy gdy muszę wysłać maila lub przeczytać wiadomości... tak muszę otworzyć komputer bo na telefonie nie jestem w stanie tego zrobić...dlaczego? Bo mi go ukradli!
Okradli mnie w centrum handlowym tuż przed wyjazdem na wakacje... SONY M2 z pękniętym wyświetlaczem.... i mnóstwem Naszych zdjęć... i filmów nie do odzyskania... bezcenny... chociaż dla złodzieja pewnie bardzo cenny ;-(
Ktoś bezczelnie wyjął telefon z mojej torebki (no dobrze może nie byłam zbyt uważna bo załatwiałam ostatnie sprawy przed wyjazdem na wakacje, trochę zaganiana z Frankiem pod pachą i zakupami w torbach no ale...) zorientowałam się dopiero po powrocie do domu, gdy chciałam zadzwonić do R, nagle okazało się, że telefonu nie ma nigdzie... Zadzwoniłam z telefonu sąsiadki, sygnał był, ba nawet dwa sygnały były po czym telefon się rozłączył i wyłączył...
Zgłosiłam go do bazy kradzionych telefonów  i na policję... Mam nadzieję, że pęknięta szybka (która pękła dzień przed kradzieżą) pęknie w telefonie po całości i że telefon zawiesi się na amen...
Jak można okraść matkę z dzieckiem?
...bardzo łatwo...


pozdrawiam

poniedziałek, 6 lipca 2015

Jakie macie spostrzeżenia na temat kupowania używanego samochodu?

Sprzedaliśmy samochód... ;-( mój samochód...
Od dawna wiedzieliśmy, że musimy to zrobić bo Nasza stara poczciwa Vitara była po prostu zwyczajnie za mała (2+2+pies+pakunki+rowery, ech nie... na rowery nie było miejsca, na hulajnogi też =wóz cygański).
Tak więc mój małżonek w czwartek wieczorem ok. 23.00 wystawił ogłoszenie i w piątek rano (po 7.30 ) zadzwonił kupiec. Wow, nie spodziewaliśmy się tego...
Vitara odjechała w piątek wieczorem... Niech im dobrze służy ;-) Porządny, solidny i niezawodny wóz za niewielkie pieniądze ;-) Idealny...
Nasza Vitara miała 16 lat, nie ukrywaliśmy jej wad, dbaliśmy o nią i staraliśmy się naprawiać na bieżąco jej niedoskonałości... wiedzieliśmy, że jest niezawodna, że nie wymaga grubych napraw...

...ale nie o tym chciałam napisać. Chciałam napisać o tym jak inni potrafią bez skrupułów marnować czyjś czas i udawać, że samochód jest wspaniały gdy tak nie jest... Po co?
 A przecież dzwoniliśmy, pytaliśmy się czy wszystko w porządku, czy wszystko działa, czy warto pakować małe dzieci i psa na cały dzień do samochodu po to aby się przejechać... Bo samochodu nie kupiliśmy, był w takim stanie, że szkoda gadać...  rama przerdzewiała chociaż samochód siedem lat młodszy od Naszego, ściągało go w lewo (chociaż właściciel upierał się, że samochód nie był bity), olej nie wymieniany od trzech lat (po co?!, przecież samochód stał w garażu) tapicerka brudna i poprzepalana fajami... A facet chciał za niego jak za zboże...i obraził się, gdy mąż powiedział, że samochód jest w bardzo złym stanie i nie ma szans aby go kupił...(trzeba byłoby wstawić go do mechanika i doprowadzić go do porządku, ale my nie mamy na to czasu...)
Ludzie szanujcie innych i ich czas, to naprawdę nic nie kosztuje...a ile potrafi zaoszczędzić nerwów...


takie tam rozmyślania matki bez samochodu...

Pozdrawiam

wtorek, 9 czerwca 2015

Dziwactwa dwulatka

Janek należy do dzieci, które mają swoje małe dziwactwa. O ile niektóre potrafią rozczulić do łez tak inne są nie do zniesienia ;-)
Do tych uroczych należą maskotki z którymi nie rozstaje się na krok i targa je za sobą wszędzie.
 Janek wchodzi na zjeżdżalnie z konikiem i Groverem i piłką...

A ja piorę je i zszywam konika gdy Jasio smacznie śpi i nie widzi ;-)

Ulubione przytulaczki Jasia


Do tych upierdliwych należą jego przyzwyczajenia; Janek nie lubi zmian, nie lubi gdy zmienia mu się obuwie z zimowego na letnie, gdy zakłada mu się letni kapelusz zamiast zimowej czapki.
Ma też swoje ulubione ubrania, tak dwulatek wie czego chce ;-) zazwyczaj są to ubrania w kolorach czerwonych i pomarańczowych granatowych koszulek i bluz nie cierpi. Ostatnio płakał i zdejmował sobie sam koszulkę, która nie przypadła mu do gustu...

Dżizas... z Frankiem nie miałam tego typu problemów...ba do tej pory ubiera się w to co mu pod nos podstawie bez żadnego ale. Ostatnio tylko poprosił grzecznie:
- Mamo kupisz mi nowy kask?
- dlaczego synku? przecież masz kask i z tego co wiem to jest dobry
- Mamo ale czy widziałaś aby chłopcy po podwórku jeździli w kaskach z żabkami?
-racja...dobrze, kupię Ci nowy kask...
- ale jednokolorowy np. biały albo czerwony ok?
- ok ;-)

Moi chłopcy rosną...
Dobrej nocy
M

poniedziałek, 4 maja 2015

Jakie kwiaty na balkon?

Zawsze gdy wracam do pisania bloga po dłuższej przerwie mam z tym kłopot...
Od czego zacząć?
Tłumaczyć dlaczego nie pisałam? (Bo nie!)
Zaklinać się, że od dziś będę pisać codziennie? ( to niemożliwe...)
Dlatego nie napisze dziś nic co mogłoby mnie usprawiedliwić i zacznę jak gdyby nigdy nic... Od początku ;-)
Mam jakiś słabszy czas... nic mi się nie chce, jestem permanentnie zmęczona, przestałam ćwiczyć z Ewką Chodakowską (co widać po zaokrąglonym brzuchu) i zaniedbałam bloga... Nie wspominając o mężu...
Opuściły mnie siły a pogoda ducha zniknęła gdzieś w tamtym tygodniu... i słuch po niej zaginął.
Niech w końcu przyjdzie ta upragniona wiosna bo mam wrażenie, że co zrobi krok w Naszą stronę za chwile stawia dwa kroki do tyłu (majówkę pewnie spędziła gdzieś za Naszą zachodnią granicą bo u Nas gwizdało i lało jak z cebra) ale nie narzekam, w końcu śnieg nie padał ;-)

Jak tam Wasze balkony?
U mnie w tym roku królują fuksje, piękne bo kwitną nieustannie i stosunkowo niedrogie. Jedna sadzonka to koszt ok 6 złotych.
Pamiętajcie fuksje pięknie rozrastają się gdy mają duże doniczki, lubią półcień i piją sporo wody (podlewanie raz dziennie, ale jeszcze nie teraz, gdy zrobi się naprawdę ciepło ;-)

Stokrotka afrykańska i różowe fuksje na balkonie

Różowa fuksja

Trzymajcie się ciepło
M




sobota, 18 kwietnia 2015

Zapominalska matka...

Czy zdarzyło Wam się kiedyś pojechać na stację benzynową, zatankować auto z dziećmi w środku, pójść do kasy żeby zapłacić i zdębieć po otworzeniu torebki... ?
W torebce brak jakichkolwiek pieniędzy, prawa jazdy...po prostu brak portfela...
Mi się zdarzyło, ostatnio...
Nogi się pode mną ugięły...
Jakie to szczęście, że Pani na stacji, nie wezwała policji tylko spokojnie poczekała na to aż mój małżonek przyjedzie i kasę przywiezie ;-)
Jakie to szczęście, że w torebce luzem znalazłam dwa złote za które mogłam kupić dzieciom coś słodkiego na przeczekanie (choć trudno było znaleźć cokolwiek za dwa złote)
W końcu jakie to szczęście, że zdarzyło się to całkiem blisko domu i że mój kochany mąż w nim był ;)

Jasio w Mini

Dziękuję obsłudze stacji za wyrozumiałość ;-)!!!
Od tej pory będę tankować tylko u Was!

Byliście kiedyś w takiej sytuacji?
Massakra....myślałam, że umrę ze wstydu...

Pozdrawiam
M

sobota, 24 stycznia 2015

Podsumowanie tygodnia

Piszę po ponad tygodniowej przerwie i piszę z wielką ulgą choć wcale nie zapowiada się, że dziś będzie inaczej, że Jasio będzie się lepiej czuł i że będzie troszkę mniej marudny niż to było przez cały ostatni tydzień...
Prawda jest taka, że od czasu kiedy Jasio zaczął chodzić do żłobka ciągle choruje, jest dwa/trzy dni z dziećmi a później tydzień/dwa w domu na kuracji... jak przystało na moje dzieci ma notorycznie problem z zatokami a przez to okropny zielony katar i okropny kaszel prawie, że z pod ziemi (odkrztusza spływającą wydzielinę) a do tego idą mu zęby piątki więc chłopak nic nie chce jeść i cierpi okropnie...nie pomaga Dentinox, jedyną ulgę stanom zapalnym w jamie ustnej dają Nurofen lub Paracetamol, który sprawia, że dziecko znów przez parę godzin jest sobą...Wygląda na to, że katar przechodzi a razem z nim znika kaszel... Jest coraz lepiej chociaż do żłobka pewnie jeszcze nie pójdziemy...

A Franio?
Franio trzyma się póki co świetnie (och żebym nie zapeszyła) wczoraj umówiłam go na szczepionkę przypominającą (Franio ma 5,5 lat)... to dopiero będzie przeżycie...wiem, ze nie będzie łatwo bo Franio jest bardzo wrażliwy na swoim punkcie, każda nawet najmniejsza ranka sprawia, że robi się cały blady więc nawet nie chce myśleć co będzie podczas szczepienia... Ale mam jeszcze troszkę czasu aby go przygotować, jesteśmy umówieni w lutym ;-)

A tata?
Tata ostatnio pracuje...cały czas pracuje...mam wrażenie, że gdyby nie musiał spać pracowałby non stop. Gdy jest się swoim szefem i prowadzi własną działalność gospodarczą nie ma urlopów, nie ma zwolnień lekarskich, ani związków zawodowych, trzeba ciężko pracować na siebie i swoją markę... I co z tego, ze pracuje w domu i mam go pod ręką, kiedy tak naprawdę go nie mam całymi dniami i często nocami bo on pracuje... nie osiem godzin dziennie ale mam czasem wrażenie, że dwadzieścia osiem godzin na dobę...

A ja?
Ja miałam zabieg URSL, już drugi ale o tym w kolejnym poście ;-) zdradzę jedynie, że mój organizm zniósł go o wiele lepiej niż za pierwszym razem ;-) Przynajmniej się porządnie wyspałam pod narkozą ;-P

Na szczęście już weekend, tata pewnie znów usiądzie do komputera, ale czas w sobotę i niedzielę płynie zawsze jakoś spokojniej i mniej nerwowo...
A wczoraj wieczorem jak przystało na normalną polską rodzinę udało Nam się nawet obejrzeć wspólnie film ;-) tata (choć go nie widać) też zerkał zza komputera ;-)

Kino familijne czyli Franio, Janek i Dafii oglądają Garfielda (Daffi była zachwycona ;-)

Miłego weekendu

M




poniedziałek, 8 grudnia 2014

Oda do zmywarki

U Nas dzisiaj sajgon od samego rana, miałam posprzątać, miałam z Daffi wyjść na długi spacer bez dzieci (Jasio w żłobku, Franio w przedszkolu) a tu psikus!!!
Zmywarka się popsuła, więc od rana telefon do hydraulika bo zawór prowizoryczny, do monterów od sprzętu AGD, bo może uda się zmywarkę uratować... Panowie przyjechali, sprzęt wyciągnęli (bo w zabudowie i to takiej, że ciężko było ją ruszyć), rozmontowali, posprawdzali, powzdychali i ...
okazało się, że na gwiazdkę zamiast nowych bucików dostanę nową zmywarkę...
Zmywarko! Nie mogłaś popsuć się po 24 grudnia?!

Zmywarka odmówiła posłuszeństwa, popsuł się programator...



Miłej reszty tego krótkiego jesiennego dnia...

M

piątek, 31 października 2014

Zmiany są dobre, nie bójmy się zmian...

Ostatnio tyle się dzieje, że nawet mimo zmiany czasu na zimowy brakuje dnia. Janek nie może się przestawić więc wstaje z kurami (ba nawet wcześniej bo dziś na przykład jesteśmy na nogach od 5.30 ;-)
Franek zaczął chodzić na Judo więc w środy i piątki zawozimy go po przedszkolu na zajęcia (swoją drogą bardzo fajne)
Janek zaś... idzie dziś pierwszy raz do żłobka na dwie godziny... Docelowo będzie tam chodził dwa razy w tygodniu po 6 godzin ;-)
Dlaczego? Bo widzimy jak w domu się nudzi, bo chyba czas i pora, bo widzimy, że jest radosnym super dzieckiem, które potrzebuje nowych bodźców, zmian a przede wszystkim kontaktu z rówieśnikami...
W całym tym zamieszaniu nie mogę się odnaleźć. Nie boję się o Jasia, wiem, ze trafił do wspaniałego, ciepłego miejsca, boję się o siebie... Przez te 20 miesięcy bardzo się do niego przywiązałam i każdą z nim rozłąkę przypłacam krokodylowymi łzami...

Matka weź się w garść, dzieci rosną, im wcześniej odetniemy pępowinę tym lepiej! Pamiętaj, że dzieci "hodujemy nie dla siebie" lecz dla innego człowieka, urosną i odejdą tak jak my odeszliśmy od swoich rodziców zakładając rodzinę...

Jasio i Franio

A póki co pamiętaj, że dziś:
- musisz posprzątać, jutro przecież goście...
- kupić dynię (przynajmniej x3 i je powycinać na Halloween),
- kupić prezent dla cioci E,
- pojechać do lekarza (od 16.00 - 19.45),
- wyjść z psem,
- ugotować obiad,
- zrobić zakupy na jutrzejszy obiad,
- zrobić dwa prania,

Jak Ci starczy matka czasu to pomyślisz i zapłaczesz a  teraz...  do roboty!!!!

Miłego dnia

M

poniedziałek, 8 września 2014

Czasem warto się usprawiedliwić ;-)

Ale mnie długo nie było...
Tydzień czasu o zgrozo...
byłoby i dłużej ale na szczęście odnalazłam stary komputer mego męża, podłączyłam, uruchomiłam, poczekałam cierpliwie aż się wszystko poinstaluje (bo długo nieużywany) i jestem ;-)
A dlaczego nie ze swojego komputera i dlaczego po tygodniu?
Bo swój ukochany komputer porzuciłam i zupełnie o nim zapomniałam (u mamy), bo jak zwykle będąc w domu rodzinnym miałam pisać i publikować na potęgę bo przecież babcia zajmie się wnuczkiem a ja będę mogła oddać się blogowaniu (zapomnij...), ale jak zwykle wyszło zupełnie inaczej, zero postów, kupa myśli w głowie...
Do dzieła!
Trzeba wszystko poukładać! (może niekoniecznie kocimi łapkami ;-P)

Melduję się na posterunku.

Łapki babcinej kotki o wdzięcznym imieniu Bieda




M

wtorek, 1 lipca 2014

Urodzinowe szaleństwa

Wczoraj miałam urodziny, nic wielkiego, zdążyłam się przyzwyczaić w końcu mam je co roku o tej samej porze, tylko liczba wciąż się zmienia... z roku na rok coraz większa, okrąglejsza... teraz to byle do czterdziestki ;-)
Podobno życie zaczyna się po czterdziestce, coś w tym jest; dzieci będą odchowane, będę miała więcej czasu dla siebie (aby),  nie mogę się już doczekać!!!
Tymczasem jakoś mi źle i szaro, dopadły mnie smutki i rozterki kobiety po trzydziestce...

Tort urodzinowy 


Wczorajszy dzień spędziłam w pędzie, nie miałam czasu nawet usiąść i pomyśleć, biegałam w deszczu za prezentem dla Frania kolegi na urodziny (zjeździłam dwa empiki w poszukiwaniu MAP autorstwa Mizielińskich; książka wszędzie na zamówienie, gdybym chciała zamówić to zrobiłabym to ale skąd mogłam wiedzieć, że nie będzie dostępna od ręki!) w końcu skończyło się na pięknie wydanym "Pinokio", UFFF...
Swoje urodziny spędziłam na imprezie urodzinowej przedszkolaka, wśród pomalowanych buź dzieci i dmuchanych balonów (czego się nie robi dla dzieci;-)

Franio na urodzinach kolegi z przedszkola

 ...a gdy wróciłam i położyłam Franka (Janek już spał) sama też zasnęłam na kanapie przed telewizorem i meczem (podobno fantastycznym) Niemcy - Algieria...

Dla wszystkich zainteresowanych... Imprezę urodzinową zrobię za rok ;-P

M

wtorek, 24 czerwca 2014

Mój mąż rzuca palenie, chyba się wyprowadzę...

Mówią, że pierwszy kryzys w małżeństwie pojawia się po pięciu latach (to by się zgadzało...) jednak w tym przypadku to nie do końca to...
Mój mąż od soboty nie pali ( nie pali to może zbyt dużo powiedziane bo przestawił się na elektronicznego papierosa) w każdym razie przestał palić tradycyjne papierosy (a tak lubiłam podebrać mu czasem jedną sztukę i zapalić na balkonie...).
Odczuwam to na własnej skórze, odezwać się do niego nie można... Nawet Daffi omija pana okrągłym łukiem (ale te psy są mądre...)
Chyba się wyprowadzę, ale gdzie? Do mamy!
Ale ona też właśnie odstawiła... (nie pali od zeszłego czwartku)...
Z dwojga złego wolę humorki męża

A Ty sunia nic się nie martw, już ja mam na niego kobiece sposoby ;-)

Miłego dnia

M

piątek, 6 czerwca 2014

Jak mój mąż pizze przygrzewał

Od dawna wiadomo, że gdy piłka w grze nic się dla mego męża nie liczy nic innego nie istnieje. Dziś mecz Polska - Litwa, w piecu pizza... Dzwonił dzwonek ale nikt nie zwrócił na to uwagi (byłam zajęta, przecież nie ja włożyłam pizze do pieca).
Skończyła się pierwsza połowa, podeszłam do pieca i zdałam sobie sprawę, że dziś pizzy nie będzie...

Spalona na węgiel pizza


Dym szczypie w oczy, okna i drzwi na balkon otwarte są na oścież...
Nawet zapach maciejki nie jest w stanie zniwelować zapachu spalonego ciasta...

A wszystko przez ten mecz!

;-)
M




sobota, 31 maja 2014

Poskromnienie złośnicy

Podły wczoraj miałam nastrój... najwięcej dostaje się wtedy mojemu małżonkowi (zupełnie bez powodu, tak po prostu...)
On wie, że czasem zamieniam się w zołzę... Wie, że wtedy dobrze jest zostawić mnie w spokoju (chwała mu za to). Wie też jak wywołać uśmiech na mojej buzi...
Wczoraj właśnie zastosował jedną ze swoich tajnych broni...
ze spaceru z Daffi przyniósł mi bukiet kwiatów...polnych kwiatów...


Maki i niezapominajki z łąki

Zrobiło mi się głupio... było trudno ale od tej pory trzymałam nerwy na wodzy...
Zabieg celowy z korzyścią dla całej rodziny ;-)

M