Ten blog to pamiętnik kobiety, która łapie chwile, zbiera porady i przepisy zapisuje to co ważne i ważniejsze a wszystko po to aby się nie pogubić...bo o to najłatwiej...
Czy zdarzyło Wam się kiedyś pojechać na stację benzynową, zatankować auto z dziećmi w środku, pójść do kasy żeby zapłacić i zdębieć po otworzeniu torebki... ?
W torebce brak jakichkolwiek pieniędzy, prawa jazdy...po prostu brak portfela...
Mi się zdarzyło, ostatnio...
Nogi się pode mną ugięły...
Jakie to szczęście, że Pani na stacji, nie wezwała policji tylko spokojnie poczekała na to aż mój małżonek przyjedzie i kasę przywiezie ;-)
Jakie to szczęście, że w torebce luzem znalazłam dwa złote za które mogłam kupić dzieciom coś słodkiego na przeczekanie (choć trudno było znaleźć cokolwiek za dwa złote)
W końcu jakie to szczęście, że zdarzyło się to całkiem blisko domu i że mój kochany mąż w nim był ;)
Jasio w Mini
Dziękuję obsłudze stacji za wyrozumiałość ;-)!!!
Od tej pory będę tankować tylko u Was!
Byliście kiedyś w takiej sytuacji?
Massakra....myślałam, że umrę ze wstydu...
Od kiedy weszło w życie usypianie chłopaków "na odległość" a nie (jak to do tej pory się odbywało) w objęciach ("mamo poleżysz ze mną, mamo rączkę pod główkę") gdzie notorycznie zasypiałam razem z nimi ;-P jest jakoś lżej...
Wieczory spędzamy wspólnie z mężem, dzieci w tym czasie jakoś spokojniej śpią, oczywiście każdy ze swoją przytulanką ;-) no i pies nie denerwuje się, że znowu posnęli i nie ma kto mnie wyprowadzić na spacer (zdarzyło się dwa razy, sunia dzielnie wytrzymała do rana, kochana psina!)
Od mniej więcej tygodnia kąpiemy chłopaków (Franio wskakuje pod prysznic sam), przebierają się i czytamy im bajkę. Franek wskakuje do łóżka Janka i tam teoretycznie słuchają historii na dobranoc... oczywiście kotłują się w łóżku; Janek biega po Franku w tą i z powrotem, Franek się cieszy bo może go wyściskać a Janek się denerwuje, że Franek go ściska i wali Frania po głowie, no i zabierają sobie przytulanki, a ja staram się nie śmiać zza książki zbyt głośno...
Po przeczytanej bajce Franek zmyka do swojego łóżka, gasimy lampkę nocną i zaczynam śpiewać ...
Tak...śpiewam kołysanki, tj. : "Na Wojtusia z popielnika", "AAA kotki dwa", "Był sobie król, był sobie paź", no i oczywiście piosenkę z "Czterech pancernych i psa" (Janek od maluszka przy tym zasypia ;-) ... Właśnie, muszę koniecznie rozszerzyć repertuar? Ile razy można w kółko śpiewać "Deszcze nie spokojne..."? Macie jakieś kołysankowe sugestie?
Gdy śpiewam Janek zazwyczaj nie rusza się wcale, ściska przytulankę i patrzy w sufit w jeden punkt, tylko kątem oka obserwuję jak zamykają mu się oczka, a Franio śpiewa ze mną, przypomni sobie, że chce mu się pić albo rozkopie się tak, że muszę mu poprawiać kołdrę... generalnie robi zamieszanie, ale w końcu i On zasypia, dzielnie, sam z pluszowym pieskiem ;-)
Muszę to zapisać, bo pamięć krótka i co nie spisane odchodzi bardzo szybko w niepamięć...
Jedziemy samochodem i mój starszy syn Franek ni z tego ni z owego pyta tatę:
- "Tato jak umrzesz ten samochód będzie mój, prawda?"
Zamurowało Nas a później parsknęliśmy oboje śmiechem.
- "Tak synku, będzie Twój" - odpowiedział zmieszany tata.
- "albo Janka" - dodałam
Skąd On bierze takie teksty? Ostatnio coraz częściej zaskakuje mnie/Nas swoim błyskotliwym (jak na pięć lat) językiem (po tatusiu ;-)
Franek, Nasz niesamowity Spider-Man (plac zabaw po drodze do Gdańska)
Gdy na początku sezonu truskawkowego dałam do spróbowania Jankowi truskawkę... wypluł ją dalej niż widział. Nie smakowała mu, nie była wystarczająco słodka, a może po prostu truskawki to nie to co Jaśki lubią najbardziej? - pomyślałam ;-/ Franek nie zawiódł (jak co roku) robiliśmy koktajle mleczne z truskawkami, truskawki z cukrem i makaron z truskawkami (przepis znajdziecie TUTAJ). Teraz gdy truskawek co raz mniej (jak na złość) chłopcy zamienili się w truskawkojady ;-)
Ostatnio dwa kilo truskawek zniknęły w ciągu godziny ;-) i tylko słyszałam jak Franek krzyczał z drugiego pokoju: "mamo Janek się nie podzielił, zjadł wszystkie truskawki!!!"
Łapki Janka w truskawkach
Dosypywałam owoców i znikałam znowu aby dokończyć sprzątanie. Kazałam Frankowi jeść bo wydawało się, że Janek będzie je jadł dopóki nie znikną całkowicie i dopóki nie zobaczy dna. Stał obok miski i wkładał sobie do tego swojego małego dzioba jedną truskawkę za drugą ;-)
Janek, Franek i truskawki
Nie pytajcie o kanapę, która stoi obok...ona też najadła się truskawek...
Od dawna wiadomo, że gdy piłka w grze nic się dla mego męża nie liczy nic innego nie istnieje. Dziś mecz Polska - Litwa, w piecu pizza... Dzwonił dzwonek ale nikt nie zwrócił na to uwagi (byłam zajęta, przecież nie ja włożyłam pizze do pieca).
Skończyła się pierwsza połowa, podeszłam do pieca i zdałam sobie sprawę, że dziś pizzy nie będzie...
Spalona na węgiel pizza
Dym szczypie w oczy, okna i drzwi na balkon otwarte są na oścież...
Nawet zapach maciejki nie jest w stanie zniwelować zapachu spalonego ciasta...
Nasz Janek robi się coraz bardziej kontaktowy (ma już rok i trzy miesiące) fajnie gaworzy i dużo rozumie. Dziś postanowił pójść w ślady mamy i posprzątać ( w końcu się chłopak naoglądał...) Ściągnął ścierkę do wycierania sztućców i uderzył w stronę leżącej suni... Stałam osłupiała i robiłam zdjęcia...
Jasio czyści Daffi łepek
Jasio czyści Daffi ząbki
Jasio czyści Daffi grzbiet
Jak on ją dzisiaj wymordował... Ale Daffi to nie przeszkadzało...
...a na końcu przytulaski...
Sunia zniosła to dziecięce okazywanie miłości przez Jasia bardzo dzielnie. Czasami zastanawiam się co sobie myśli Daffi kiedy męczy ją ten Nasz brzdąc, a przecież potrafi ugniatać jej uszy, wsadzać palce do Nosa i pyska, ciągnąć za ogon...
Sunia jest wspaniała, myślę, że Janek dużo zyskuje wychowując się i dorastając razem z nią (w końcu jest od niego młodsza o zaledwie pięć miesięcy). Obserwujemy jak razem rosną każdego dnia.
Tak się składa, że mój najmłodszy syn zamiłowanie ma do kubeczków, łyżek i wszystkiego co można włożyć, przełożyć, zamieszać i najlepiej wylać. Dziś gdy krzątał się po domu na tych swoich trzech nogach (Janek śmiesznie raczkuje, podpierając się jedną rączką... jego sposób chodzenia przypomina sposób poruszania się Golluma z "Władcy pierścieni"). Nagle zatrzymał się w kąciku i ucichł...było cicho, naprawdę cicho, niepokojąco cicho, ale stwierdziłam, że dokończę wieszać pranie zanim sprawdzę co on robi (później mogę nie mieć okazji, przecież jest w miejscu, w którym nic nie może spsocić).
Gdy skończyłam wieszać pranie i weszłam do kuchni moim oczom ukazał się taki oto obrazek:
Janek robi zupę z karmy suni
Nie wiedziałam, czy mam śmiać się czy płakać...
Janek za to uchachany był po pachy!!! Sunia w sumie też, smakowała jej rozmoczona w wodzie karma ( w końcu nie była taka sucha.)