Nasza zastawa, moja obstawa

Nasza zastawa, moja obstawa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozterki matki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozterki matki. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 czerwca 2015

Czego boi się sześciolatek?

Mój Franek w piątek idzie ostatni raz do przedszkola, po wakacjach zaczynamy szkołę. Mamy mieć uroczyste zakończenie roku i w ogóle...
Szkoła podstawowa do której Franio jest zapisany od września będzie miała dziesięć pierwszych klas; czyli od IA do IJ.
Jestem przerażona ilością dzieci z jaką Franio się spotka... Franio też jest przerażony, ale nie ilością dzieci (z tym raczej problemu nie ma) ale tym, że czegoś w szkole nie zaliczy, że czegoś nie będzie potrafił zrobić, że nie będzie czegoś umiał...
Jest bardzo przejęty tym, że kończy się przedszkolny okres jego życia ale jednocześnie jest bardzo ciekawy tego co przyniesie nowe...

Wczoraj przed snem powiedział mi:
-Mamo ile dni będę jeszcze chodził do przedszkola?
- Całe trzy ;-)
- Odbieraj mnie teraz z przedszkola później.
- Dlaczego synku?
- Bo nie skończyłem swojej książki z przedszkola a Pani powiedziała, że jak ktoś jej nie skończy to zostanie w przedszkolu na następny rok, a ja chyba już nie chcę... więc muszę ją skończyć...

Obawy sześciolatka...

Jasio i Franio malują farbami

Dziś w szkole u Frania jest Dzień Otwarty na który wybiera się z tatą...
Jestem bardzo ciekawa czego się tam dowiedzą i jakie wrażenie na nich zrobi budynek szkoły oraz nauczyciele ;-)
Wszystko opiszę ;-)

Pozdrawiam
Matka sześciolatka

wtorek, 9 czerwca 2015

Jak tam u Was z silną wolą?

Czasami sama siebie nie rozumiem... z jednej strony narzekam, że mogłabym zgubić parę kilogramów, ćwiczę skalpel razem z Ewą Chodakowską (staram się to robić trzy razy w tygodniu) a przed chwilą zjadłam całą paczkę chipsów paprykowych... na noc... heh...
nie mam do siebie już siły...
...szkoda, że nie mam czekolady... ;-> bo w mojej głowie czekolada właśnie...
(na zdjęciu zresztą też ;->

Zdjęcie rozpuszczonej czekolady 

Pozdrawiam ;-)
M

czwartek, 13 listopada 2014

Czy kupować używane zabawki dla dzieci?

Co myślicie na temat kupowania używanych zabawek dla dzieci?
Pamiętam, że gdy miałam jedno dziecko chciałam obdarowywać go wszystkim co nowe, wszystkim tym co wydawało mi się wtedy najlepsze. Wiele prezentów nie trafionych do tej pory stoi/leży na dziecięcym regale na szczęście pojawił się Janek a przez to, że jest totalnie innym dzieckiem niż Franek często sięga po odstawione zabawki starszego brata. Tak jest z klockami drewnianymi, którymi Franek w ogóle się nie bawił (chyba, że ustawialiśmy drewnianą drogę albo garaż dla resoraków) a Janek uwielbia, zwierzątkami których Franek w ogóle nie uznawał a Janek przepada.

Dlaczego pytam o używane zabawki? Bo ostatnio kupiłam chłopakom (po raz pierwszy) po zabawce z tzw. drugiej ręki i jestem bardzo zadowolona (o dzieciach nie wspomnę ;-).
Czy czegoś im brakuje?
Oryginalnych pudełek ale to dla mnie i dla moich dzieci żaden problem, ważne, że zabawki ucieszyły chłopaków i przez pewien czas były ich numerem jeden (nie oszukujmy się, poszły już w odstawkę).

Oczywiście są sytuacje kiedy nie wypada kupować używanych zabawek, na pewno nie kupujemy ich na prezent, ale jeżeli chodzi o Nasze dzieci nie mam nic przeciwko, powiem więcej jestem ZA!
Coraz częściej przeszukuję ogłoszenia innych mam, które sprzedają zabawki swoich pociech...
Wiem, że w rozsądnej cenie znajdę tam prawdziwe zabawkowe skarby...



Mały Franek w sklepie z zabawkami (dawno temu ;-)



Miłego dnia

M

piątek, 31 października 2014

Zmiany są dobre, nie bójmy się zmian...

Ostatnio tyle się dzieje, że nawet mimo zmiany czasu na zimowy brakuje dnia. Janek nie może się przestawić więc wstaje z kurami (ba nawet wcześniej bo dziś na przykład jesteśmy na nogach od 5.30 ;-)
Franek zaczął chodzić na Judo więc w środy i piątki zawozimy go po przedszkolu na zajęcia (swoją drogą bardzo fajne)
Janek zaś... idzie dziś pierwszy raz do żłobka na dwie godziny... Docelowo będzie tam chodził dwa razy w tygodniu po 6 godzin ;-)
Dlaczego? Bo widzimy jak w domu się nudzi, bo chyba czas i pora, bo widzimy, że jest radosnym super dzieckiem, które potrzebuje nowych bodźców, zmian a przede wszystkim kontaktu z rówieśnikami...
W całym tym zamieszaniu nie mogę się odnaleźć. Nie boję się o Jasia, wiem, ze trafił do wspaniałego, ciepłego miejsca, boję się o siebie... Przez te 20 miesięcy bardzo się do niego przywiązałam i każdą z nim rozłąkę przypłacam krokodylowymi łzami...

Matka weź się w garść, dzieci rosną, im wcześniej odetniemy pępowinę tym lepiej! Pamiętaj, że dzieci "hodujemy nie dla siebie" lecz dla innego człowieka, urosną i odejdą tak jak my odeszliśmy od swoich rodziców zakładając rodzinę...

Jasio i Franio

A póki co pamiętaj, że dziś:
- musisz posprzątać, jutro przecież goście...
- kupić dynię (przynajmniej x3 i je powycinać na Halloween),
- kupić prezent dla cioci E,
- pojechać do lekarza (od 16.00 - 19.45),
- wyjść z psem,
- ugotować obiad,
- zrobić zakupy na jutrzejszy obiad,
- zrobić dwa prania,

Jak Ci starczy matka czasu to pomyślisz i zapłaczesz a  teraz...  do roboty!!!!

Miłego dnia

M

wtorek, 30 września 2014

Chyba się rozsypałam...

Jest tyle spraw o których chcę napisać, codziennie tyle się dzieje w tych Naszych czterech ścianach... jednak od paru dni zeszła ze mnie para (kiedyś powiedziałabym "Mam niedzień").
Coraz częściej dopadają mnie myśli"co dalej kobieto?, Janek robi się coraz starszy, niedługo puścisz go do przedszkola a Ty?"
A ja ciągle nie mam na siebie pomysłu...
Może powinnam przeczytać jakąś mądrą książkę?  Może macie jakieś godne polecenia tytuły?
Jestem w rozsypce...
Nie mogę się do niczego zmusić (nawet ćwiczenia sobie odpuszczam na rzecz gapienia się w TV), próbuję robić różne rzeczy tj. uczenie się języka, malowanie... żeby ten czas spędzony z dziećmi był też trochę mój, ale to wszystko przychodzi z wielkim trudem ...

Ja i mój mąż, Żelazowa Wola, sierpień 2014

Przybija mnie myśl o tym, że robię się coraz starsza, że na rynku mnóstwo młodych, którzy często wiedzą dużo więcej ode mnie, że są uczeni i przystosowywani do życia inaczej niż było to jeszcze piętnaście lat temu...
Np. ostatnio na spotkaniu rodzinnym z okazji imienin mojej babci dowiedziałam się od mojego brata ciotecznego, że teraz nie piszę się CV teraz piszę się EUROPASS CV (czyli CV międzynarodowe)... "niech ktoś zatrzyma wreszcie świat... ja wysiadam..."

M

poniedziałek, 1 września 2014

Czy sterylizacja jest potrzebna?

Nadszedł moment, kiedy będziemy sterylizować Naszą sunie... Daffi (nasza goldenka) ma już ponad rok i zbieramy się z tym zabiegiem co najmniej od miesiąca (zawsze coś Nam przeszkadzało) ale wydaje się, że już nie ma ucieczki...
Mamy datę.
Zabieg sterylizacji odbędzie się jutro w samo południe.

Jak przygotować sukę do sterylizacji?
Dziś (dzień przed zabiegiem) pies może jeść tylko do 20.00, później odstawimy jej miskę z karmą. Pić wodę może jutro do dwóch godzin przed zabiegiem. Do tego miała robione badania krwi i wymaz...

Martwię się o nią, to będzie operacja i chociaż wszyscy mądrzy tego świata twierdzą, że to zabieg bezpieczny i że dzięki niemu Daffi będzie zdrowsza to boję się okropnie...
Mam wrażenie, że czegoś ją pozbawimy, że pozbawimy ją radości jaką niesie za sobą macierzyństwo (wiem, wszyscy mądrzy twierdzą, że psy/suki nie mają instynktu macierzyńskiego a swych pociech chcą pozbyć się jak najprędzej...), że pozbawimy ją pieskowej kobiecości (jeżeli wiecie co mam na myśli...), że po tym zabiegu świat dla Naszej Daffi nigdy nie będzie już taki sam...
Pomimo tych wszystkich wątpliwości zdecydowaliśmy się na zabieg sterylizacji...
Trzymajcie kciuki aby wszystko poszło jak należy...

Zabieg będzie trwał trzy może cztery godziny, w tym czasie nie będzie Nas przy niej, gdy Daffi wróci do domu nie zastanie w nim ani mnie ani Janka (zabieram go do babci aby jej nie męczył). Sunia będzie potrzebowała spokoju aby dojść do siebie...

Janek i Daffi

Jakie są Wasze doświadczenia w tym temacie? 
Czy Wasze sunie długo dochodziły do siebie po zabiegu?
***

Dobrej nocy

M

czwartek, 21 sierpnia 2014

Jam jest matka... niepracująca!!!

Miałam dziś nie pisać, nie mam głowy do pisania...jakoś tak smutno i bezradnie ostatnio czuję się sama ze sobą... Ale jak przeczytałam artykuł dotyczący dyskryminowania matek niepracujących tz. "siedzących w domu" postanowiłam odpalić komputer!
Czy my (matki tz. niepracujące) siedzimy w domu i tylko odliczamy dni do wypłaty męża aby zaraz roztrwonić ją na bzdety? Czy leżymy i pachniemy, czy sprząta, pierze gotuje się samo?
Wiem, że co poniektórym siedzenie w domu z małym dzieckiem może wydawać się cudowne, przyjemne i absolutnie nie męczące, a kobiety które zostają w domu ze swoimi dziećmi nazywa się leniwymi, bo przecież nic nie robią ale ten który pisał o matkowaniu w taki właśnie sposób chyba nigdy nie był matką, nie obcował ze swoim dzieckiem 24/h...
Otóż matki tz. niepracujące mój drogi autorze/torko to maszyna nie do zajechania, cyborgi to kobiety pracujące fizycznie całą dobę bo gdy Ty siedzisz popijasz w spokoju kawę i wymyślasz kolejny tekst naśmiewający się z kobiet, które zrezygnowały na pewien czas z pracy zawodowej One właśnie ugotowały zupę, posprzątały mieszkanie, wyszły dwa razy z psem, przebrały trzy razy dziecko jedno a drugie dawno wywiozły do przedszkola. Jadą właśnie na zakupy z wrzeszczącym maluchem (bo temu akurat znudziło się siedzenie w wózku i chętnie by pochodził na parkingu pełnym aut) a wszyscy dookoła patrzą się na nią jak na wyrodną matkę, rzucając złowrogie spojrzenia i komentarze typu: " gdyby Pani go kochała to by nie płakał" - tekst autentyczny, jaki usłyszałam w jednym z Centrów Handlowych gdy Franio był mały.
Ale przecież Ona siedzi w domu z dzieckiem, nie pracuje...
To prawda, że czasem nie mamy czasu pójść do fryzjera (mój odrost prosi o pomstę do nieba), że wszystkie potrzeby Nasze przedkładamy nad potrzeby dzieci i męża ("Matka Polka"), że jesteśmy przez to postrzegane jako nieatrakcyjne i głupie, że rozmawiamy tylko o Naszych pociechach, praniu, sprzątaniu i gotowaniu...

Sorry taki mamy etap!

Żyjemy teraz na nieco innych obrotach... zajmujemy się Naszymi dziećmi, oddajemy im wszystko to co w Nas najlepsze... To Nasz wybór. Na wszystko inne przyjdzie czas...
Nie krytykujcie Nas za to!

Dziś mam koralowe paznokcie ( w ramach manifestu!)

Dobranoc
M

piątek, 30 maja 2014

Dylematy matki...

Smutno mi, jakoś...
Właśnie wpłynęła na moje konto ostatnia wypłata z tytułu urlopu wypoczynkowego (jaki wykorzystałam cały po urlopie macierzyńskim) od teraz będę na "garnuszku męża"...
Urlop wychowawczy - to była Nasza wspólna decyzja...

Nie kalkulował się Nam mój powrót do pracy, nie mamy babci na miejscu, niania "zjadłaby" moją wypłatę całą, żłobek? zjadłby mojej wypłaty 3/4, nie byłoby mnie w domu 10 godzin dziennie...do tego musiałabym się liczyć z częstymi zwolnieniami ze względu na choroby żłobkowe (wiem co piszę, przerabiałam to gdy Franio poszedł do żłobka kiedy miał rok i dwa miesiące a ja wtedy wróciłam do pracy).

To była świadoma decyzja, ale mimo wszystko dziwnie się z nią czuję... pracowałam od 18 roku życia, przez całe studia, wyjeżdżałam na prace wakacyjne...
Lubię być niezależna finansowo (kto nie lubi...?)
To niezwykle ważne dla kobiety, nie prosić, mieć komfort tego, że zarabia sama na swoje przysłowiowe "waciki"...

Co dalej będzie z moją ścieżką kariery? Na razie jestem "proszę Pana na zakręcie"...

Kamieniec Podolski, Twierdza, lato 2008

Pamiętajcie "gdy zamykają się drzwi, otwiera się okno..." Znam siebie, dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych, ten stan nie będzie trwał wiecznie... poradzę sobie, coś wykombinuję ;-)

Tym optymistycznym akcentem kończę mój ponury wpis i biorę się za obiad... Dziecko i męża trzeba nakarmić ;-)

Ps. moja torba cały czas wisi na krześle, nigdzie nie pojechałam...dziś chyba ją rozpakuję, winogrona w plastikowym pudełku mogły się już podpsuć odrobinkę ... ;-/

Miłego
M