Nasza zastawa, moja obstawa

Nasza zastawa, moja obstawa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 maja 2015

Młoda kapusta z marchewką i koperkiem wersja bez mięsa

Widzę, że maj upływa mi na gotowaniu, patrząc po tematyce majowych wpisów nie mam żadnych wątpliwości ;-) ale co zrobić gdy w około tyle zielonych pyszności z których warto pichcić, gotować i przyrządzać ;-)
Wczoraj na troski mojego męża postanowiłam ugotować młodą kapustę, taką jak robi moja mama, z koperkiem i marchewką... niestety bez mięsa bo nic nie miałam co nadawałoby się do młodej kapustki ale za to poszłam po schab i nasmażyłam kotletów schabowych ;-) Dawno nie było w Naszym domu tak tradycyjnego i pysznego obiadu ;-)
Czasami zapominamy o smakach z dzieciństwa, dobrze jest czasem do nich wracać...

Młoda kapusta z marchewką i koperkiem

składniki:

- dwie główki poszatkowanej młodej kapusty,
- gruby pęczek koperku,
- dwie starte stare marchewki (jeżeli masz młode warzywa wystarczy jak je pokroisz w półplasterki),
- dwie łyżki masła (do zasmażki),
- dwie łyżki mąki pszennej (do zasmażki),
- sok z jednej cytryny,
- sól (ok. 2 łyżeczki),
- pieprz (ok. 1 łyżeczkę),
- cukier (ok. 2 łyżeczki),

Przygotowanie:

Młodą kapustę obedrzyj z brzydkich liści, poszatkuj (razem z głąbem)


zalej wodą i obgotuj (zawsze przed gotowaniem kapusty obgotowuję ją aby pozbyć się wszelkiego robactwa i chemii). Gdy obgotujesz kapustę wylej z niej wodę i nalej nową wodę (nie za dużo) dodaj startą na tarce marchewkę. Postaw na ogniu posól, dodaj cukier, pieprz i gotuj do miękkości kapusty. Gdy kapusta będzie miękka (powinna szybko się ugotować) wrzuć do niej koperek i przygotuj zasmażkę I stopnia czyli tą najjaśniejszą ;-)

Zasmażka I stopnia

Rozpuść na patelni masło (2 łyżki), gdy je rozpuścisz wsyp mąkę (2 łyżki) cały czas mieszając. Gdy mąka połączy się z masłem tworząc płynną jasną masę wlej ją do kapusty i wymieszaj (pamiętaj aby nie przetrzymać zasmażki zbyt długo na ogniu bo będzie brązowieć). 

Teraz pozostaje tylko wlać do środka sok z jednej cytryny (moja mama używa kwasku cytrynowego) przyprawić do smaku i gotowe!

Młoda kapusta z marchewką i koperkiem

Tak przygotowana kapusta będzie wspaniale smakować w zestawie z młodymi ziemniakami i kotletem schabowym ;-) 

Mam nadzieję, że narobiłam Wam smaku ;-PP

Pozdrawiam




poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Zlot zabytkowych pojazdów w Piasecznie

Byliście, widzieliście?
Zlot zabytkowych pojazdów w Piasecznie uważam za bardzo udany.
Auta z duszą, ogromne amerykańskie wozy typu Buick i Lincoln z kanapami na dziesięć osób versus Nasze Fiaty 126p, którymi podróżowały całe rodziny z dziećmi, wózkami i psami... Historia motoryzacji zebrana na targowisku miejskim...
Franek z Jankiem byli zachwyceni (nie wspomnę o moim mężu ;-), który wśród wystawionych aut odnajdywał swoje kolejne samochody...
Janek jako fan Volkswagenów nie przeszedł obojętnie obok żadnego z wystawionych na pokaz ;-)

 Volkswagen transporter (tzw. ogórek) w świetnym stanie wizualnym jak i technicznym ;-)


a Franek?
Franek jako przyszły kierowca rajdowy podziwiał drifty i jazdy na czas starych aut ;-) Okazało się, że Polonez lepszy czas miał gdy przejechał tor tyłem niż przodem ;-)

 Polonez podczas jazdy na czas

Fiat 126p podczas jazdy na czas

Pierwszy raz byliśmy na tego typu imprezie i wiemy jedno, nie odpuścimy już żadnej ;-)


Chevrolet


Miłego dnia

M

poniedziałek, 9 marca 2015

Wspomnienie Portugalii...

Już jakiś czas temu ruszyła portugalska kampania w Biedronce.
Jestem ciekawa czy przyrządzaliście coś z listy Biedronkowych przepisów?
Bo do Biedronki przekonałam się całkiem niedawno...


Skusiłam się i zrobiłam zupę rybną, wyszła wspaniała, a do tego zrobiłam ją w zaledwie 25 minut...

Przepis na zupę rybną

Ostatnio kupiłam też zamrożoną polędwicę z dorsza i krewetki tygrysie w całkiem przystępnej cenie (to nie jest wpis sponsorowany).

Super, jestem zachwycona bo w Portugalii a dokładniej w Lizbonie byłam raz i pamiętam te wystawy sklepowe pełne świeżych ryb i owoców morza, akwaria z "żywym towarem" wystawione przed witryny sklepowe...
Raj dla rybożerców...

Pamiętam również jakie wrażenie zrobiła na mnie Katedra pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny i owocujące tuż obok niej drzewko pomarańczowe... w styczniu...



Katedra wiktoriańska pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny w Lizbonie, styczeń 2012

Piękna jest Lizbona, kto będzie miał okazję niech pojedzie koniecznie...


Ozdobne płytki ceramiczne zwane Azulejos, jeden z symboli Portugalii, płytki są wszędzie, stare zniszczone przez czas ozdabiają domy i ogrodzenia 

Jeżeli zastanawiacie się gdzie pojechać na wakacje a Portugalia wchodzi w grę, to nie zastanawiajcie się dłużej...

Widok na wody Oceanu Atlantyckiego, styczeń 2012

Rozmażyłam się...

Dobrej nocy

M



poniedziałek, 2 marca 2015

Uwaga Kleszcze!

Nie wiem, ale gdy byłam dzieckiem biegałam po lasach, łąkach sadach i nigdy ale to nigdy nie widziałam na oczy kleszcza. A przecież bawiłam się z psem podwórkowym, wchodziłam do jego budy i udawałam, że to mój domek, hodowałam koty i przenigdy nie zetknęłam się z tym obrzydliwym pajęczakiem.
Czy to możliwe, że kleszcze pojawiły się niedawno?
A może to wina niewypalanych łąk i suchych traw, siedlisk tego potworzastego małego krwiopijcy...? Zapewne coś w tym jest...
Piszę o kleszczach ponieważ w sobotę mój mąż wziął Daffi na spacer, piękna "wiosenna" pogoda sprzyjała wyprawom w podmiejską dzicz na tzw. pola (tereny nieuprawiane, nad rzeką, zarośnięte i całkiem niedaleko.) Gdy wracał zdjął z Naszej suni sześć kleszczy, ja w domu wiskając psa zdjęłam cztery kolejne (na szczęście pajęczaki nie były wbite, ale zakopane w grubej sierści Goldenki).
To, że kleszcze nie były wbite jest też zasługą dobrej obroży przeciw pchelno-kleszczowej, dzięki niej pasożyty są otępiałe i nie wiedzą co robić, gdzie i jak się wbić...aż w końcu zasychają ... (tak, tak parę razy znaleźliśmy w sierści Daffi zaschnięte osobniki).

 Za jakiś czas zawołał mnie Franio:
-"Mamo pająk chodził mi po ręku, jest na kanapie!!!"
Wiedziałam co to oznacza...kleszcz w domu... to prawie tak jak wąż w domu, nigdy nie wiesz kiedy zaatakuje!
Szybko znalazłam pajęczaka, zabiłam i utopiłam w toalecie...
Tego brakowało, zabrałam się do przeglądania dzieci i odkurzania (żeby w razie czego wciągnąć kleszcza do odkurzacza)  Daffi była jeszcze wiskana ze trzy razy, czysto, odetchnęłam z ulgą...



Uważajcie, jest ciepło i sucho, idealne warunki dla wygłodniałych kleszczy...

Spacer 

Miłego dnia

M

sobota, 3 stycznia 2015

Warcaby gra dla małego i dużego ;-)

Czy jako dzieci graliście w warcaby? A może nadal grywacie?
Ja wczoraj, dzięki mojemu starszemu synowi przypomniałam sobie jak bardzo lubiłam grać w tą prostą planszową grę. Warcaby obok karcianej gry w wojnę były najfajniejszym sposobem na nudę z moim dziadkiem Romanem ;-) Jak łatwo zapomina się o miłych chwilach z dzieciństwa...
Wczoraj będąc na zakupach Franek przyniósł mi pudełko warcabów i powiedział tym swoim nowym  sposobem na matkę:
-"szkoda, że nie możemy kupić tej gry.."
 ech...spojrzałam...warcaby
- "a będziesz w to grał?" spytałam
- "Będę!"
- "no dobrze", i wrzuciłam do koszyka.
Wiem, miałam mu już nic nie kupować bo Mikołaj przecież niedawno i w ogóle ... ale pomyślałam troszkę egoistycznie, że ja chętnie przypomnę sobie zasady tej gry i będę cieła z mężem po nocach w warcaby ;-P
Wiem, że warcaby wśród tysiąca innych gier planszowych nie zachęcają, ale gdy zacznie się w nie grać sprawiają, że nie możesz się oderwać ;-) no i powracają wspomnienia...

Franek jeszcze jest małą gapką, dużo trzeba mu podpowiadać ale trening czyni mistrza!

Tata i Franio grają w warcaby

Pozdarwiam

M

piątek, 24 października 2014

Jesienne z Frankiem wypieki

Odkąd pamiętam  mama "goniła" Nas z kuchni (mnie, mojego młodszego brata i starszą siostrę) nie pozwalała Nam sobie pomagać bo łatwiej jej było samej coś przygotować niż później sprzątać po Nas... Mam jej to trochę za złe, bo ominęła Nas radocha mieszania, pieczenia i robienia posiłków wspólnie, bo nie rozwinęła się we mnie ciekawość smaków, długo nie wiedziałam jak przygotować najprostszy posiłek, a ziemniaki do tej pory obieram na kwadratowo (chociaż z obiadu na obiad jest coraz okrąglej ;-P).
 Pamiętam jak kiedyś zadzwonił do mnie brat (jak już byłam na studiach) i zapytał:
-"Magda, ile czasu gotować parówki?"
zdębiałam i odpowiedziałam:
- "Aż będą miękkie"
Tak więc sami widzicie wszystkiego uczę się teraz, gdy sama jestem mamą, często dzwonię do swojej mamy, często też przeszukuję Internet, miksuję wiedzę, dodaję coś od siebie i tworzę nowe przepisy...

Cieszę się gdy moje starsze dziecko próbuje mi pomagać w kuchni. Angażuję go w każdą pracę, łącznie z wynoszeniem śmieci. Lubię gdy miesza, próbuje, podjada. Czasami irytuję się, że coś robi powoli, że narozwala, że powylewa, ale to drobnostki. Efekt końcowy zawsze jest imponujący i nieważne czy robimy kisiel czy też może muffinki dyniowe (tak jak wczoraj ;-) Zawsze jest przy tym wesoło, pachnąco i smacznie.
Chwile spędzone razem...bezcenne....

Franio nakłada ciasto muffinkowe do foremek


Franek i jego muffinkowa sowa

Nasza muffinkowa uczta

Swoją drogą polecam przepis na muffinki dyniowe z jabłkiem i cynamonem, który linkuje w tekście powyżej. Ciasto jest fantastycznie jesienne chociaż następnym razem dodamy więcej cynamonu ;-)

Dziękujemy wszystko zjemy ;-)

M

poniedziałek, 13 października 2014

Rozmowa o śmierci z dzieckiem

W sobotę byliśmy na cmentarzu, porządkowaliśmy grób rodziców mojego męża... Cmentarz na którym pochowani są dziadkowie chłopców jest przepiękny, pełen wiekowych drzew i spadających na głowę żołędzi...

 Kaplica grobowa rodziny hrabiów Potulickich herbu Grzymała

Wieczorem gdy usypiałam Frania On zaskoczył mnie pewną rozmową... nie wiedziałam jak się zachować, co powiedzieć...

-"Mamo ja będę płakał"
- "Dlaczego synku ? Coś się stało?"
- "Będę płakał gdy umrzesz..."
- "Kochanie dlaczego miałabym umrzeć?"
- "Bo jesteś starsza ode mnie..."
- "Kochanie wszyscy kiedyś umrą... tak już jest ale gdy ja umrę będę cały czas w Twojej głowie i Twoim serduszku, będę patrzyła na Ciebie z góry i będę się Tobą opiekowała..."
- "A może jak będziesz siedziała na chmurce i będziesz figlowała z aniołkami to one zrzucą Cię do mnie i ożyjesz ;-)"
- " To niestety nie będzie możliwe kochanie, ludzie nie ożywają..., ale nie martw się kochanie, ja jeszcze nie umrę, jeszcze Cię troszkę pomęczę ;-)"

 Postarałam się to wszystko sprowadzić do żartu...ale wcale nie było mi do śmiechu, mój mały synek przeżywa w swoim małym serduszku istotę życia i śmierci a ja nie wiem jak mu w tym pomóc... Jak go ze śmiercią oswoić...
Czy można się z nią w ogóle oswoić?

Pogodzić..., być może można się z nią pogodzić...
Pamiętam, że gdy ja byłam dzieckiem i dotarło do mnie, że kiedyś moi rodzice umrą, że kiedyś ja umrę... wstrząsnęło mną to okropnie... To było coś co zaprzątało moją głowę i przeżywałam to jako mała dziewczynka bardzo, bardzo długo...nie chciałam zostawać sama, nie wyobrażałam sobie życia bez moich rodziców...szukałam sposobu aby można było śmierci uniknąć.
Później nastąpiła seria snów katastroficznych, o pożarach, tornadach, które mnie porywają, o śmierci w obozach koncentracyjnych a nawet o śmierci w katastrofie Titanica, pamiętam te sny bardzo dokładnie, chociaż byłam dzieckiem, a może właśnie dlatego.
Teraz gdy jestem dorosła i sama stałam się mamą, która wie, że kiedyś te swoje dzieci zostawi, że kiedyś umrze jeszcze trudniej jest się z myślą o umieraniu pogodzić...



Dobrej nocy

M

wtorek, 7 października 2014

Wspomnienie Anny Przybylskiej...

Wiesz... nie napisałabym już dzisiaj niczego, gdyby nie zabawka Jaśka, której muzyczka włączyła się bez powodu w środku nocy... Obudziłam się w ubraniu leżąc obok najmłodszego w rodzinie.
Nic nie dzieje się bez przyczyny, zabawka włączyła się bo Daffi czekała na wieczorny spacer (mojemu mężowi też przysnęło się kładąc najstarszego ;-).
Szybko wzięłam zaległy antybiotyk (dlaczego, o tym w jednym z kolejnych postów) ubrałam się i wyszłam z Daffi...
...a teraz mam chwilę ...
Wczoraj wieczorem zmarła aktorka Anna Przybylska... przepiękna i mądra kobieta, wspaniała matka... zmarła na raka trzustki w wieku zaledwie 35 lat...

...

....;*(
xxx

M


poniedziałek, 22 września 2014

Radziecki stary traktor budzi wspomnienia

Gdy Franio był młodszy uwielbiał pociągi, za każdym razem gdy widział ciuchcie zapalały mu się w oczach ogniki i otwierała buzia.
Janek robi to samo gdy widzi traktory. Ostatnio traktor przyjechał do dziadka gdy byliśmy na wsi, ale nie był to traktor nowoczesny, olbrzym jakie teraz widzimy na polach ale taki zwykły, radziecki, traktor, który pamiętam ze swego dzieciństwa...



Maszyna cały czas ta sama, tylko wujek, który z niej wysiadł jakby starszy i ja oczywiście troszkę bardziej poważna, matka ale wciąż ta sama mała dziewczynka, która bawiła się w tym właśnie traktorze...
Ciepło  mi się zrobiło na sercu, gdy na podwórko wjechał ten wehikuł  ;-)
To był taki powrót do przeszłości, do której zabrał mnie stary traktor stojący na podwórku...

Janek i traktor


Miłego dnia

M

sobota, 12 lipca 2014

Powstaniec Warszawski odnaleziony po latach

Chcę Wam opowiedzieć pewną historię wojenną... Dotyczy ona kogoś bliskiego, nie znałam go osobiście, lecz znam go z opowieści, listów, starych zdjęć i wspomnień mojego dziadka.
Dlaczego chcę to wszystko opisać?
Bo sama nie wierzę w to co udało mi się ustalić, w to co odnalazłam po latach...
Bo byłam w domu i znowu oglądałam stare fotografie wpatrując się w twarze, których już nie ma, szukając w ich oczach czegoś... duszy, czytałam korespondencję sprzed lat i próbowałam sobie to ich ówczesne życie wyobrażać...
Dla samej siebie i dla tych, którzy tak jak ja szukają/szukali i znajdują/znaleźli bo ten kto nie szuka nigdy nie dojdzie prawdy.

Mój dziadek urodził się w międzywojniu (dokładnie rok 1920) i był najmłodszym z trzech synów Heleny i Michała; Julek (najstarszy), Włodek i Romek (mój dziadek, najmłodszy z rodzeństwa). Gdy wybuchła II wojna światowa miał jak nie trudno policzyć dziewiętnaście lat. Jego brat Juliusz ożenił się i mieszkał w Warszawie.

Kenkarta (niem. Kennkarte) Juliusza

Podczas wojny pracował (jak wynika z zachowanych dokumentów)

Zaświadczenie o zatrudnieniu wydane podczas II wojny światowej

...gdy wybuchło Powstanie Warszawskie (sierpień 1944) brał w nim udział, zaginął jak tysiące młodych ludzi...


Mój dziadek szukał go całe życie, wysyłał listy na które dostawał odpowiedzi bez informacji nt. Julka. W końcu na grobie rodzinnym wyrył napis, ze Juliusz L. zginął podczas Powstania Warszawskiego, nie przypuszczał nawet, że mogło być inaczej...

Prawdy doszłam dzięki mojemu wujowi (odnalezionemu po blisko 100 latach ale to zupełnie inna historia), który przesłał informacje, że znalazł ślad Juliusza L. więźnia obozu KZ Dachau pod numerem 29 473. Niewiele myśląc napisałam do archiwum Dachau, w odpowiedzi napisali, że Juliusz nie umarł w DACHAU a numer więźnia został mu nadany w obozie Natzweiler gdzie przetransportowano go parę dni po tym jak przyjechał z Warszawy do DACHAU.
Do Dachau został przywieziony 12 sierpnia 1944 roku. Rodzice, bracia, żona...nikt nic nie wiedział... 


Nz. od lewej Julek, jego żona Ksenia i rodzice Helena i Michał

Gdy pisałam do archiwum w Bad Arolsen dostałam w odpowiedzi pisma wysyłane do rodziny dziadka nt. Juliusza L. (pisma pochodziły z lat '50 XX wieku), nie wiem czy dziadek je czytał... nie wiem czy dziadek wiedział o losie swojego brata, nigdy nie opowiadał mi o tym dlatego wszystko czego się dowiadywałam było dla mnie niesamowite i tak bardzo przykre...
Nigdy nie przypuszczałam, że grób Julka jest tylko symboliczny, że jego szczątki znajdują się cały czas z dala od domu...

Oto informacje jakie udało się pozyskać z dokumentów znajdujących się w archiwum:

"The following information has been taken from the documents found in the ITS archives:

Name: xxx
First name: Juliusz/Julius Zbign.
Date of birth: 02.02./02.12.1917 
Place of birth: Neachesin/Pultusk

Internment:

12 Sep 1944 committed from Warszawa to Concentration Camp Dachau
24 Sep 1944 deported to Concentration Camp Natzweiler/Outlying Commando

Prisoner number: 107242
NS prisoner category: protective custody
Nationality: Polish


Mannheim-Sandhofen (Please note: The commando was also referred to as “Mannheim-Waldhof”)
Prisoner number: 29473

23 Dec 1944 deported to Concentration Camp Natzweiler/Outlying Commando
5 March 1945 died there at 05.30 a.m., 
cause of death: pneumonia"


Tak więc udało mi się ustalić, że Juliusz żył jeszcze przez siedem miesięcy, z dala od domu, od żony która zapewne odchodziła od zmysłów nie wiedząc co się z nim stało, wywieziony i przetrzymywany w nieludzkich warunkach jako więzień w kategorii "areszt ochronny"  (ochronny przed czym?), zmarł na zapalenie płuc...w momencie gdy koniec wojny i wyzwolenie było tylko kwestią czasu... 

Dlaczego o tym wszystkim napisałam ?
Bo nie ma dnia abym nie myślała o tych wszystkich okropnościach II wojny światowej. 
Bo te wszystkie historie o których słyszałam są we mnie głęboko...
Myślę, że mamy wielkie szczęście, że żyjemy właśnie tu i teraz...
W końcu dlatego bo niedługo kolejna (już 70) rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego...
bo niedawno ludzie mogli zobaczyć na szklanym ekranie film dokumentujący walki powstańcze, 
...bo może gdzieś na tych kadrach nagrany jest Nasz Julek...


Film "Powstanie Warszawskie" to pierwszy na świecie film fabularny zmontowany w całości z materiałów dokumentalnych, opowiadający o tytułowym wydarzeniu poprzez historię dwóch młodych reporterów, świadków powstańczych walk. Film wykorzystuje autentyczne kroniki filmowe z sierpnia 1944 roku. 

M

piątek, 11 lipca 2014

Wakacje u dziadków

Właśnie wróciliśmy z krótkich wakacji u dziadków i uwierzcie mi, że gdybym miała tam Internet pisałabym codziennie. Było fantastycznie (jak zawsze u mamy i taty), pogoda dopisała, chłopcy szaleli na podwórku od rana (dosłownie Janek raz był na dworzu już o godzinie 6.30) do nocy.

Janek na podwórku u babci po tym jak odkrył błotko, w którym można było się bawić ;-)

Franek w tunelu

Była rzeka (ale o tym w kolejnym poście), był basen, piach i trawka, żółte zboża, polne bukiety, stare krzyże i kapliczki przy drodze i te widoki wsi mazowieckiej...

Drewniany krzyż stojący w połowie drogi między jedną wsią a drugą, gdy byłam małą dziewczynką mówiono, że w pobliżu tego krzyża straszy, zawsze bałam się obok niego przechodzić...

Uwielbiam tą piaszczystą ziemię, tak jałową, że rośnie na niej tylko żyto i ziemniaki, łąki na których wypasają się czarno białe krowy i te lasy sosnowo-brzozowe pełne grzybów i jagód. Znam tam każdy kamień, każde drzewo (chociaż wyjechałam z rodzinnego domu w wieku piętnastu lat) krajobraz niezmienny, ciągle ten sam tylko ludzi coraz mniej... Młodzi wyjeżdżają a starsi umierają... pozostawiając po sobie rozpadające się domy...

Żyto pełne habrów

Bo dlaczego młodzi ludzie mieliby zostawać a co dopiero osiedlać się na wsiach? Z czego mieliby żyć, skoro nawet szybki Internet to tam problem (wodociąg doprowadzono do mojego domu rodzinnego dwa lata temu). Niesamowite ale w XXI wieku 60 kilometrów od Warszawy trudno o porządny Internet. Ten, który mają rodzice to Internet bezprzewodowy, działa ale ma ograniczenia i czasem hula a czasem... nie hula. Jak mu się chce ;-P


Pięknie było...
Myślę, że Daffi też miło wspomina Nasz tygodniowy pobyt na wsi...

 Janek, Franek i Daffi w piasku skoro świt

... tylko biedny tata musiał wracać, żeby popracować i nadrobić zaległości w spokoju...

Życzę sobie i Wam więcej takich właśnie beztroskich dni...

Dobrej nocy

M

piątek, 4 lipca 2014

Aloes drzewiasty (Aloe arborescens) w domu

Gdy byłam małą dziewczynką u mojej babci na parapecie zawsze stał aloes. Nie wiem czy był to aloes drzewiasty (Aloe arborescens) czy może jakiś inny, wtedy nie miało to dla mnie znaczenia ale zawsze gdy przychodziłam z podwórka z ranką babcia łamała listek rośliny i pocierała nim moje skaleczenie. Ulga była natychmiastowa i jakoś tak magicznie było razem z babcią zielarką...
Mam wrażenie, że aloes jest wyparty z Naszych domów przez inne dużo bardziej ozdobne kwiaty a przecież to bardzo przyjazna człowiekowi roślina. A przecież produkty z aloesem zaczynają być bardzo modne (jeżeli tak to można nazwać). Coraz więcej się go pije, używamy coraz więcej kosmetyków z aloesem (chwyt reklamowy, czy rzeczywiście coś w tym jest?) 
Nie wiem ale pamiętam tą ulgę za każdym razem gdy babcia smarowała mi ranki aloesowymi liśćmi... 
Dlatego zakupiłam (przez allegro, w rzadnej z pobliskich mi kwiaciarni nie mogłam dostać tej rośliny) roślinę dwuletnią aloesu drzewiastego, stoi na balkonie i czeka na moment gdy jego kojąca moc miąższu będzie niezbędna ;-)


Aloes nie jest trudny w uprawie, latem dobrze wystawić go na balkon lub podwórko (Uwaga nie lubi bezpośredniego słońca). Latem odlewamy go dwa razy w tygodniu (roślina bez wody, którą magazynuje w liściach, może przetrwać ponad miesiąc) w zimię raz na dwa tygodnie. Należy pamiętać, że aloes ten naturalnie rośnie na terenach piaszczystycz i kamienistych. Lubi mieć dużo miejsca na swoje korzenie dlatego powinno się go przesadzać co roku. Rozsadzamy poprzez oderwanie bocznej odnóżki, przesuszenie jej przez tydzień a następnie ukorzenienie jej w doniczce z odpowiednim podłożem. 

A Wy macie aloes w domowym ogródku?


Aloes drzewiasty (Aloe arborescens) roślina dwuletnia

Ciekawe czy i kiedy zakwitnie ? ;-)

Spokojnego i miłego dnia

M

sobota, 17 maja 2014

Podmienili mi synka...

Od piątku coś stało się z moim starszym synkiem... Franek wrócił z przedszkola jakiś nie swój... Mruga ciągle oczami, wiemy, że jest to mruganie na tle nerwowym, ale na pytanie "czy wszystko w przedszkolu ok?" bez wahania odpowiada, że tak.
Ciągle płacze, robi histerie z byle powodu... nie może znaleźć sobie miejsca i zmienia zdanie co chwilę...
Jutro idziemy razem do teatru Maskarada na spektakl pt. Calineczka. Mam nadzieję, że Franio nie będzie robił scen i wróci do domu odczarowany...
Oczywiście zdam relacje jak na matkę bloggerkę przystało ;-)

Chyba moje ulubione zdjęcie małego Frania

M

środa, 7 maja 2014

Janek jak huragan

Nie mam siły, co posprzątam On przechodzi i rozrzuca. Otwiera wszystkie szuflady i wyrzuca z nich rzeczy za siebie, ściąga pranie z suszarki. Grzebie w ziemi (dzięki temu moje wszystkie kwiatki stoją już na wysokościach). Znalazł już nawet pudełko z moimi lakierami do paznokci o których sama zapomniałam. Nasze mieszkanie codziennie wieczorem wygląda jak po przejściu huraganu, a wszystko za sprawą tej mojej małej gadziny, która gdzie się nie pojawi robi nie małe spustoszenie.
Cóż...
Janek jest inny niż jego starszy brat. Franka absolutnie nie interesowały skarby z szafek w kuchni, ani poukładane pranie. On od samego początku bawił się samochodami, nic więcej mogło nie istnieć, tylko te jego Hot Wheelsy, ustawianie kolejek przez całe mieszkanie i zabawy w parking (ile ja się naustawiałam parkingów i narobiłam garaży z pudełek po butach...;-)  Ach jak ja tęsknię do tych zabaw z Franiem...
Czy Janek podzieli pasje brata?
Wszystko wskazuje na to, że będzie inaczej... Ale o tym w innym poście ;-)

Franek i jego samochody, "Tato, narysujesz mi drogę?"


Mam dwa skarby, dwa zupełnie inne od siebie diamenciki...

Dobrej nocy 
M

sobota, 26 kwietnia 2014

Ślimak ślimak pokaż rogi...

Dziś sobota, deszczowa sobota... Rano spacer z psem i wszędzie ślimaki. Ślimak tu ślimak tam, ślimak ślimakiem na ślimaku... Zatrzęsienie winniczków...

Winniczek na ulicy

Mój mąż wspominał, że jego tata (w czasach gdy w sklepach nic nie było a jak było to na kartki) zbierał winniczki i przyrządzał z nich zupę. Według wspomnień mojego męża okropną, cuchnącą zupę, którą wszyscy musieli zajadać. I nikt nie odszedł od stołu dopóki talerz nie był pusty...
Swoją drogą próbowaliście kiedyś zrobić coś z winniczków? Ten francuski przysmak mamy w zasięgu ręki, ślizga się po naszych ulicach, zjada nasze plony a my zbieramy winniczki i eksportujemy do Francji zamiast włączyć je do naszego jadłospisu.
Mam wrażenie, że jest w nas coś co nie pozwala (bez wyrzutów sumienia) przyrządzać tych małych istot, coś co różni Polaków od Francuzów i nie chodzi tylko o odmienną kulturę jedzenia. Tu chodzi o całą masę różnic związanych z Naszym pochodzeniem, klimatem, historią. Wyobraźcie sobie polskiego XVIII wiecznego szlachcica, który zamiast dzikiego wieprza (którego sam wcześniej upolował) na kolacje zajada winniczki...
No way....

Ślimak winniczek i Golden Retriever (tu widać jak wyrośnięte są te okazy)

"Ślimak, ślimak pokaż rogi dam Ci sera na pierogi, jak nie sera to kapusty od kapusty będziesz..." Zdrowy!!! (przyp. Franek ;-)

Dobrej nocy
M